Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 11 kwietnia 2026 10:10
Reklama KD Market

Dezinformacja podczas kampanii na Węgrzech - zagraniczna ingerencja i wykorzystanie AI

Podczas kampanii wyborczej na Węgrzech szczególną rolę w systemie dezinformacji odegrała zagraniczna ingerencja, AI oraz reklamy polityczne - wynika z raportu węgierskiego portalu Lakmusz. Dziennikarka tego portalu Zsofia Fülöp przekazała PAP, że szczególnie duża była skala wykorzystania w kampanii AI.
Dezinformacja podczas kampanii na Węgrzech - zagraniczna ingerencja i wykorzystanie AI

Autor: PAP/EPA/HUNGARIAN PM GENERAL DEPARTMENT OF COMMUNICATION / AKOS KAISER

W niedzielę 12 kwietnia odbędą się wybory parlamentarne na Węgrzech. Od 16 lat premierem jest Viktor Orban, stojący na czele partii Fidesz. Sondaże są niejednoznaczne w ocenie, czy straci on władzę na rzecz Tiszy Petera Magyara.

Według raportu węgierskiego portalu fact-checkingowego Lakmusz podczas kampanii wyborczej szczególną rolę w systemie dezinformacji odegrały trzy zjawiska - ingerencja zagraniczna, wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz omijanie zakazu reklam politycznych na głównych platformach społecznościowych.

O pierwszym zjawisku informował w marcu m.in. „Financial Times". Według brytyjskiego dziennika Kreml miał poprzeć kampanię mającą na celu utrzymanie Viktora Orbana u władzy. Jej opracowaniem miała się zająć powiązana z Kremlem agencja konsultingowa Social Design Agency. Była ona już wcześniej oskarżana o operację Doppelgänger, która miała m.in. podważać zachodnie wsparcie dla Ukrainy.

Portal VSquare powiadomił z kolei o powołaniu przez Kreml specjalnego zespołu ds. wpływania na wybory. Według portalu celem rosyjskiego zespołu technologów politycznych, na którego czele stanął pierwszy zastępca szefa sztabu Władimira Putina Siergiej Kirijenko, jest również utrzymanie u władzy Orbana.

Dziennikarka Lakmusz Zsofia Fülöp przekazała PAP, że mimo zaobserwowanej ingerencji ze strony Rosji, to podmioty krajowe są bardziej aktywne i skuteczne w rozpowszechnianiu fałszywych wiadomości. Zwróciła uwagę na ogromny zasięg wykorzystania sztucznej inteligencji podczas węgierskiej kampanii wyborczej.

Chodzi m.in. o stronę internetową na Facebooku publikującą wygenerowane przez AI materiały wideo pod hasłem „nie nasza wojna". Filmiki przedstawiają np. ginących na froncie i zostawiających bliskich węgierskich żołnierzy. O wykorzystaniu sztucznej inteligencji w węgierskiej kampanii PAP pisał w lutym. Wspierający Fidesz Narodowy Ruch Oporu (NEM) opublikował wtedy na Facebooku reklamę przedstawiającą fikcyjną rozmowę telefoniczną między Ursulą von der Leyen, a liderem węgierskiej opozycyjnej TISZY Peterem Magyarem. W materiale von der Leyen instruuje Magyara, aby wysłał pieniądze na Ukrainę natychmiast po wyborach. Reklama zdobyła 3,7 mln wyświetleń i udostępnił ją dalej m.in. Viktor Orban.

Fülöp zaznaczyła, że tak duża skala wykorzystania treści generowanych przez AI jest nowością podczas kampanii. - Politycy partii Fidesz, a nawet sam premier, udostępniają filmy stworzone przez sztuczną inteligencję. Chociaż często bardzo łatwo rozpoznać, że treść została wygenerowana przez AI, manipulacja emocjonalna jest znacząca - zauważyła. Sztuczną inteligencję miał jej zdaniem wykorzystywać również serwis informacyjny bliski opozycyjnej Koalicji Demokratycznej (DK). W tym przypadku chodziło o materiały wideo wzmacniające przekaz DK o odebraniu praw wyborczych obywatelom, którzy mają podwójne obywatelstwo i nie mieszkają na Węgrzech.

Trzecie zjawisko podsycające dezinformację podczas kampanii wyborczej na Węgrzech dotyczy reklam politycznych. Według Lakmusz partia bliska Fideszowi partia Narodowy Ruch Oporu miała wydać na nie co najmniej 24 mln forintów (ok. 63,5 tys. euro) w ciągu jednego miesiąca. Jedna z tych reklam przedstawiała wygenerowane przez AI wideo, w którym Peter Magyar i były szef sztabu Węgierskich Sił Zbrojnych, gen. Romulusz Ruszin-Szendi włamują się do mieszkania i zabierają przerażonego mężczyznę na pobór do wojska. Opublikowana na Facebooku rolka ma 10 mln wyświetleń.

Podobne reklamy miały się pojawiać również na kontach wspierających partię Fidesz oraz niektórych oficjalnych kontach kandydatów z tej partii. Tymczasem od 10 października ub.r. reklamy polityczne na platformach społecznościowych są w krajach UE zakazane na mocy przepisów unijnej regulacji TTPA, dotyczącej przejrzystości i targetowania reklam politycznych.

Zsofia Fülöp zwróciła uwagę, że podobnie jak podczas wyborów samorządowych i do parlamentu europejskiego w 2024 r. głównym wątkiem kampanii na Węgrzech jest wojna rosyjsko-ukraińska. Tym razem, dodała, w sieci pojawiły się również liczne antyukraińskie komunikaty.

- Główną narracją jest obecnie to, że tylko partia rządząca Fidesz może ochronić naród węgierski przed wojną. Zaś jeśli wygra opozycyjna partia Tisza, wciągnie Węgry do wojny, zmusi Węgrów do walki na froncie oraz zabierze im wszystkie pieniądze i przekaże je Ukrainie z pomocą brukselskiej elity - zauważyła. Istnieje według niej wiele konkretnych przykładów dezinformacji potwierdzających tę narrację. Chodzi m.in. o nieprawdziwą informację, że Tisza chce przywrócić obowiązkowy pobór do wojska.

Dodała, że także niektóre prorządowe media zniekształcają informacje poprzez wyrywanie słów z kontekstu lub edytowanie i manipulacje materiałami wideo. - Ze strony partii opozycyjnych również obserwujemy przypadki rozpowszechniania dezinformacji, ale chodzi tu raczej o fałszywe dane statystyczne lub rozpowszechnianie wprowadzających w błąd informacji na określony temat - podsumowała.

Weronika Moszpańska (PAP)

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama