Po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu na drugą kadencję w styczniu 2025 roku, narracja wokół tamtych wydarzeń uległa radykalnej zmianie na szczeblu federalnym. Trump nie tylko masowo ułaskawił skazanych uczestników zamieszek, ale administracja rządowa poszła o krok dalej. Departament Sprawiedliwości ogłosił powołanie specjalnego funduszu mającego wypłacać odszkodowania osobom, które czują się poszkodowane przez działania organów ścigania. Sprawa wywołała potężną burzę polityczną.
U podstaw propozycji leży ogłoszone przez Departament Sprawiedliwości powołanie tak zwanego Funduszu Przeciwko Użyciu Państwa jako Broni tzw. “Anti-Weaponization Fund”. Choć brzmi to jak niezależna inicjatywa rządu, w rzeczywistości utworzenie funduszu jest efektem ściśle polityczno-prawnego handlu wymiennego. Donald Trump przed powrotem na urząd prezydenta złożył pozew przeciwko Urzędowi Skarbowemu (IRS), domagając się zawrotnej kwoty 10 miliardów dolarów odszkodowania za wyciek jego osobistych zeznań podatkowych. W ramach ugody sądowej, administracja Trumpa, reprezentowana przez pełniącego obowiązki prokuratora generalnego USA Todda Blanche’a (byłego osobistego prawnika Trumpa) oraz IRS doszły do porozumienia. Trump wycofał swój wielomiliardowy pozew, a skarbówka zrezygnowała z wszelkich audytów i roszczeń z tytułu zaległych podatków wobec prezydenta, jego rodziny oraz powiązanych z nim firm.
Elementem tej samej ugody stało się właśnie powołanie “Anti-Weaponization Fund” w strukturach Departamentu Sprawiedliwości. Oficjalnie ma on stanowić formę zadośćuczynienia dla osób, które stały się ofiarami „politycznych prześladowań” i „wykorzystywania prawa do walki politycznej” przez poprzednią administrację prezydenta Joe Bidena.
Budżet nowo powstałego “Anti-Weaponization Fund” opiewa na astronomiczną kwotę 1,776 miliarda dolarów. Są to fundusze w pełni publiczne, czyli pochodzące z podatków amerykańskich obywateli. Zgodnie z wytycznymi Departamentu Sprawiedliwości, wypłaty oraz mechanizm przyjmowania wniosków mają funkcjonować do 15 grudnia 2028 roku, co zbiega się z końcówką drugiej kadencji Donalda Trumpa. Poza rekompensatami finansowymi, fundusz ma uprawnienia do wydawania w imieniu rządu oficjalnych przeprosin dla osób uznanych za niesłusznie ścigane.
Kryteria przyznawania środków z funduszu celowo sformułowano w sposób niezwykle szeroki i ogólny. Pieniądze mają trafiać do sojuszników oraz zwolenników Donalda Trumpa, którzy byli objęci śledztwami federalnymi. Kluczową i najbardziej kontrowersyjną grupą beneficjentów są jednak ułaskawieni uczestnicy szturmu na Kapitol z 6 stycznia.
Pieniądze mają rekompensować im koszty procesowe, utracone zarobki, bankructwa oraz straty moralne wynikające z pobytu w więzieniu lub trwania postępowań prokuratorskich. Sam Donald Trump, pytany przez dziennikarzy o zasadność wydawania pieniędzy podatników na rzecz uczestników zamieszek, bronił tej decyzji, mówiąc: „To jest zwrot kosztów dla ludzi, którzy zostali potwornie, potwornie potraktowani. Byli więzieni niesłusznie, zapłacili gigantyczne koszty sądowe, pokończyli z bankructwami, a ich życie zostało zniszczone”.
Pomysł wypłacania odszkodowań spolaryzował scenę polityczną, wywołując skrajne emocje. Kto popiera wypłaty? Przedstawiciele Departamentu Sprawiedliwości argumentują, że fundusz stanowi legalne narzędzie do naprawienia szkód wyrządzonych przez rzekomo upolitycznioną machinę państwową pod wodzą Demokratów. Popierają go radykalni politycy republikańscy oraz amerykańscy konserwatyści reprezentujący ruch MAGA. Prawnicy reprezentujący oskarżonych o szturm na Kapitol wskazują, że wielu z ich klientów to zwykli obywatele, którzy z powodu wieloletnich procesów stracili majątki i pracę.
Kto się sprzeciwia? Demokraci w Kongresie natychmiast zapowiedzieli bezwzględną walkę z mechanizmem, który nazywają bezprawną próbą grabieży publicznych pieniędzy. Z kolei niezależne stowarzyszenia zajmujące się etyką w życiu publicznym nazwały fundusz „najbardziej bezczelnym aktem prywaty i autoreklamowania się w historii amerykańskiej prezydentury”. Co ciekawe, krytyka nadeszła również z niespodziewanej strony. Jacob Angeli-Chansley, znany jako „Szaman QAnona” – jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy zamieszek z 6 stycznia – ostro odciął się od pomysłu. Nazwał fundusz „skorumpowanym funduszem łapówkarskim”, mającym chronić interesy rodziny Trumpa. Stwierdził publicznie, że nie przyjmie od rządu ani centa z tych – jak to ujął – „krwawych pieniędzy”.
W dyskusji na temat rozliczenia 6 stycznia istotną rolę odegrał również Mike Pence, wiceprezydent USA w pierwszej administracji Trumpa. Warto przypomnieć, że podczas szturmu na Kapitol Pence był bezpośrednim celem agresji tłumu, który skandował hasła wzywające do powieszenia go, ponieważ odmówił on zablokowania certyfikacji wyników wyborczych.
Mike Pence już wcześniej stanowczo i jednoznacznie sprzeciwił się masowym ułaskawieniom uczestników zamieszek, w tym osób, które dopuściły się brutalnych napaści na funkcjonariuszy policji strzegących Kapitolu. Pence skrytykował rewizjonizm historyczny uprawiany przez administrację Trumpa oraz czystki kadrowe w Departamencie Sprawiedliwości. W swoich wystąpieniach konsekwentnie przypomina, że tamtejsze wydarzenia były jawnym pogwałceniem rządów prawa, a osoby szturmujące gmach Kongresu dopuściły się czynów przestępczych, które nie powinny być „wymazywane gumką myszką”, a tym bardziej nagradzane z kieszeni podatnika.
Aby w pełni zrozumieć mechanizm, który umożliwił obecną sytuację, należy przypomnieć, jak potężnym narzędziem w ustroju politycznym USA jest prezydencki akt łaski.
Zgodnie z Konstytucją Stanów Zjednoczonych, prezydent posiada niemal nieograniczoną władzę do udzielania ułaskawień i łagodzenia wyroków w sprawach o przestępstwa federalne. Władza ta ma charakter absolutny – decyzja prezydenta nie wymaga bowiem ani zgody Kongresu ani Sądu Najwyższego i nie można się od niej odwołać.
Donald Trump w pełni wykorzystał ten przywilej już pierwszego dnia swojej drugiej kadencji (20 stycznia 2025 roku), wydając dekret o masowym, zbiorowym ułaskawieniu około 1500 osób powiązanych ze szturmem na Kapitol.
Daniel Bociąga
[email protected]
[email protected]
OD REDAKCJI
Dwóch waszyngtońskich policjantów już pozwało administrację prezydenta Donalda Trumpa w związku z decyzją o utworzeniu funduszu w wysokości 1,776 mld dolarów, przeznaczonego na wypłatę odszkodowań ofiarom rzekomego „wykorzystywania aparatu państwa jako broni”. W pozwie złożonym w środę, 20 maja funkcjonariusze Harry Dunn i Daniel Hodges, którzy zostali ranni broniąc Kapitolu przed napastnikami 6 stycznia 2021 roku, określają “Anti-Weaponization Fund” mianem „najbardziej bezczelnego aktu korupcji prezydenckiej w tym stuleciu”. Celem wniesionej przez nich sprawy sądowej jest m.in. rozwiązania funduszu, aby uniemożliwić wypłatę pieniędzy podatników uczestnikom ataku na Kapitol Stanów Zjednoczonych z 6 stycznia 2021 roku. (Inf. wł.)









