Co prawda już w 33. sekundzie gry Seth Jarvis zaskoczył Jakuba Dobesa i gospodarze błyskawicznie objęli prowadzenie, ale 11 minut później na tablicy wyników był wynik... 1:4.
Zawodnicy Hurricanes - odpoczywający po awansie do finału konferencji aż 11 dni, co było najdłuższą taką przerwą w NHL od 1920 roku - wyglądali na oszołomionych takim obrotem sprawy i już do końca spotkania nie odnaleźli właściwego rytmu.
W trzeciej tercji dwa gole dla zespołu z Montrealu, w tym jednego do pustej bramki, strzelił jeden z bohaterów dwóch ostatnich turniejów olimpijskich, Słowak Juraj Slafkovsky.
- Wiedzieliśmy, że siłą rozpędu możemy tu dobrze zacząć serię. Możemy być oczywiście zadowoleni z wyniku, ale musimy mieć świadomość, że rywale będą grać tylko lepiej - skomentował kapitan Canadiens Nick Suzuki, który odnotował trzy asysty.
Mecz numer dwa - w sobotę ponownie w Raleigh. (PAP)









