50-letni Erwin Bankowski i jego 26-letnia córka Karolina Bankowska, mieszkający w Lawrence w New Jersey, mieli zarobić na procederze co najmniej 2 mln dol. Wiele ze sprzedanych falsyfikatów było kopiami mniej znanych dzieł artystów - przekazała prokuratura.
Ojciec i córka przeprosili w sądzie za swoje czyny. Poza ewentualnym wyrokiem więzienia sprawcy mogą zostać zmuszeni do wypłacenia 1,9 mln odszkodowania; może też im grozić deportacja do Polski. Adwokat Erwina B. przyznał, że jego klient „niestety podjął fatalną decyzję, starając się utrzymać rodzinę”.
Prokurator oświadczył w sądzie, że oskarżeni „latami sprzedawali oszukane płótna nie podejrzewającym podstępu kolekcjonerom”. „Dzisiejsze wyroki skazujące zdzierają werniks i ujawniają ukryte pod spodem oszustwo” - dodał.
Gdy wieści o falsyfikatach rozeszły się w świecie sztuki, eksperci określili ten proceder mianem „klasyki gatunku”.
- Jedyną nietypową rzeczą w tej sprawie jest to, że fałszerze zostali złapani – powiedziała Erin Thompson, zajmująca się fałszerstwami dzieł sztuki na City University of New York. - Ludzie postrzegają świat artystyczny jako eleganckie miejsce pełne kulturalnych ludzi, którzy po prostu chcą dzielić się cudem pięknej sztuki. Należy założyć, że falsyfikatów jest o wiele więcej - przyznała Thompson, cytowana przez „The Guardian”.
Prokuratorzy uważają, że ojciec i córka zaczęli zlecać anonimowemu polskiemu artyście kopiowanie obrazów w 2020 r. Podrabiali również pieczątki zamkniętych od lat galerii, w których artyści mogli wystawiać swoje prace.
Dochodzenie trwało od 2023 r. Zaczęło się, gdy przedstawiciele malarza Raimondsa Stapransa dowiedzieli się, że sfałszowany obraz został sprzedany przez dom aukcyjny za 60 tys. dolarów. (PAP)








