Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 22 stycznia 2026 18:25
Reklama KD Market

Noblowska obsesja

W świecie wielkiej polityki istnieją trofea, które ważą więcej niż sondażowe punkty czy geopolityczne wpływy. Dla Donalda Trumpa, 47. prezydenta USA, takim „Świętym Graalem” od lat pozostaje Pokojowa Nagroda Nobla. To, co zaczęło się jako seria uszczypliwych uwag pod adresem poprzedników, w ostatnich tygodniach przerodziło się w surrealistyczny spektakl, łączący dyplomatyczny szantaż, symboliczne przekazania medali i – jak to u Trumpa bywa – nutkę czystego absurdu.
Noblowska obsesja
Donald Trump i Maria Corina Machado

Autor: White House

Najnowszy akt tej historii rozegrał się w Gabinecie Owalnym, gdzie Trump przyjął Marię Corinę Machado. Liderka wenezuelskiej opozycji i laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2025 roku zdecydowała się na gest bez precedensu: symbolicznie przekazała swój złoty medal prezydentowi USA. Machado argumentowała, że to wyraz wdzięczności za „niezachwiane zaangażowanie Trumpa w sprawę wolności Wenezueli”, w tym brawurową operację pojmania Nicolasa Maduro.

Dla Trumpa to była chwila triumfu. W mediach społecznościowych ogłosił, że to „wspaniały gest wzajemnego szacunku”. Jednak w Oslo zapanowała konsternacja. Norweski Instytut Noblowski szybko wydał oświadczenie przypominające fundamentalną zasadę: medal może zmienić właściciela, ale tytuł laureata jest niezbywalny. Trump może więc trzymać prezent od wenezuelskiej polityczki w sejfie, ale w oficjalnych annałach historii przy roku 2025 wciąż widnieć będzie nazwisko Machado.

Jeśli gest Machado był czymś przyjemnym dla gospodarza Białego Domu, to korespondencja Trumpa z premierem Norwegii, Jonasem Gahrem Store, była zupełnie czym innym. W ujawnionej niedawno wiadomości tekstowej, Trump wprost powiązał fakt nieprzyznania mu nagrody ze swoimi planami wobec Grenlandii.
„Biorąc pod uwagę, że Twój kraj zdecydował się nie przyznać mi Pokojowej Nagrody Nobla za powstrzymanie 8 wojen PLUS (pisownia oryginalna), nie czuję się już zobowiązany do myślenia wyłącznie o Pokoju” – napisał prezydent, dodając, że teraz może skupić się na tym, co „dobre dla USA”.

Kontekst był tutaj jasny i przewidywalny: Trump od dawna marzy o przejęciu kontroli nad strategiczną wyspą, a Norwegię, której komitet przyznaje nagrodę obarcza winą za brak przyznania mu nagrody. Premier Store musiał po raz kolejny tłumaczyć Białemu Domowi, że Komitet Noblowski jest niezależny od rządu, co w uszach Trumpa brzmi zapewne jak mało wiarygodna wymówka.

Nie da się analizować tej obsesji bez wspomnienia o Baracku Obamie. Trump wielokrotnie powtarzał, że jego poprzednik dostał Nobla „za nic” (zaledwie kilka miesięcy po objęciu urzędu w 2009 roku). Dla człowieka, który buduje swoją tożsamość na byciu „lepszym we wszystkim”, fakt, że Obama posiada medal z Oslo, a on nie, jest raną, która nie chce się zagoić. Trump czuje się pominięty – jak twierdzą jego zwolennicy – przez „liberalne elity”, choć – jak przekonuje – powstrzymał, albo doprowadził do porozumień pokojowych w ośmiu konfliktach zbrojnych.

W ten globalny teatr osobliwości wplótł się niespodziewanie polski wątek. Marcin Najman, znany z barwnych wystąpień w mediach społecznościowych, opublikował nagranie, w którym w charakterystycznym dla siebie stylu zaapelował do Norweskiego Komitetu. Sportowiec stwierdził krótko: „Dajcie temu Trumpowi tego Nobla dla świętego spokoju, bo on nam tu zaraz cały świat poprzestawia”.

Choć apel Najmana wywołał falę uśmiechów i memów, dotknął on pewnej prawdy, którą zaczynają dostrzegać dyplomaci w Europie. Obsesja Trumpa jest na tyle silna, że wpływa na realne decyzje polityczne, od gróźb nakładania ceł po bezpieczeństwo NATO.
Czy Donald Trump kiedykolwiek oficjalnie dołączy do grona laureatów? Przy obecnych napięciach na linii Waszyngton-Oslo wydaje się to mało prawdopodobne.
Obsesja Trumpa sprawiła, że Pokojowa Nagroda Nobla przestała być tylko symbolem moralnym, a stała się elementem twardej polityki (ang. hard power). Jeśli apel Marcina Najmana, żeby „dać Nobla dla świętego spokoju” wydawał się żartem, to dla dyplomatów z Kopenhagi czy Oslo staje się on coraz bardziej racjonalną, choć gorzką, alternatywą dla destabilizacji całego regionu Arktyki.

W grudniu niespodziewana odsiecz na chwilę nadeszła z Zurychu. Gianni Infantino, prezydent FIFA, wyczuwając idealny moment na umocnienie relacji z Białym Domem przed nadchodzącym mundialem, ogłosił ustanowienie „Pokojowej Nagrody FIFA – Futbol Jednoczy Świat”. Pierwszym laureatem został, rzecz jasna, Donald Trump.

W mediach natychmiast przylgnęła do niej łatka „nagrody pocieszenia”. Choć prestiżem ustępuje ona medalowi z Oslo, ceremonia w Kennedy Center została przygotowana z rozmachem, którego norweski komitet mógłby pozazdrościć. Trump, odbierając pozłacaną statuetkę przedstawiającą glob osadzony na piłkarskim boisku, z typową dla siebie swadą stwierdził, że to wyróżnienie jest „nawet lepsze niż Nobel”, ponieważ „FIFA rozumie, co oznacza prawdziwa walka i zwycięstwo”.

Dla obserwatorów sceny politycznej ten gest był klasycznym przykładem „miękkiej dyplomacji” (ang. soft power) w służbie twardych interesów. Przyznanie nagrody Trumpowi przez federację sportową miało być sposobem na zaspokojenie głodu uznania prezydenta bez konieczności łamania statutów przez Instytut Noblowski. W Waszyngtonie przyjęto to z entuzjazmem, a doradcy Trumpa natychmiast zaczęli promować narrację, według której „prezydent zaprowadził pokój na tylu frontach, że nawet świat sportu nie mógł tego zignorować”.

Jednak za fasadą błysków fleszy kryje się gorzki wniosek. Skoro „dla świętego spokoju” – jak sugerował Marcin Najman trzeba było uciekać się do kreowania nowych, fikcyjnych niemal, wyróżnień, to noblowska obsesja 47. prezydenta USA trwale zmieniła reguły gry. Pokojowa Nagroda FIFA, choć w oczach krytyków pozostaje jedynie „złotym gwizdkiem”, stała się symbolem nowej ery, w której międzynarodowe uznanie można wynegocjować, wywalczyć szantażem lub po prostu otrzymać w prezencie od lojalnych sojuszników ze świata globalnego show biznesu.

Daniel Bociąga
[email protected]
[email protected]

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama