Podczas konferencji prasowej reżyser spektaklu Robert Talarczyk określił projekt jako „ryzyko artystyczne”, którego efekt pozostaje otwarty do premiery.
– Interesowało mnie przede wszystkim sprawdzenie, czy ten tekst „zadziała” po śląsku, czy emocje, sensy i rytm języka się obronią – powiedział Talarczyk.
Jak zaznaczył, decyzja o realizacji nie wynika z potrzeby podkreślania tożsamości, lecz z ciekawości scenicznej. – To nie jest żaden powód do jakiegoś wstydu ani dumy, gramy po śląsku i tyle. Uważam, że warto było zaryzykować i zaprosić do przekładu Mirka Syniawę, by sprawdzić, jak te słynne słowa zabrzmią w tym języku – dodał.
Reżyser zwrócił uwagę, że spektakl nie rekonstruuje realiów regionalnych. Akcja – zgodnie z przekładem – toczy się w fikcyjnym „Dynemarku”, który nie jest ani Danią, ani Śląskiem, choć może przywoływać skojarzenia z regionem.
– To jakaś alternatywa, państwo, które istnieje w alternatywnej rzeczywistości. Śląskość jest obecna, ale przetworzona, nie dosłowna – podkreślił. Za scenografię i kostiumy odpowiada duet Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński, który – jak zapowiedział reżyser – wprowadza subtelne odniesienia do lokalnej estetyki bez przenoszenia akcji w konkretne miejsce.
Istotnym punktem odniesienia dla twórców pozostaje wcześniejsza praktyka teatru – spektakle w śląszczyźnie funkcjonują tu od lat, a tłumaczenia Syniawy były już wykorzystywane m.in. przy realizacjach inspirowanych twórczością Gerharta Hauptmanna.
Nowy „Hamlet” ma jednak inny ciężar gatunkowy. – To pierwsze całościowe tłumaczenie, więc wchodzimy na teren, który nie był wcześniej sprawdzony w praktyce scenicznej – zaznaczył Talarczyk.
W tytułowej roli wystąpi Paweł Kempa, który opisuje swoją interpretację jako proces „ciągłego niedookreślenia”. – Ciągle szukam Hamleta i wydaje mi się, że do premiery będę go szukał. Nie wiem, czy odnalezienie go jest potrzebne, bo ciągłe poszukiwanie jest o wiele cenniejsze. Jawi się jako inteligentny, zwykły synek z bloku ze Śląska – powiedział aktor.
Kempa podkreślił, że język śląski wpływa nie tylko na brzmienie tekstu, ale też na sposób budowania emocji. Dodał także, że tłumaczenie Syniawy operuje śląszczyzną literacką, bardziej wysublimowaną niż codzienna mowa, co zbliża je do funkcji, jaką w oryginale pełni język elżbietański.
Twórcy przyznają, że pracują w kontekście wyraźnego „zagęszczenia” inscenizacji „Hamleta” w Polsce. W ostatnich miesiącach powstaje kilka nowych realizacji, m.in. w Sosnowcu, Krakowie i Warszawie.
– To sytuacja ciekawa, bo widzowie mogą porównywać różne odczytania tej samej historii – wyjaśnił Talarczyk. – Nasza propozycja jest odrębna przez język, ale o jej wartości zdecyduje dopiero scena - dodał.
Zespół nie ukrywa, że zainteresowanie premierą jest duże, co – jak zaznaczył reżyser – nie musi automatycznie przełożyć się na ocenę artystyczną. – Frekwencja i sprzedaż biletów to jedno, a to, czy spektakl „uniesie” tekst, okaże się dopiero w kontakcie z widzem – powiedział.
Premiera zaplanowana jest na 15 maja na Dużej Scenie Teatru Śląskiego.(PAP)








