20-krotny Ironman Continuous jest jedną z najbardziej ekstremalnych formuł ultratriathlonu.To kilkanaście dni, setki godzin nieprzerwanego wysiłku przy ograniczonym śnie, walki z czasem, zmęczeniem, presją i własnymi słabościami.
Polaka w tym wyzwaniu wspierała marka OSHEE, która za każdą godzinę pobitego rekordu przekaże 5 tysięcy złotych na fundację Cancer Fighters. Da to łącznie 125 tysięcy złotych na wsparcie zdrowia psychicznego dzieci i rodziców mierzących się z chorobą nowotworową.
Czabański już w 2025 roku zapisał się na kartach historii światowego ultratriathlonu. Najpierw w maju pobił rekord świata na dystansie 10-krotnego Ironmana, kończąc go w 169 godzin, 53 minuty i 33 sekundy. Trzy miesiące później w brazylijskim Buzios jako pierwszy człowiek na świecie ukończył 50-krotnego Ironmana Continuous. W ciągu 49 dni przepłynął 190 km, przejechał na rowerze 9000 km i przebiegł 2110 km. Zajęło mu to dokładnie 1145 godzin 40 minut 9 sekund.
Ten imponujący wynik był nie tylko ukoronowaniem lat ciężkiej pracy, ale też zapowiedzią kolejnych, jeszcze bardziej błyskotliwych wyzwań. Zapewnił wtedy, że to stanie się już niebawem i dotrzymał słowa.
Pierwszym etapem zmagań w ramach rywalizacji Brasil Ultra Tri było pływanie. Polak do wody wszedł 1 maja o godz. 9 am i przepłynięcie 76 km zajęło mu 31 godzin. Od początku dokuczał mu ból barku, który w ostatnich godzinach wyścigu mocno się nasilił. Dwa razy wyszedł z wody – raz na krótką drzemkę i raz na przerwę techniczną.
Następnego dnia w strefie zmian po szybkim masażu, wziął prysznic i od razu wsiadł na rower, by o godz. 5 pm wystartować, rozpoczynając ciężki i bardzo intensywny tydzień, podczas którego w niespełna 199 godzin pokonał 3600 km, śpiąc zaledwie 10 godzin.
Ruszył spokojnie, żeby po pływaniu ustabilizować błędnik i wejść w rytm. Potem konsekwentnie jechał według planu, który zakładał ok. 500 km na każde 24 godziny jazdy. Pierwszy planowany dystans przejechał szybciej, niż zakładał, mimo ogromnego upału, wysokiej wilgotności i mocnego wiatru. Dzięki temu miał więcej czasu na regenerację, prysznic i zadbanie o wszystkie szczegóły, które przy takim wysiłku robią ogromną różnicę.
Ponadto świetnie zarządzał przerwami, wracając po nich z nową energią. Jedynym poważniejszym problemem była opadająca głowa, przez co po sześciu dniach zaczął używać podparcia szyi.
W nocy spał około godziny, a w ciągu dnia miał krótkie 10-minutowe drzemki.
Jego menu składało się z trzech jajek sadzonych na śniadanie, świeżo ugotowanych ziemniaków z solą, awokado, sałaty i pomidora, kanapki z kurczakiem, ciasteczek i słodyczy, oraz dużej ilości owoców głównie bananów, mango i moreli.
9 maja Czabański rozpoczął ostatni etap swojego wyzwania – przebiegnięcie 844 km. Za cel postawił sobie pokonanie trzech maratonów dziennie. Przestrzegając swojej rutyny, w ciągu dnia ucinał sobie krótkie drzemki przez 10-15 minut. O godz. 6 am dostawał na śniadanie jajka, chleb i ulubione awokado. Po kilku godzinach makaron z mięsem i sosem bolońskim lub kurczaka z ryżem i warzywami. W namiocie zawsze czekały na niego gotowe przekąski: owoce, orzechy i słodycze.
18 maja dobiegł do mety, nie tylko wygrywając tegoroczną morderczą edycję zawodów, również ustanawiając jeden z najbardziej spektakularnych rekordów ostatnich lat.
„W ultratriathlonie wszystko szybko sprowadza się do prostej walki: z bólem, zmęczeniem i własną słabością. Były momenty kompletnego wyczerpania, zmieniająca się pogoda, kryzysy i chwile, kiedy wszystko trzeba było układać od nowa z godziny na godzinę. Wtedy ogromne znaczenie ma wsparcie ludzi wokół i silna głowa. Wiedziałem też, że ten start niesie za sobą coś więcej niż sportowy wynik. Projekt został zrealizowany wspólnie z marką OSHEE i miał on też jeszcze jeden ważny cel. W trakcie jego trwania prowadziliśmy zbiórkę na rzecz Fundacji Cancer Fighters, wspierając pomoc psychologiczną i psychiatryczną dzieci oraz ich rodziców. Świadomość tego była to dla mnie dodatkowa motywacja” – powiedział Jurand Czabański.
Ukończenie 20-krotnego ironmana z rekordowym wynikiem jest nie tylko sportowym osiągnięciem, ale także pokazem charakteru, determinacji, wytrzymałości i samodyscypliny na absolutnie kosmicznym poziomie. Tym wyczynem 41-letni Polak zapisał się na trwałe w historii światowego ultratriathlonu.
Dariusz Cisowski
[email protected]









