Minister spraw zagranicznych przedstawił w czwartek w Sejmie informację o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2026 r. - taka doroczna informacja zwyczajowo nazywana jest exposé szefa MSZ. Wystąpienia, które trwało blisko godzinę, wysłuchali m.in. prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk, marszałkowie Sejmu i Senatu Włodzimierz Czarzasty i Małgorzata Kidawa-Błońska, parlamentarzyści oraz dyplomaci. Wśród posłów przysłuchujących się informacji na sali sejmowej nie było m.in. szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
Sikorski mówił o bezpieczeństwie, sytuacji w Ukrainie, relacjach transatlantyckich i znaczeniu członkostwa Polski w UE i NATO. Wielokrotnie w tym kontekście powtarzał, że „współpraca daje przewagę”. Uwzględnił też kwestie stosunków Polski m.in. z Niemcami, Chinami, Indiami i Izraelem.
Odnosząc się do obecnej sytuacji bezpieczeństwa podkreślił, że jest ona poważna i zaznaczył, że świadomość niebezpieczeństwa może paraliżować lub mobilizować, ale „na paraliż nie wolno nam sobie pozwolić”. Szef MSZ zaznaczył, że bezpieczeństwo jest warunkiem realizacji wszystkich innych celów państwa. Ocenił, że choć w różnych krajach Europy padają coraz głośniejsze ostrzeżenia przed wojną, a historia „wrzuca nas na głęboką wodę”, to Europa może wyjść z tego mocniejsza niż dotąd była.
Cały kontynent - mówił Sikorski - doświadcza aktów dywersji i sabotażu; przypomniał, że polską przestrzeń powietrzną naruszyły rosyjskie drony, doszło do podpaleń, a nawet próby zamachu terrorystycznego na kolei. Zatrzymani sprawcy - zauważył - działali na zlecenie obcego wywiadu, a poczucie dezorientacji wzmaga agresja w przestrzeni informacyjnej oraz manipulacje w internecie. Stwierdził, że choć ogromną większość cyberataków udaje się odeprzeć, to skala zjawiska powinna niepokoić.
Sikorski podkreślił, że celem wroga jest przestraszyć, podzielić i nastawić różne grupy Polaków przeciwko sobie oraz osłabić zaufanie do władz politycznych, a jako środki do tego używane są boty, sztuczna inteligencja i kryptowaluty, a także - jak powiedział - „pożyteczni idioci powielający groźne kłamstwa”.
- Po tym jak na nasze niebo wtargnęły rosyjskie drony, ruszyła kampania dezinformacyjna. Jednego dnia dotarła do ośmiu milionów użytkowników polskiego internetu. Sprawcy chcieli zrzucić odpowiedzialność na Ukrainę i NATO. Niestety, znaleźli posłuch także tu – na tej sali - mówił. Zaznaczył, że gdyby Ukraina przegrała wojnę, zagrożenie dla Polski ze strony Rosji nie spadnie, ale wzrośnie.
Szef MSZ podkreślił, że całkowitą odpowiedzialność za wojnę w Ukrainie ponosi agresor – Rosja, a ataki na ludność cywilną, na budynki mieszkalne, szkoły, pociągi czy szpitale, są pogwałceniem podstawowych zasad prawa międzynarodowego.
- Putin nie chce pokoju, tylko kapitulacji - oświadczył. Podkreślił, że dzięki odwadze swoich żołnierzy, poświęceniu obywateli i wsparciu sojuszników na całym świecie – w tym Polski – Ukraina się broni. - Wszystkim, którzy uważają, że pomoc Ukrainie jest niepotrzebna czy nieopłacalna, mówię wyraźnie: popełniacie błąd - podkreślił. Przywołał słowa Jerzego Giedroycia, że „gdyby Rosja wchłonęła Ukrainę, to jesteśmy ugotowani, wzięci za gardło”.
Sikorski stwierdził, że „wolna, będąca częścią Zachodu Ukraina to dla nas szansa”. - Szansa na wyrwanie kłów rosyjskiemu imperializmowi, na wzmocnienie wspólnej obrony, na intensywną współpracę gospodarczą, na wspólne projekty w przemyśle obronnym oraz zaangażowanie naszych przedsiębiorstw w proces obudowy - powiedział.
Przekonywał, że „zwycięstwo Kijowa będzie naszym zwycięstwem”. Rozprawiał się też z tezami rosyjskiej propagandy; podkreślał, że wbrew nim Rosja wcale nie wygrywa wojny. - Nie dajmy się nabrać. Rosja nie jest i nigdy nie była niepokonana - stwierdził. - Przypominam, tylko w XX wieku Rosja przegrała wojnę z Japonią w 1905 r., I wojnę światową, wojnę polsko-bolszewicką w 1920 r., wojnę w Afganistanie i zimną wojnę. Przegrała też swoje kolejne szanse na demokratyzację i modernizację. Próba podbicia Ukrainy trwa już dłużej niż walka Związku Radzieckiego z dawnym sojusznikiem, czyli nazistowskimi Niemcami - mówił szef MSZ.
