Stany Zjednoczone i Iran uzgodniły we wtorek wieczorem dwutygodniowe zawieszenie broni. Obecna sytuacja jest traktowana jako pauza operacyjna przed możliwym wznowieniem walk, jeśli rozmowy zaplanowane na sobotę i niedzielę w Islamabadzie nie przyniosą przełomu - ocenia Eric Lob z programu Carnegie Middle East Program wypowiadający się dla think tanku Carnegie Endowment for International Peace.
Według różnych źródeł początek rozmów planowany jest na piątek lub sobotę.
Realia w cieśninie Ormuz pozostają dalekie od normalizacji. Przed wybuchem wojny przepływało tam dziennie 120–140 statków, a obecnie liczba przepływających jednostek nie przekracza kilku dziennie.
W Zatoce Perskiej wciąż znajduje się ponad 600 statków, w tym 325 tankowców, które nie mogą opuścić regionu z powodu faktycznej blokady Ormuzu - poinformował w piątek emiracki magazyn „Gulf News”. Armatorzy wstrzymują kolejne rejsy w obawie przed minami, które mogły zostać rozmieszczone w Ormuzie przez Iran.
Dodatkowo Teheran wprowadził obowiązek uzyskiwania zgody irańskiej armii na przepłynięcie, co oznacza nowy poziom kontroli, której kraj ten nie posiadał przed wojną. Pojawiają się też doniesienia o pobieranym przez Iran mycie w wysokości co najmniej 1 dolara za baryłkę, co w przypadku tankowca typu VLCC oznacza około 2 mln dolarów za rejs. Pojawiają się doniesienia, że Iran chce uczynić z tego stałe źródło dochodów.
Początkowo Teheran zgodził się na otwarcie cieśniny, ale kilka godzin po wejściu w życie rozejmu z USA ogłosił ponowne jej zamknięcie w reakcji na izraelskie naloty w Libanie. Strony różnią się w ocenie zakresu porozumienia – USA i Izrael twierdzą, że nie obejmuje ono Libanu, natomiast Iran uznaje działania tam za naruszenie umowy i podstawę do blokady szlaku.
Jeszcze w pierwszej dobie po ogłoszeniu rozejmu Teheran kontynuował uderzenia w regionie, kierując je m.in. przeciwko Kuwejtowi, Bahrajnowi i Zjednoczonym Emiratom Arabskim. Irański dron zaatakował m.in. saudyjski rurociąg East–West, prowadzący do Morza Czerwonego, który po zablokowaniu cieśniny Ormuz pozostaje kluczową trasą eksportu saudyjskiej ropy.
Już kilka godzin po ogłoszeniu rozejmu Izrael przeprowadził naloty na Bejrut i inne regiony kraju; w pierwszej dobie zginęło ponad 300 osób. Izraelskie lotnictwo systematycznie niszczy cele uznawane za infrastrukturę Hezbollahu, odpowiadając na ostrzał północnego Izraela, w tym na obszary gęsto zaludnione. Siły izraelskie wciąż zajmują około 10-kilometrowy pas terytorium w południowym Libanie, a liczba przesiedlonych Libańczyków sięga ok. 1,1 mln osób.
Wspierany przez Iran Hezbollah nadal prowadzi ostrzał północnego Izraela. Ofensywa przeciwko Hezbollahowi ma być według izraelskich dowódców kontynuowana aż do jego rozbrojenia.
W przyszłym tygodniu w Waszyngtonie mają się spotkać ambasadorowie Izraela i Libanu z amerykańskimi wysłannikami. Strona libańska zabiega o tymczasowy rozejm, który umożliwiłby dalsze rozmowy, jednak Hezbollah – pozostający poza kontrolą władz w Bejrucie – odrzuca bezpośrednie negocjacje z Izraelem. Nie jest jasne, na jakie ustępstwa gotowy jest Izrael, który kontynuuje uderzenia na terytorium Libanu.
Kolejna runda amerykańsko-irańskich rozmów pokojowych zaplanowana jest na sobotę. Delegacji USA ma przewodzić wiceprezydent J.D. Vance, któremu towarzyszyć będą specjalny wysłannik ds. misji pokojowych Steve Witkoff i zięć Trumpa Jared Kushner.
Stronie irańskiej mają przewodzić minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi oraz przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf; obecni mają być również przedstawiciele Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Głównym mediatorem jest Pakistan, przy możliwym udziale Kataru i Arabii Saudyjskiej.
Strony przystępują do rozmów z rozbieżnymi stanowiskami. Teheran domaga się m.in. wycofania sił USA z regionu, zniesienia sankcji, odszkodowań wojennych, utrzymania prawa do wzbogacania uranu oraz objęcia Libanu rozejmem.
Waszyngton z kolei oczekuje otwarcia Ormuzu, rezygnacji przez Teheran z wysoko wzbogaconego uranu i zakończenia wsparcia dla proirańskich grup zbrojnych, takich jak Hezbollah czy jemeńscy Huti.
Jednym z głównych punktów spornych pozostają działania wojenne w Libanie – Iran uznaje je za część porozumienia, czemu sprzeciwiają się USA i Izrael. Kontrowersje budzi też postulat Iranu dotyczący kontroli i opłat za przepływ statków przez Ormuz.(PAP)








