Minuty po otwarciu giełdy wskaźniki Dow Jones i S&P 500 zaliczyły spadki powyżej 1,5 proc., a Nasdaq - 1,44 proc. To najgwałtowniejsze spadki od poniedziałku, kiedy w podobny sposób giełdy zareagowały na rozpoczęcie działań zbrojnych przeciwko Iranowi. Kolejny raz wzrosło ponadto oprocentowanie amerykańskich obligacji, kontynuując niekorzystny dla finansów USA trend rozpoczęty w pierwszym dniu wojny.
Według CNBC jest to wynik m.in. kolejnego znaczącego wzrostu cen ropy naftowej - cena ropy Brent przebiła w piątek barierę 90 dolarów za baryłkę. Jak zauważyła telewizja, stało się to tuż po tym, gdy Trump ogłosił na swojej platformie społecznościowej Truth Social, że nie zaakceptuje żadnego porozumienia z Iranem poza jego bezwarunkową kapitulacją, co mogło sugerować dłuższą wojnę.
Administracja Trumpa zapowiedziała dotąd szereg działań, mających zmniejszyć presję na rynek surowca, w tym ubezpieczenie oraz potencjalnie również eskortę tankowców przepływających przez kontrolowaną przez Iran Cieśninę Ormuz. W czwartek resort finansów ogłosił również tymczasowe rozluźnienie sankcji na rosyjską ropę naftową, zezwalając na sprzedaż surowca załadowanego już na statki Indiom.
Trump dotąd bagatelizował znaczenie ataków na Iran na rynek, twierdząc, że ceny błyskawicznie spadną po zakończeniu wojny.
Na spadki nałożyły się dodatkowo opublikowane w piątek dane z rynku pracy. Mimo oczekiwanego przez ekonomistów wzrostu liczby miejsc pracy o ponad 50 tys., w rzeczywistości liczba zmalała o 92 tys. Ponadto, Biuro Statysyk Pracy znacząco zrewidowało w dół dane z poprzednich miesięcy. Stopa bezrobocia w lutym wzrosła do 4,4 proc. po tym, gdy w styczniu spadła do poziomu 4,3 proc.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)