Dodał, że rosyjskie firmy na skutek sankcji utraciły dostęp do zachodnich rynków, a wydatki na cele wojenne pochłaniają nawet 40 proc. budżetu. - Putin doprowadzi do bankructwa Rosji, tak jak Breżniew - ocenił.
Według Sikorskiego, Rosja „popełniła historyczny błąd” i „na ołtarzu niepotrzebnej wojny, składa swoją przyszłość”. Dodał, że Putin „pomylił miłość własną z interesem kraju, ale stawką wojny w Ukrainie jest nie tylko niepodległość tego państwa i nie tylko bezpieczeństwo naszego regionu Europy”, a obecna wojna „zdecyduje o tym, który podmiot stanie się trzeci, obok USA i Chin filarem nowego globalnego układu sił”. - Czy będzie to Rosja, czy UE - podsumował Sikorski.
Jednocześnie - podkreślał - wybija godzina Europy i „albo będziemy zjednoczeni, albo zjedzą nasi więksi”. - Jesteśmy dość silni, aby UE wzmacniać, usprawniać i reformować, a nie ją niszczyć czy z niej uciekać - stwierdził szef MSZ podkreślając, że polską racją stanu jest obecność w UE i jej współkształtowanie. Dodał, że Europa potrzebuje reform, ale jej przyszłość powinna być budowana w oparciu o UE, a nie na jej gruzach.
- Polskie Ordo Iuris, węgierskie rządowe Kolegium Macieja Korwina we współpracy ze środowiskami amerykańskich nacjonalistów wspólnie budują program na rzecz paraliżu Unii. Najpierw planują ją zepsuć, a następnie krytykować za to, że nie działa” - mówił. Rozpad Unii - dodał - przyniósłby „nieograniczony, narodowy egoizm, o którym niektórzy, także na sali sejmowej marzą”.
W kwestii relacji z USA stwierdził, że niestety pogorszyły się relacje między Stanami Zjednoczonymi a Europą, co jest dla Polski szczególnym wyzwaniem. Sojusz i bliskie związki z USA - mówił Sikorski - od dekad były filarem polskiej polityki zagranicznej, a to w połączeniu z obecną sytuacją polityczną w USA powoduje, że polskie społeczeństwo jest zdezorientowane i podzielone w ocenie, czy państwo to jest nadal wiarygodnym sojusznikiem.
- Wątpliwości co do wagi relacji z USA są niepokojące, ponieważ (...) bezpieczeństwo Polski wzmacniają dwie organizacje, których jesteśmy wzorowymi członkami: Unia Europejska i przede wszystkim NATO. Każda z nich ma inną rolę – nie konkurują ze sobą, ale wzajemnie się dopełniają - powiedział. Podkreślił, że Polska wzmacnia dwustronne sojusze obronne, a na znaczeniu zyskuje też współpraca w regionie Morza Bałtyckiego, dzięki której możemy skuteczniej chronić naszą infrastrukturę krytyczną. Szef MSZ ocenił, że „dość powszechna dezorientacja” w sprawie stosunków z USA dotyczy całej Europy.
- Zdaniem rządu w polskim interesie leży rozwijanie strategicznej współpracy z USA: na płaszczyźnie bilateralnej, w ramach NATO oraz grupy G20, czyli platformy zrzeszającej największe światowe gospodarki, w której Amerykanie sprawują w tym roku prezydencję - podkreślił szef MSZ.
Zaznaczył zarazem, że do dobrej współpracy transatlantyckiej potrzebne jest zaufanie. Stwierdził, że państwa europejskie „nie obawiały się siły Stanów Zjednoczonych – zapraszały ich wojska i przedsiębiorstwa do siebie”, a obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce była i jest traktowana jako zasób, nie zagrożenie.
Sojusz polsko-amerykański - powiedział szef MSZ - „opiera się na ponadpartyjnym poparciu w obu naszych krajach i korzystnej współpracy w wielu dziedzinach”. Zaznaczył, że częste kontakty – zarówno rządu, jak i prezydenta Karola Nawrockiego – z władzami USA odzwierciedlają zaangażowanie w rozwój obronności, relacji gospodarczych i współpracy technologicznej, a dla Polski - podkreślił - Waszyngton pozostaje najważniejszym partnerem w zakresie współpracy wojskowej.
Sikorski stwierdził, że duża część z inwestycji ma służyć zacieśnianiu relacji polsko-amerykańskich. - Polska jest gotowa pełnić rolę regionalnego centrum dla sił USA, gościć bazy, misje, ćwiczenia i utrzymywać sprzęt kluczowy dla wschodniej flanki NATO - oświadczył.
Jednocześnie - zauważył Sikorski - obecnie USA stają przed nowymi wyzwaniami, a priorytetami dla obecnej administracji są ochrona własnego terytorium, zachodnia półkula oraz region Indo-Pacyfiku, podczas gdy Europa zeszła na dalszy plan. Rosja zaś - mówił - jest postrzegana jako zagrożenie przede wszystkim regionalne i potencjalny partner resetu gospodarczego. W tej sytuacji - dodał - „możemy albo dostrzec fakty i odpowiednio się przygotować, albo zasłonić oczy i uszy”.
