„To wyraz buntu i przerażenia, lament” - tłumaczył Bono, wokalista U2, mówiąc o minialbumie „Days of Ash”, który ukazał się 18 lutego i składa się z pięciu nowych piosenek. Pierwszych nowych utworów grupy od 2017 r. „Choć na naszych małych ekranach codziennie widzimy znormalizowane okropieństwa, nie ma nic normalnego w tych oszałamiających czasach i musimy się im przeciwstawić, zanim znów nabierzemy wiary w przyszłość” - napisał Bono.
W czwartą rocznicę rosyjskiej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę ukazał się 4,5-minutowy film dokumentalny w reżyserii Ilii Michajlusa, towarzyszący utworowi „Yours Eternally” z najnowszego wydawnictwa U2. Nakręcony został w grudniu 2025 r., gdy reżyser i ekipa filmowa stacjonowali u boku 2. Korpusu Gwardii Narodowej Ukrainy „Chartija”, ukazuje codzienność Aliny i jej towarzyszy broni walczących na froncie w obwodzie charkowskim. Stanowi część pełnometrażowego filmu dokumentalnego, którego premiera odbędzie się pod koniec 2026 roku.
Bohaterami nowych piosenek U2 są Sarina Esmailzadeh, irańska nastolatka pobita na śmierć przez policję („Song of the Future”), piszący list z frontu ukraiński żołnierz („Yours Eternally”), palestyński nauczyciel Awdah Hathaleen zabity przez izraelskiego osadnika („One Life At A Time”). „American Obituary” poświęcona Renee Good, zastrzelonej przez agenta imigracyjnego mieszkanki Mineapolis, to pieśń o gniewie i smutku. „Nie tylko z powodu śmierci Renee, ale śmierci tej Ameryki, która przeprowadziłaby dochodzenie w sprawie jej zabójstwa” - tłumaczył Bono na łamach „Propagandy”, fanzinu zespołu.
Wydarzeniom tym piosenkę poświęcił także Bruce Springsteen, jedna z największych gwiazd muzyki rockowej. „Streets of Minneapolis” tytułem nawiązuje do „Streets of Philadelphia” z 1993 r., pieśni, za którą artysta otrzymał Oscara. „Napisałem ten utwór w odpowiedzi na państwowy terror, jaki dotknął Minneapolis. Dedykuję go mieszkańcom miasta, naszym imigranckim sąsiadom oraz pamięci Alexa Prettiego (to kolejny Amerykanin zastrzelony w styczniu przez funkcjonariuszy ICE - PAP) i Renee Good” - tłumaczył muzyk.
Biały Dom w odwecie uderzył w Bruce’a Springsteena, zarzucając mu szerzenie „niedokładnych informacji”. Artysta znany jest z bezkompromisowości, od dekad nie szczędzi krytyki politykom. Już w latach 80. nie pozwolił Ronaldowi Reaganowi na użycie utworu „Born in the U.S.A.” w kampanii wyborczej. Zupełnie inne relacje łączyły go z Barackiem Obamą, którego w 2008 r. wspierał podczas walki o prezydenturę. Teraz Springsteen ogłoszenie dodatkowych koncertów podczas aktualnej trasy opatrzył słowami: „Żyjemy w mrocznych czasach, ale nie lękajcie się – nadciąga kawaleria!”.
To kolejna odsłona sporu administracji amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa z muzykami. Artyści od lat protestują przeciwko eksploatowaniu ich pracy podczas wydarzeń politycznych bez uzyskania zgody. Wcześniej oficjalne sprzeciwy, a niejednokrotnie i kroki prawne podejmowali tacy twórcy, jak Neil Young, Elton John, Celine Dion, spadkobiercy Toma Petty'ego i Isaaca Hayesa.
Niedawno reżyser Paul Thomas Anderson i kompozytor Jonny Greenwood zwrócili się do twórców filmu „Melania” o pierwszej damie Stanów Zjednoczonych z prośbą o usunięcie z tej produkcji muzyki pochodzącej z ich filmu „Nić widmo”. Twórcy podkreślają, że wytwórnia udostępniła muzykę bez wcześniejszej konsultacji z autorem.
Konflikt z muzykami przybrał na sile, gdy prezydent przejął kontrolę nad salą koncertową John F. Kennedy Center for the Performing Arts, mianując się jej prezesem, dodając swoje nazwisko do nazwy i dymisjonując dotychczasowy zarząd. W odpowiedzi na te kroki z udziału w wydarzeniach organizowanych przez Centrum zrezygnowali m.in. Bela Fleck, The Martha Graham Dance Company, Sonia De Los Santos, jazzowa supergrupa The Cookers, folkowy duet Magpie oraz portorykańska formacja Balun.
