W amerykańskim żargonie prawniczym dotyczącym transportu drogowego „Nuclear Verdict” (dosłownie: „wyrok nuklearny”) to określenie na odszkodowanie zasądzone przez ławę przysięgłych, które jest drastycznie wysokie i całkowicie nieproporcjonalne do poniesionych strat materialnych czy kosztów leczenia.
Jeśli jesteś właścicielem kilku ciężarówek i myślisz, że ubezpieczenie załatwi wszystko, to mamy dla Ciebie zimny prysznic: Alex Leslie z ATRI (American Transportation Research Institute) właśnie wyłożył karty na stół. Patrząc na dane realistycznie – te liczby potrafią zmrozić krew w żyłach skuteczniej niż kontrola DOT w poniedziałek rano.
W badaniach ATRI wyłania się ciekawy, choć bolesny paradoks. To nie te błędy, które popełniamy najczęściej, kosztują nas najwięcej. Najpopularniejsze przewinienia, jak niezachowanie ostrożności czy nieprawidłowy skręt, kończą się zazwyczaj „rozsądnymi” (o ile w USA można mówić o rozsądku w sądzie) kwotami. Prawdziwe bomby finansowe wybuchają tam, gdzie dochodzi do rzadszych zaniedbań, ale działających na ławę przysięgłych jak płachta na byka:
1. Naruszenia czasu pracy (HOS). Choć dotyczą mniej niż 1% spraw, średnia odszkodowania to… 28 milionów dolarów.
2. Używanie telefonu podczas jazdy. Prosta droga do tzw. „wyroku nuklearnego” (powyżej 10 mln USD).
3. Zmęczenie za kółkiem. Dla prawników powoda to sygnał do ataku na całego.
Kolejnym polem bitwy są urazy. Leslie zwraca uwagę na to, jak ogromne znaczenie ma precyzyjne określenie stanu zdrowia poszkodowanego. Weźmy na przykład urazy mózgu (TBI, Traumatic Brain Injury). Prawnicy strony skarżącej uwielbiają wrzucać wszystko do jednego worka, ale ATRI dzieli je jasno:
• ciężkie TBI: wymaga operacji, wyroki regularnie przekraczają 2 miliony dolarów,
• umiarkowane TBI – skutki uboczne trwają długo,
• lekkie TBI – zwykłe bóle głowy bez trwałych efektów.
Dlaczego to ważne? Bo bez twardych danych medycznych, ława przysięgłych ocenia „doświadczenie” powoda, a nie faktyczny stan zdrowia. To tutaj obrona musi wykazać się największą czujnością, by nie pozwolić na zrobienie z lekkiego bólu głowy dożywotniego inwalidztwa.
Jeśli Twoje ciężarówki jeżdżą po Kalifornii, Georgii, Michigan czy Florydzie, to mamy złą wiadomość – jesteś na celowniku. To stany z najtrudniejszym klimatem litygacyjnym. Co gorsza, samo pójście na ugodę w tych miejscach nie zawsze ratuje portfel, bo prawnicy powoda z góry wiedzą, że przepisy grają na ich korzyść i żądają więcej już na starcie. Leslie wspomina o kilku absurdach, z którymi branża musi walczyć poprzez tzw. tort reform (reformę deliktową):
1. Zasada niewspominania o pasach bezpieczeństwa. W niektórych stanach nie możesz powiedzieć ławie przysięgłych, że poszkodowany nie miał zapiętych pasów, co przyczyniło się do poważniejszych uszkodzen ciala.
2. Iluzoryczne szkody. Żądanie kwoty trzy razy wyższej niż faktyczny rachunek ze szpitala, bo „tak widnieje w cenniku”, mimo że nikt tyle nigdy nie zapłacił.
3. Finansowanie przez osoby trzecie. Tajemniczy inwestorzy, którzy wykładają kasę na procesy, licząc na procent z gigantycznych odszkodowań.
Na szczęście w stanach takich jak Teksas, Indiana czy ostatnio Floryda, reformy zaczynają wyrównywać szanse. Ale walka trwa. Prawnicy powodów stosują triki psychologiczne, o których warto wiedzieć. Jednym z nich jest anchoring (zakotwiczanie). Powtarzają kwotę 50 milionów dolarów tyle razy, że ława przysięgłych zaczyna traktować ją jako punkt wyjścia.
Innym problemem są roszczenia niemajątkowe, gdzie za „ból i cierpienie” żąda się kwot 50-krotnie wyższych niż za samo leczenie.
Jak się bronić? Jako właściciele firm transportowych i menedżerowie nie możecie czekać na pozew. Musicie zrozumieć te mechanizmy już teraz. Dokumentacja, telematyka, rygorystyczne przestrzeganie czasu pracy – to nie są tylko „papierki dla inspekcji”. To Wasza jedyna tarcza w sądzie, która może sprawić, że z potencjalnego „wyroku nuklearnego” wyjdziecie tylko z lekkim zadrapaniem.

Szerokiej i bezpiecznej drogi życzy All About Trucks & TransLab.
We put Truckers first.








