Bears wygrali w tym sezonie siedem meczów po tym, jak przegrywali na dwie minuty przed końcem. Wydawało się, że są na progu ósmego takiego zwycięstwa. Niestety tym razem się nie udało. Mieli oni szansę zrobić w niedzielę coś, czego nie robili zbyt często w tym sezonie, a mianowicie zdobyć przyłożenie już w pierwszej swojej akcji. Williams, mijając dwóch obrońców, posłał idealne podanie do będącego w strefie końcowej Rome Odunze, ale wybrany w drafcie z numerem dziewiątym wide receiver upuścił piłkę. Gdyby ją złapał, dałby swojemu zespołowi prowadzenie, które mogłoby zmienić cały przebieg meczu. Dwie akcje później Williams został przechwycony przez Cobie Duranta przy czwartej próbie i 2 jardach do zdobycia.
Rams odpowiedzieli 4-jardowym przyłożeniem Kyrena Williamsa, dającym im prowadzenie 7:0. Gospodarze wyrównali na początku drugiej kwarty, kiedy Williams wykorzystał czwartą próbę, posyłając piłkę przez gąszcz rąk obrońców do TJ Moore’a, a ten bez problemu dopełnił dzieła.
Pierwsze i jak się później okazało ostatnie prowadzenie, zespół trenera Bena Johnsona objął po 48-jardowym celnym kopnięciu Cairo Santosa na 70 sekund przed przerwą. Nie zdołał go jednak utrzymać, bo Mervis też się nie pomylił. Trafiając z 32 jardów, sprawił, że oba zespoły schodziły do szatni przy stanie 10:10.
Trzecia kwarta zakończyła się bez punktów, za to w ostatniej i dogrywce na zziębniętych fanów czekała spora dawka emocji.
Rams odzyskali prowadzenie 17:10, gdy Kyren Williams zdobył swoje drugie przyłożenie, tym razem po 5-jardowym biegu prawą flanką boiska. W odpowiedzi Bears dotarli do pola punktowego rywala, ale ich biegacze trzykrotnie zostali powstrzymani, a podanie Williamsa przy czwartej próbie okazało się niecelne.
Goście nie zdołali utrzymać piłki do końca meczu, oddając ją tuż przed decydującymi ostatnimi dwiema minutami. Nieudane kopnięcie wylądowało na 50-jardowej linii, dając gospodarzom doskonałą pozycję do przeprowadzenia ostatniej szarży w regulaminowym czasie gry.
Stojąc przed czwartą próbą na linii 14 jardów Rams, Williams, który w tym sezonie wielokrotnie popisywał się spektakularnymi zagraniami, był zmuszony pod silną presją cofnąć się o 28 jardów. Jednak jakimś cudem udało mu się rzucić piłkę na 50 jardów do lewego narożnika strefy końcowej, gdzie Cole Kmet złapał ją, doprowadzając na 18 sekund przed upływem czasu do dogrywki.
Ben Johnson określił zagranie swojego rozgrywającego, które przejdzie do klubowej historii, jako „niesamowite”. “Rozmawialiśmy o akcji z czwartej próby i 8 jardów z zeszłego tygodnia w meczu przeciwko Packers i o tym, jak była znakomita. Myślę, że niedzielna była jeszcze lepsza” – powiedział.
Bears wygrali rzut monetą w dogrywce i wybrali rozpoczęcie gry od kopnięcia. Kiedy Rams szybko oddali piłkę, a „Niedźwiedzie” zaczęły posuwać się w kierunku miejsca, z którego Santos mógłby celnie kopnąć, wydawało się, że ich magiczny sezon potrwa co najmniej do finału konferencji NFC.
Niestety ostatnie podanie Williamsa zostało przechwycone przez Kama Curla. Lepiej odczytał on zamiary rozgrywającego Bears, niż jego docelowy odbiorca, DJ Moore, który sprawiał wrażenie kompletnie zaskoczonego.intencjami podającego
Williams, zaliczając 23 z 42 podań na 257 jardów z dwoma przyłożeniami, trzema przechwytami i ratingiem podań 59 pkt, rozegrał w niedzielę słaby mecz. Miał swoje niesamowite momenty, jak choćby doprowadzenie do dogrywki jednym z najbardziej szalonych podań w historii klubu, ale był bardziej niezdecydowany niż w ostatnich tygodniach i podejmował złe decyzje, co zaowocowało trzema przechwytami, czym ustanowił niechlubny rekord kariery. Jego bohaterstwo zamieniło się w katastrofę, ale bez jego brawury i talentu Bears z pewnością nie byliby tam, gdzie są teraz.
Również Matthew Stafford nie rozegrał idealnego meczu, Dwukrotnie zgubił piłkę, ale żadnej nie stracił. Nie popełnił też błędu, co nie było łatwym zadaniem przy przenikliwym zimnie i murawie pokrytej świeżym śniegiem.
Przechwyt Curla dał Staffordowi okazję do potwierdzenia tego, że jest on głównym kandydatem do MVP sezonu regularnego. Rozgrywający Rams wywiązał się z tego zadania bezbłędnie.
Przełomowym momentem było jego podanie na lewą stronę boiska do Davante Adamsa, który złapał piłkę, przeciągając nogi tuż za nurkującym obrońcą i zaledwie kilka centymetrów od linii bocznej. To umożliwiło Mevisowi, który jeszcze na początku sezonu nie był podstawowym kopaczem Rams, na celne trafienie z 42 jardów, zapewniające zespołowi z Los Angeles awans do finału konferencji NFC.
