Niezależna stacja Iran International podała w niedzielę, że w protestach w tym kraju zginęło, według ostrożnych szacunków, co najmniej 2 tys. osób. Władze w Teheranie oskarżyły USA i Izrael o inspirowanie protestów i ostrzegły, że kraje te mogą stać się celem ataków.
Irańska organizacja pozarządowa Iran Human Rights z siedzibą w Oslo podała, że do tej pory potwierdzono śmierć co najmniej 192 protestujących, ale zastrzegła, że rzeczywista liczba ofiar może być znacznie wyższa, gdyż aktywiści dysponują ograniczonymi informacjami z wielu regionów kraju. Z kolei irańskie Centrum Praw Człowieka z siedzibą w Nowym Jorku poinformowało, że ma relacje naocznych świadków i wiarygodne doniesienia o śmierci setek demonstrantów.
Rozpoczęty pod koniec grudnia protest przeciwko problemom gospodarczym przerodził się w jeden z największych społecznych zrywów przeciwko irańskiemu reżimowi od lat. Protesty obejmują już wszystkie 31 prowincji Iranu i wyciągają na ulice dziesiątki tysięcy osób. Władze odpowiedziały na demonstracje represjami, masowymi aresztowaniami i blokowaniem internetu.
Demonstracje wybuchły na historycznym Wielkim Bazarze w Teheranie, kiedy sklepikarze i kupcy zamknęli stoiska w proteście przeciwko rosnącym cenom, szalejącej inflacji i spadającej wartości irańskiej waluty. Rial spadł do rekordowo niskiego poziomu w stosunku do dolara amerykańskiego w wyniku złego zarządzania i przedłużających się sankcji, co spowodowało, że inflacja znacznie przekroczyła 50 proc., i sprawiło, że podstawowe dobra stały się nieosiągalne dla wielu gospodarstw domowych.
Protesty z czasem przerodziły się w demonstracje antyrządowe. Tłumy w Teheranie i innych miastach podnoszą nie tylko żądania ekonomiczne, ale także hasła antyrządowe, w tym wezwania do zmian systemowych, a nawet zakończenia rządów duchowieństwa.
Najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu ajatollah Ali Chamenei publicznie skrytykował protestujących, nazywając ich „wandalami” i oskarżając o działanie pod wpływem zagranicznym – w szczególności Stanów Zjednoczonych. Prezydent Masud Pezeszkian ocenił w niedzielę, że demonstranci chcą „zniszczenia całego społeczeństwa”. Dodał, że Izrael i USA pragną „zasiać chaos i nieporządek” w Iranie, podburzając protestujących - przekazała agencja Reutera.
W ostatnich dniach prezydent Donald Trump kilka razy ostrzegał irańskich przywódców przed użyciem siły wobec protestujących i sugerował, że w przeciwnym razie USA mogą dokonać interwencji zbrojnej. „Iran spogląda ku wolności, być może jak nigdy dotąd. USA są gotowe pomóc!” – napisał w sobotę na platformie Truth Social.
Departament Stanu USA napisał w sobotę na X, że Waszyngton jest zaniepokojony doniesieniami o tym, że Republika Islamska zatrudniła terrorystów z Hezbollahu i irackie milicje do tłumienia pokojowych protestów. W komunikacie dodano, że Teheran wydał miliardy dolarów należące do narodu irańskiego na to, co określił mianem sił zastępczych terrorystów. Resort dyplomacji wyraził przekonanie, że użycie tych sił przez Iran przeciwko własnym obywatelom byłoby kolejną „poważną zdradą narodu”.
Według informatorów amerykańskiej stacji Fox News ok. 850 bojowników Hezbollahu i irackich milicji przedostało się już do Iranu, aby wzmocnić siły bezpieczeństwa reżimu.
Dziennik „New York Times”, powołując się na urzędników zaznajomionych ze sprawą, napisał w niedzielę, że prezydent Trump został w ostatnich dniach poinformowany o nowych opcjach dotyczących przeprowadzenia ataków militarnych na Iran. Gazeta zaznaczyła, że Trump nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, ale urzędnicy twierdzą, iż poważnie rozważa zezwolenie na atak w reakcji na działania irańskiego reżimu. Według źródeł „NYT” prezydentowi przedstawiono wiele opcji, w tym ataki na obiekty niewojskowe w Teheranie. (PAP)








