Jak przypomina agencja AP, do tragedii doszło w miniony wtorek w rejonie szczytu Castle Peak, niedaleko jeziora Tahoe. Piętnastoosobowa grupa narciarzy wysokogórskich, w skład której wchodzili również doświadczeni przewodnicy, znajdowała się w końcowej fazie trzydniowej wyprawy. Z powodu nadciągającej burzy śnieżnej jej uczestnicy podjęli decyzję o skróceniu trasy i powrocie, ale właśnie wtedy zeszła lawina o szerokości odpowiadającej długości boiska piłkarskiego. Sześciu osobom udało się wezwać pomoc. Uratowani odnaleźli w pobliżu miejsca zdarzenia pierwsze trzy ofiary śmiertelne.
Ratownicy dotarli w rejon katastrofy dopiero po sześciu godzinach, operując w skrajnie niebezpiecznych warunkach, wykorzystując dwie niezależne drogi podejścia. Ze względu na zerową widoczność i niestabilną pokrywę śnieżną natychmiastowy transport ciał był początkowo niemożliwy. Przez kolejne dni rodziny zmarłych czekały na poprawę pogody, podczas gdy ratownicy monitorowali sytuację meteorologiczną pod kątem bezpieczeństwa ekip.
Przełom w działaniach nastąpił w piątek. Przy użyciu śmigłowców przeprowadzono kontrolowane zejście lawin, co pozwoliło na zabezpieczenie terenu i umożliwiło ratownikom bezpieczne wejście w strefę poszukiwań. Tego dnia wydobyto pięć ciał. W sobotę rano, mimo porywistego wiatru, śmigłowce przetransportowały ostatnie cztery ofiary, opuszczając je na linach do specjalistycznych pojazdów śnieżnych czekających w bezpiecznej strefie.
Szeryf hrabstwa Nevada, Shannon Moon, podkreśliła ogromne zaangażowanie służb oraz ponad 40 wolontariuszy, którzy wspierali akcję w jej kulminacyjnym momencie. – Mamy szczęście, że w naszej górskiej społeczności jesteśmy tak zżyci i potrafimy stanąć razem w obliczu tragedii. Brak słów, by wyrazić współczucie, jakie kierujemy do rodzin dotkniętych tą katastrofą – oświadczyła.
Bliscy ofiar w krótkim komunikacie przekazali, że są „zdruzgotani” i poprosili o uszanowanie ich prywatności. Zaznaczyli, że wciąż mają wiele pytań dotyczących okoliczności wypadku, które pozostają bez odpowiedzi.
Władze poinformowały, że rejon Castle Peak pozostanie całkowicie wyłączony z ruchu turystycznego i sportowego do połowy marca. W tym czasie biegli przeprowadzą szczegółowe dochodzenie i ocenią stabilność stoków, aby zminimalizować ryzyko zagrożenia dla osób przebywających w górach.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)