„Walczyliśmy do samego końca, daliśmy z siebie wszystko, tak jak przez cały sezon – powiedział po meczu Ben Johnson. „Myślę, że to bardzo dobrze pokazuje charakter drużyny. Przez cały rok wierzyliśmy, że możemy znaleźć sposób na wygrywanie w każdym tygodniu, dlatego ta porażka jest rozczarowująca i tak bardzo nas boli. Trzeba oddać Rams zasługi. To najlepsza ofensywa w lidze pod względem jardów i punktów, Nie tylko mają dużo utalentowanych skrzydłowych, ale także ich gra biegowa jest bardzo efektywna. To stwarza wiele problemów, a jednak moi zawodnicy dobrze poradzili sobie z realizacją planu, utrzymując nas w grze przez cały czas” – dodał.
Z pewnością Bears nie zbliżyliby się do miejsca, w którym się znalazły, gdyby ich władze nie zatrudniły Johnsona w styczniu ubiegłego roku. Jednak zarządzanie grą w niedzielnym meczu pozostawiło pewien niedosyt. Jego agresywne podejście w czwartej próbie kosztowało Bears trzy punkty w pierwszej akcji. Jego zagrania biegowe były przewidywalne, a decyzje w strefie końcowej momentami zdumiewające. Cała nadzieja w tym, że okres poza sezonem da szkoleniowcowi Bears wystarczająco dużo czasu na autorefleksję.
W pierwszym roku pracy Johnsona drużyna zachwyciła swoich fanów jednym z najbardziej pamiętnych i emocjonujących sezonów w najnowszej historii klubu. Napędzani swoimi spektakularnymi zwycięstwami po odrabianiu strat, zdobyli tytuł mistrza dywizji NFC North po raz pierwszy od 2018 roku i wygrali mecz w fazie play-off po raz pierwszy od 2010 roku.
Najjaśniejszymi momentem sezonu 2025 dla Bears były dwa porywające zwycięstwa nad odwiecznym rywalem Green Bay Packers, odniesione w odstępie czterech tygodni – jedno w sezonie zasadniczym i jedno w pierwszej rundzie play-off – w których dwukrotnie odrabiali dwucyfrowe straty w czwartej kwarcie.
Rams z Seahawks i Broncos z Patriots w finałach konferencji
Rams w finale konferencji NFC i zmierzą się z rozstawionymi na pierwszym miejscu Seahawks. zespół z Seattle w sobotni wieczór rozgromił San Francisko 49ers 41:6.
Natomiast w finale AFC zagrają Denver Broncos z New England Patriots. Pierwsi pokonali po dogrywce Buffalo Bills 33:30, a drudzy Houston Texans 28:16.
Seahawks potwierdzili swoje aspiracje do tronu NFL w dokładnie taki sam sposób, jak podczas swojej dominującej drogi do pierwszego miejsca w konferencji NFC, bezlitośnie miażdżąc przeciwnika.
W sobotę 49ers nawet nie dotarli do strefy końcowej, a przecież ich ofensywa w drugiej połowie sezonu była niezwykle skuteczna, o czym boleśnie przekonali się Bears, tracąc aż 42 punkty. Trudno nie odnieść wrażenia, że to właśnie Seahawks są obecnie faworytem do zdobycia Super Bowl. Ich obrona jest naprawdę dobra, podobnie jak formacja specjalna, co pokazał 95-jardowy powrót Rashida Shaheeda po rozpoczęciu meczu, zakończony w już w 13. sekundzie gry przyłożeniem.
Broncos otrząsnęli się po tym, jak Josh Allen doprowadził do remisu w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. W dogrywce gospodarze wymusili czwartą stratę Allena w meczu, przechwytując piłkę, a dwa faule obrońców Bills dały Denver szansę na zdobycie zwycięskiego kopnięcia, co zapewniło im dramatyczne zwycięstwo 33:30.
Pierwszą ofiarą porażki Bills jest ich trener Sean McDermott, który został zwolniony w poniedziałkowy poranek, dokładnie 36 godzin po zakończeniu meczu. Rzadko się zdarza, aby drużyny przegrywające w dogrywce w rundzie dywizyjnej NFL zwalniały swojego głównego szkoleniowca. Widocznie dla włodarzy Bills czas jednak ucieka, a według nich Allen przecież w końcu musi dotrzeć do… Super Bowl.
Zespół z Denver wraca do finału konferencji AFC po raz pierwszy od czasu, gdy ich rozgrywającym był Peyton Manning. Dziesięć lat temu oprowadził on Broncos do zwycięstwa w meczu o mistrzostwo AFC nad Tomem Bradym i New England Patriots, a następnie zdobył z nimi Super Bowl.
Teraz na ich drodze ponownie staną Patriots, jednak w tym meczu o mistrzostwo AFC zagrają bez swojego podstawowego rozgrywającego, Bo Nixa. Doznał on kontuzji kostki pod koniec dogrywki, która zakończyła jego sezon.
Zastąpi go Jarrett Stidham, który dobrze zna Patriots, ponieważ spędził z nimi swoje dwa pierwsze sezony w latach 2019 i 2020. Teraz stanie on przed bezprecedensową okazją. Rozgrywający z czterema startami w karierze w NFL, który nie rzucił ani jednego celnego podania w żadnym z dwóch ostatnich sezonów zasadniczych, może stać się legendą, jeśli poprowadzi Denver do niedzielnego zwycięstwa.
Przeszkodą do spełnienia się potencjalnej baśni Stidhama jest fakt, że Patriots zaliczyli fantastyczny sezon, a ich obrona odegrała w tym największą rolę.
W pierwszej rundzie play-off rozgromili Justina Herberta i Chargers, ograniczając Los Angeles do trzech punktów. A w drugiej pozwolili Texans na uzyskanie zaledwie 241 jardów, dodatkowo wymuszając na nich aż pięć strat.
Dariusz Cisowski








