W ciszy Doliny Królowych, gdzie się znajduje, łatwo zapomnieć, że ten niezwykły grobowiec przez stulecia pozostawał zasypany gruzem, splądrowany i niemal skazany na zniszczenie. A jednak przetrwał. Dziś uchodzi za jedno z najpiękniejszych dzieł sztuki, jakie pozostawił po sobie starożytny Egipt.
Dolina Królowych rozciąga się na zachodnim brzegu Nilu, niedaleko starożytnych Teb, czyli dzisiejszego Luksoru. To właśnie tam przez stulecia chowano żony faraonów, królewskie dzieci i członków dynastii epoki Nowego Państwa. W cieniu słynnej Doliny Królów miejsce to przez długi czas pozostawało mniej znane i mniej widowiskowe. Nie kryło gigantycznych grobowców najpotężniejszych faraonów, dlatego wielu podróżników i archeologów traktowało je jedynie jako dodatek do wielkich nekropolii władców. A jednak właśnie tam ukryto jeden z największych skarbów starożytnego Egiptu.
Ukochana Ramzesa
Nefertari była najukochańszą żoną Ramzesa II – faraona, którego Egipcjanie uważali niemal za żywego boga. Jej imię oznaczało „Najpiękniejszą z pięknych”, a wszystko wskazuje na to, że dla Ramzesa rzeczywiście była kimś wyjątkowym. Świadczy o tym nie tylko niezwykły grobowiec, jaki dla niej przygotował, lecz także świątynia w Abu Simbel. Posągi Nefertari ustawiono tam niemal na równi z monumentalnymi figurami samego faraona. W świecie starożytnego Egiptu był to gest wręcz bezprecedensowy. Królowa nie była wyłącznie ozdobą dworu ani cieniem władcy. Ramzes chciał, by jej imię i wizerunek trwały wiecznie – obok niego.
Nic więc dziwnego, że miejsce jej pochówku stworzono z niezwykłym rozmachem. Już samo zejście do grobowca robi ogromne wrażenie. Kamienne schody prowadzą w głąb skały, ku chłodowi i półmrokowi, gdzie nagle ściany wybuchają feerią kolorów. Egipski błękit, intensywna czerwień cynobru, zieleń malachitu, złociste odcienie ochry i granatowe sklepienia pokryte gwiazdami wyglądają tak świeżo, jakby artyści opuścili to miejsce zaledwie kilka dni wcześniej.
To właśnie kolory zaskakują najbardziej. Współczesny świat przywykł myśleć o starożytności jako o epoce białego marmuru i wyblakłego kamienia. Tymczasem Egipt był światem intensywnych barw. Świątynie, posągi i grobowce nie były szare ani surowe – miały olśniewać. W grobowcu Nefertari kolory zachowały się w niemal niewiarygodnym stanie, dlatego miejsce to zaczęto nazywać „Kaplicą Sykstyńską starożytności”. I nie ma w tym przesady.
Droga do wieczności
Piękno QV66 nie wynika jednak wyłącznie z dekoracji. Każda scena na ścianach ma swoje znaczenie i opowiada historię podróży królowej do świata zmarłych. Nefertari przedstawiono podczas gry w senet – tajemniczej planszowej gry symbolizującej przejście do zaświatów. W innych miejscach królowa spotyka bogów Egiptu: Ozyrysa, Hathor, Anubisa czy Izydę. Bóstwa prowadzą ją, witają i chronią. Wszystko podporządkowano tu jednej idei: przygotowaniu królowej do życia wiecznego.
Starożytni Egipcjanie nie postrzegali śmierci jako końca istnienia. Wierzyli, że była jedynie trudnym i niebezpiecznym przejściem do kolejnego świata. Dusza zmarłego musiała pokonać liczne przeszkody, stanąć przed sądem bogów i dowieść, że zasługuje na życie wieczne. Dlatego grobowce nie były tylko miejscami pochówku. Miały chronić zmarłego, prowadzić go przez zaświaty i zapewnić mu nieśmiertelność. Każdy detal miał znaczenie – od kolorów i gestów postaci po zapisane na ścianach zaklęcia oraz symbole.
W grobowcu Nefertari uwagę zwraca jeszcze jedna rzecz: nie ma tam Ramzesa II. Dla współczesnego człowieka wydaje się to wręcz zaskakujące. Skoro faraon tak bardzo kochał królową i ufundował jej jeden z najpiękniejszych grobowców starożytnego Egiptu, dlaczego jego wizerunek nie pojawia się na ścianach ani razu?
Odpowiedź kryje się w egipskim pojmowaniu świata zmarłych. W Dolinie Królowych nie przedstawiano faraona, ponieważ to zmarła królowa miała być najważniejszą postacią własnego miejsca pochówku. W swoim pośmiertnym świecie miała panować sama, bez obecności monarchy, nawet jeśli był jej ukochanym mężem.
Egipcjanie przywiązywali ogromne znaczenie do rytuałów i symboli. Cywilizacja, która potrafiła wznieść gigantyczne świątynie i piramidy, równie wielką wagę przykładała do najmniejszych detali. Nic nie było przypadkowe. Każdy kolor, gest i fragment malowidła miał określone znaczenie, a każda scena zajmowała dokładnie wyznaczone miejsce.
Odkrycie QV66
Równie fascynująca jest historia odkrycia samego grobowca. W 1904 roku włoski egiptolog Ernesto Schiaparelli prowadził wykopaliska w Dolinie Królowych. Jego robotnicy natrafili wtedy na schody ukryte pod grubą warstwą kamieni i pustynnego pyłu. Kiedy usunięto gruz, oczom archeologów ukazało się wejście z wyrytym imieniem Nefertari.
