Wojna z Iranem już odbija się na naszych nawykach zakupowych. I nie chodzi tylko o zwiększone zainteresowanie samochodami elektrycznymi w wyniku wzrostów cen ropy. Drożeć może wiele towarów i jako konsumenci doskonale to wyczuwamy. Ceny żywności i surowców energetycznych zazwyczaj rosną w czasie wojny, ponieważ konflikty uderzają w globalną produkcję i szlaki handlowe
To właściwie żadna nowość. Od wieków wojny zakłócają wymianę handlową i aktywność gospodarczą, ograniczając lub całkowicie przerywając ruch na szlakach żeglugowych, takich jak Cieśnina Ormuz. Przez to wąskie gardło przepływa 20 proc. światowych dostaw ropy naftowej i około 20 proc. skroplonego gazu ziemnego. Większość ropy pochodzi z Arabii Saudyjskiej i Iraku. W czasie wojny spedytorzy zazwyczaj ponoszą większe koszty przewozu frachtu alternatywnymi drogami a do tego płacą więcej za ubezpieczenia.
Skutki dwutygodniowej już wojny odbijają się na światowej gospodarce. Ceny ropy naftowej, benzyny, oleju napędowego, paliwa lotniczego, gazu ziemnego, produktów petrochemicznych, energii elektrycznej i nawozów gwałtownie wzrosły. Ropa szybko przekroczyła próg 100 dolarów za baryłkę i osiągnęła najwyższy poziom od 2022 roku. Efektem był także gwałtowny wzrost cen gazu i ropy w USA, mimo że z rejonu Zatoki Perskiej sprowadza się do Ameryki stosunkowo niewiele surowców. Według AAA średnia krajowa cena benzyny, osiągnęła w ostatnią środę 3,58 dolara za galon, co oznacza wzrost o 65 centów w ciągu ostatniego miesiąca. Nawiasem mówiąc podawanie tych statystyk nieco rozmija się z celem, ponieważ ceny różnią się w przypadku każdego stanu, a do tego z dnia na dzień rosną, więc podawane liczby niemal natychmiast tracą aktualność.
W odpowiedzi na kryzys paliwowy Międzynarodowa Agencja Energii ogłosiła 11 marca, że kraje rozwinięte uwolnią rekordowe 400 milionów baryłek ropy ze swoich rezerw strategicznych, aby ograniczyć niedobory na rynku. Stany Zjednoczone począwszy od nowego tygodnia uwolnią z rezerw 172 miliony baryłek. To był bezprecedensowy ruch Międzynarodowej Agencji Energii i administracji USA, ale nie należy się ekscytować tymi liczbami To mniej więcej kilkudniowa globalna produkcja ropy naftowej. Jeśli konflikt w Zatoce Perskiej się przedłuży, sprzedaż zapasów nie przyniesie większych efektów. To tylko tymczasowe załatanie ogromnego – i szybko rosnącego – niedoboru surowców na rynkach.
Ekonomiści z Oilprice.com ostrzegli, że równoczesne zakłócenia na kilku szlakach transportowych, w tym w transporcie surowców, zwiększą globalną inflację i narażą kluczowe gospodarki świata na ryzyko stagflacji. Do tego doliczyć należy już istniejące spory polityczne i celne. Jeśli zakłócenia w dostawach będą się utrzymywać, ceny mogą nadal rosnąć, dopóki wyższe koszty energii nie ograniczą popytu. Ale to też zła wiadomość, bo oznacza ograniczenie wydatków i spadek PKB.
Według nowych danych rządowych opublikowanych w tym tygodniu, ceny konsumenckie wzrosły w lutym o 2,4 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Mogło to wskazywać na spadek inflacji w kierunku do poziomu 2 proc., czyli celu, do którego dąży Rezerwa Federalna. Jednak gwałtowny wzrost cen ropy w związku z wojną w Iranie grozi wzrostem cen.
Inflacja to nie jedyny powód do obaw. Słabnie również rynek pracy w USA. Nowe dane Biura Statystyki Pracy, opublikowane w piątek, pokazały, że gospodarka USA straciła w lutym 92.000 miejsc pracy, a rewizja danych za grudzień i styczeń ujawniła o 69 000 mniej miejsc pracy niż pierwotnie szacowano. Zapowiada to dalsze problemy na rynku zatrudnienia.
Ekonomiści zaczynają również wyrażać obawy dotyczące wydatków konsumpcyjnych, które miały znacząco wzrosnąć dzięki nowym przepisom podatkowym zawartym w ustawie prezydenta Donalda Trumpa „One Big Beautiful Bill”. Jednak jak dotąd oczekiwania nie pokrywają się z rzeczywistością. Ekonomiści Citibanku zauważyli, że mniej więcej w połowie sezonu podatkowego indywidualne zwroty federalne są o około 30 miliardów dolarów wyższe niż w zeszłym roku, znacznie poniżej niektórych szacunków, które przewidywały wzrost dochodów amerykańskich gospodarstw domowych nawet o 100 miliardów dolarów. „Wydatki konsumpcyjne prawdopodobnie spowolnią w tym roku, przy zbliżonym do zera wzroście zatrudnienia netto” – napisali ekonomiści Citi.
Te niestety nie są dobre wiadomości, bo prognozy wyższej inflacji i kłopotów na rynku pracy nigdy do takich nie należą. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że wojna szybko się zakończy i nie rozleje się na kolejne regiony.
Tomasz Deptuła

Dziennikarz, publicysta, ekspert ds. komunikacji społecznej. Przez ponad 25 lat korespondent polskich mediów w Nowym Jorku i redaktor “Nowego Dziennika”.








