Do zdarzenia doszło około godziny 12:45 a.m. w sobotę, 13 czerwca w rejonie 21st Street i Damen Avenue. Według biura radnego z 25. okręgu, Byrona Sigcho-Lopeza, z czarnego SUV wysiadł mężczyzna, który odpalił urządzenie, które wybuchło przed domem Sigcho-Lopeza.
Nagranie z monitoringu pokazuje, że urządzenie przez kilka sekund iskrzyło, po czym doszło do eksplozji. Widać również gęsty dym, a na nagraniu słychać odgłos tłuczonego szkła oraz uruchomiony alarm w samochodach. W wyniku eksplozji uszkodzone zostało okno domu. Nikt nie odniósł obrażeń.
Sigcho-Lopez określił urządzenie jako „bombę”. Policja chicagowska poinformowała natomiast, że mogły to być „podejrzane materiały pirotechniczne”. Radny nie zgadza się z tą oceną i domaga się pełnego śledztwa przed wyciąganiem wniosków.
„Nie ma fajerwerków, które potrafią wybić tak duże, wzmocnione okna” – powiedział Sigcho-Lopez. Dodał, że jeden z detektywów miał zasugerować możliwość użycia materiału wybuchowego.
Radny powiedział, że w chwili wybuchu w domu spała jego trójka dzieci. Huk obudził mieszkańców całej okolicy. Początkowo sądzono, że eksplodował transformator uszkodzony podczas niedawnych burz.
Byron Sigcho-Lopez, jeden z najbardziej progresywnych członków Rady Miasta Chicago i kandydat niezależny do Kongresu USA, uważa, że mógł stać się umyślnym celem ataku z powodów politycznych. Jak podkreślił, w przeszłości otrzymywał groźby, a jego dane osobowe były publikowane w internecie. Miało to miejsce m.in. po jego udziale w wiecu, podczas którego spalono amerykańską flagę.
„Ten akt przemocy politycznej powinien zostać potępiony i dokładnie zbadany” – powiedział radny.
Policja chicagowska prowadzi dochodzenie i do poniedziałku, 15 czerwca nie podała informacji o możliwym motywie ani podejrzanych.
Joanna Trzos
[email protected]