Szef MSZ zapewnił, że doceniam „otwartość i bezpośredniość obecnej administracji” oraz zgadzam się, że Europa Zachodnia „zbyt długo korzystała z dywidendy pokoju” i że „cała Europa powinna wziąć większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo”. - Zgadzam się, że jako kontynent ludny i zamożny jesteśmy w stanie to zrobić. Tym bardziej, że Europa nie potrzebuje armii równej amerykańskiej. Wystarczą nam siły, które odstraszą Putina - zaznaczył.
Sikorski stwierdził, że „na zmiany w USA patrzymy ze zrozumieniem, ale i niepokojem”. Podkreślił, że Polacy pamiętają o Jałcie. - Po upadku nazistowskich Niemiec, prezydent Franklin Roosevelt chciał pozyskać pomoc Stalina do walki z Japonią. Uzyskał ją, ale kosztem wolności tej części Europy. Amerykański interes narodowy zrealizowano. My zapłaciliśmy cenę - powiedział.
Jak podkreślił, „daje to pod rozwagę tym, którzy chcą relacji międzynarodowych opartych wyłącznie na bezwzględnej walce o wąsko rozumiane interesy”. - Nie my określamy interes narodowy USA. Pytam prawą stronę sali: czy nie dotarło do was, że przedwczoraj Stany Zjednoczone, tak jak Chiny, wstrzymały się od głosu w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w sprawie nienaruszalności granic Ukrainy? Jeśli Japonię z roku 1945. zastąpić dzisiejszymi Chinami, to czy mamy pewność, że interes USA będzie tożsamy z polskim? - mówił szef MSZ
- Byliśmy i będziemy lojalnym sojusznikiem Ameryki. Ale nie możemy być frajerami - oświadczył.
Osobną część wystąpienia Sikorski poświęcił zbijaniu antyunijnych tez części opozycji, które - jego zdaniem - mogą prowadzić do polexitu. - To nie członkostwo w UE prowadzi do utraty suwerenności, lecz odwrotnie, to dzięki odzyskaniu suwerenności, mogliśmy przystąpić do UE - podkreślał. Mówił, że antyunijną propagandę coraz częściej „lansują gwiazdy poprzedniej koalicji parlamentarnej”. Ocenił, że jest to sprzeczne z patriotyzmem i ze zdrowym rozsądkiem.
Sikorski podkreślał ponadto, że na 27 krajów UE 23 należą też do NATO, a inwestycje w ramach jednego sojuszu wzmacniają i pomnażają możliwości drugiego. Dlatego - mówił - tak ważne jest wykorzystanie potencjału unijnego programu SAFE. - Nieprawdą są twierdzenia opozycji, że inwestycje z SAFE służą Berlinowi - dodał.
Przekonywał też, że integracja europejska pomaga zarządzać „wyzwaniem niemieckim”. - Lepiej rozmawiać z silnymi Niemcami jako partnerem w UE, niż z silnymi Niemcami bez więzów i norm, które nakłada na nie Wspólnota - ocenił. - Wyobraźmy sobie słabą bądź rozmontowaną Unię Europejską. Poza jej strukturami biedniejsza Polska i uzbrojone po zęby Niemcy rządzone w dodatku przez nacjonalistyczną prawicę. Naprawdę tego chcecie? - powiedział Sikorski, zwracając się do opozycji.
Pytał, czy ich zdaniem naprawdę warto byłoby wrócić do „tradycyjnych” relacji z Berlinem. - Jeśli tak, to do jakiego okresu dokładnie – zaborów, drugiej wojny światowej i okupacji, czy PRL? A może do Grunwaldu lub Cedyni? Mam wrażenie, że niektórzy w rozumieniu stosunków międzynarodowych zatrzymali się na „Krzyżakach” Sienkiewicza - stwierdził Sikorski.
Mówiąc o globalnych relacjach, podkreślił, że Polska uważnie śledzi asertywną politykę Chin w dziedzinie gospodarczej i wojskowej oraz stara się zbalansować wzajemne relacje. Przekazał, że z kolei kontakty z Indiami stanowią jeden z kluczowych kierunków polskiej aktywności w Azji.
Poruszył też kwestię Bliskiego Wschodu. Sikorski stwierdził, że w interesie Polski leży dyplomatyczna aktywność na rzecz wygaszania konfliktów zagrażających wspólnemu bezpieczeństwu, a wsparcia w regionie oczekują dziś przede wszystkim Syria i Palestyna. Zaznaczył, że Polska uznaje nienaruszalne prawo Izraela do obrony, jednak podkreśla wymóg stosowania się do przepisów prawa międzynarodowego, w tym międzynarodowego prawa humanitarnego.
Na koniec expose podkreślił, że Polacy są w stanie osiągnąć sukces na arenie międzynarodowej tylko wspólnym wysiłkiem. - Wewnątrz kraju możemy się spierać. To naturalne. Ale w kwestiach fundamentalnych granicą sporu powinna być granica państwa - oświadczył. Po raz kolejny szef MSZ zaapelował też do prezydenta Nawrockiego o podpisanie złożonych wniosków o nominacje ambasadorskie. (PAP)