Najgłośniejszym echem odbiła się jednak decyzja Philipa Glassa. Słynny kompozytor wycofał światową premierę swojej XV Symfonii („Symfonii Lincolna”), która miała się odbyć właśnie w Trump Kennedy Center. „Symfonia jest portretem Abrahama Lincolna, a wartości reprezentowane dziś przez Kennedy Center są wprost sprzeczne z przesłaniem mojego dzieła. Pod obecnym kierownictwem nie widzę możliwości zrealizowania tej premiery” – argumentował Glass.
O Trumpie było też głośno podczas Super Bowl - finału ligi futbolu amerykańskiego. Komentatorzy wielokrotnie wymieniali jego nazwisko w czasie oceniania występu Benita Antonio Martíneza Ocasio, rapera występującego pod pseudonimem Bad Bunny, który w ostatnich latach stał się jedną z największych gwiazd pop na świecie. Pochodzący z Portoryko artysta wystąpił w przerwie meczu na zaproszenie NFL.
Artysta skrytykował Stany Zjednoczone i państwowe służby już 1 lutego, gdy odbierał statuetkę Grammy w kategorii najlepsza muzyka latynoska. „Nie jesteśmy dzikusami, nie jesteśmy zwierzętami, nie jesteśmy kosmitami. Jesteśmy ludźmi i jesteśmy Amerykanami” - mówił wtedy ze sceny. „Jedyne, co jest silniejsze od nienawiści, to miłość” - zaznaczył. To właśnie przesłanie zostało umieszczone na telebimie podczas Supr Bowl. W finale występu piosenkarz wymienił nazwy krajów tworzących Amerykę Północną i Południową, pokazał do kamery piłkę z hasłem: „Razem jesteśmy Ameryką”.
Randy Fine, republikański kongresmen z Florydy, napisał, że „to, co Amerykanie zobaczyli podczas występu Bad Bunny'ego na Super Bowl, było odrażające i nigdy więcej nie powinno zostać pokazane w telewizji”. Kontrola Federalnej Komisji Łączności nie stwierdziła jednak nieobyczajnych treści, zauważyła nawet, że z tekstów niektórych piosenek specjalnie usunięto kontrowersyjne fragmenty.
Trump na stadionie się nie pojawił, skomentował jednak wydarzenie na swojej platformie Truth Social. Napisał, że muzyczny spektakl Bunny'ego to „obraza dla wielkości Ameryki”. Tym samym 15-minutowy występ rapera urósł do rangi bitwy w kulturowej wojnie. Wpisał się też w szerszy kontekst wydarzeń politycznych - Bad Bunny zrezygnował po nim z występów w Stanach podczas trasy koncertowej, z obawy o to, że jego koncerty mogą się stać okazją dla działań amerykańskich służb imigracyjnych.
Już samo ogłoszenie Bad Bunny'ego gwiazdą przerwy Super Bowl zostało uznane przez niektórych za antyamerykańskie - np. założona przez Charliego Kirka konserwatywna organizacja Turning Point USA w reakcji na nie zorganizowała własny koncert „All American Half-Time Show”. Jego gwiazdą został Kid Rock, poza nim w programie znaleźli się nieznani szerokiej publiczności muzycy country. Koncert odbył się w zamkniętym studiu, a występ Kid Rocka został odtworzony z taśmy. W efekcie zarzucono mu śpiew z playbacku, wyśmiewano nieudolne zsynchronizowanie z nagraniem, kpiono z samej idei alternatywnego show „dla prawdziwych Amerykanów”. „Nieważne, po której stronie politycznego sporu jesteś, dorośli ludzie wpadający w histerię i organizujący własny koncert w przerwie to straszny obciach” - ocenił Zach Bryan, gwiazda country.
Podczas tej samej gali Grammy głos zabrała także Billie Eilish. Amerykańska artystka, odbierając statuetkę za piosenkę roku, podkreśliła, że „nikt nie jest nielegalny na tej skradzionej ziemi”. Apelowała o dalsze protesty wobec działań ICE (Immigration and Customs Enforcement).
Wymierzone w ICE piosenki śpiewali w ostatnim czasie także Dave Matthews Band, Dropkick Murphys, a także gwiazda muzyki country Zach Bryan. Gitarzysta Tom Morello - współtwórca grupy Rage Against the Machine - wystąpił w Minneapolis podczas koncertu solidarności „Defend Minnesota”, na którym zagrali także Bruce Springsteen, członkowie grupy Rise Against i wirtuoz gitary Al Di Meola. Springsteen i Morello wspólnie wykonali „The Ghost of Tom Joad”, a w finale wieczoru - „Power to the People”, słynny protest-song Johna Lennona z 1971 r. (PAP)