Entuzjazm szybko jednak ustąpił rozczarowaniu. Okazało się, że grobowiec został splądrowany już w starożytności. Jego komory były niemal całkowicie puste. Sarkofag rozbito, a kosztowności zniknęły tysiące lat wcześniej. Pozostały jedynie drobne fragmenty wyposażenia: sandały wykonane z włókien palmowych, figurki bóstw, uszebti i resztki lin.
Paradoksalnie właśnie to mogło uratować część malowideł. Gdyby grobowiec przez kolejne stulecia często odwiedzano lub wykorzystywano ponownie, zniszczenia byłyby prawdopodobnie znacznie większe. Mimo to czas niemal pokonał także i to miejsce.
Największym zagrożeniem dla grobowca okazał się jednak nie czas ani rabusie, lecz wilgoć. W drugiej połowie XX wieku konserwatorzy zauważyli pojawiające się na ścianach wykwity soli, dosłownie odrywające warstwy farby od tynku. Malowidła, które przetrwały ponad trzy tysiące lat, zaczęły rozpadać się na oczach specjalistów. Podjęto więc dramatyczną decyzję o zamknięciu grobowca. Rozpoczęła się długa i niezwykle trudna walka o jego ocalenie.
Prace konserwatorskie prowadzone pod koniec XX wieku należały do najbardziej skomplikowanych w historii egipskiej archeologii. Specjaliści z Getty Conservation Institute przez kilka lat oczyszczali ściany, wzmacniali tynki i badali mikroklimat panujący we wnętrzu grobowca. Gdy po zakończeniu prac ponownie udostępniono QV66 zwiedzającym, szybko okazało się, że nawet niewielka liczba osób może stanowić zagrożenie. Każdy oddech zwiększał wilgotność powietrza, a najmniejsze zmiany temperatury mogły przyspieszyć niszczenie bezcennych malowideł.
Właśnie dlatego po zakończeniu konserwacji dostęp do grobowca zaczęto bardzo rygorystycznie ograniczać. Przez wiele lat do środka wpuszczano jedynie niewielkie grupy zwiedzających, a bywały okresy, gdy możliwość zobaczenia wnętrza QV66 kosztowała kilka tysięcy dolarów. Egipskie władze próbowały w ten sposób chronić bezcenne malowidła przed wilgocią i zmianami temperatury wywoływanymi przez obecność turystów. Z czasem grobowiec Nefertari stał się dla wielu podróżników i egiptologów niemal legendą – miejscem, o którym częściej czytało się w książkach i oglądało je na fotografiach, niż oglądało na własne oczy.
Ślad królowej
Jednym z najbardziej poruszających elementów historii grobowca pozostają możliwe szczątki samej Nefertari. W jednym z narożników archeolodzy znaleźli fragmenty nóg owinięte materiałem nasączonym substancjami używanymi podczas mumifikacji. Przez ponad sto lat szczątki te przeleżały niemal zapomniane w muzealnych magazynach w Turynie. Dopiero współcześni naukowcy poddali je szczegółowym badaniom radiologicznym, chemicznym i genetycznym.
Wyniki okazały się niezwykle interesujące. Kości należały do kobiety w wieku i o wzroście odpowiadającym królowej. Nawet rozmiar stóp pasował do sandałów odnalezionych w grobowcu. Badacze uznali więc, że istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, iż szczątki rzeczywiście należały do Nefertari, choć stuprocentowej pewności nadal nie ma.
To właśnie takie momenty sprawiają, że archeologia staje się czymś więcej niż nauką o martwych przedmiotach. Fragment kości, kawałek tkaniny czy para prostych sandałów nagle przywracają realność człowiekowi żyjącemu tysiące lat temu. Nefertari przestaje być wyłącznie piękną postacią z malowideł. Staje się prawdziwą kobietą – która żyła, kochała i była opłakiwana przez swoich bliskich.
Sama królowa nadal pozostaje jednak postacią częściowo tajemniczą. Nie wiadomo dokładnie, skąd pochodziła ani jak przebiegła jej młodość. Zachowało się niewiele pewnych informacji o jej życiu przed pojawieniem się na dworze Ramzesa II. Wiadomo natomiast, że faraon darzył ją wyjątkowym uczuciem i pisał o niej w niezwykle czuły sposób. Jej imię tłumaczy się najczęściej jako „Najpiękniejsza z pięknych” albo „Najdoskonalsza”, a na ścianach świątyń nazywano ją „tą, dla której świeci słońce”.
Grobowiec Nefertari nie jest tylko monumentalnym symbolem władzy i bogactwa. Kryje się w nim również coś znacznie bardziej osobistego – ślad uczucia, pamięci i pragnienia, by ukochana osoba trwała wiecznie. W oficjalnej sztuce starożytnego świata takie emocje pojawiały się niezwykle rzadko.
Kolory wieczności
Wielu podróżników opisuje wizytę w QV66 niemal jak doświadczenie mistyczne. Wąskie schody odcinają zwiedzających od pustynnego światła i upału. Powietrze staje się chłodniejsze, a wokół zapada cisza. I wtedy nagle pojawiają się kolory – intensywne, żywe, niemal nierealne. Nie ma tam ogromnego przepychu znanego z wielkich świątyń Egiptu. Jest raczej poczucie wejścia do prywatnego bytu królowej, miejsca zatrzymanego poza czasem.
Niewiele zabytków daje równie mocne poczucie spotkania z dawnym światem. Piramidy imponują skalą, Sfinks tajemnicą, ale to właśnie w grobowcu Nefertari starożytny Egipt wydaje się najbardziej żywy. Nie jako odległa cywilizacja z podręczników historii, lecz jako świat prawdziwych ludzi – pełnych emocji, marzeń i nadziei, że sztuka oraz pamięć potrafią pokonać śmierć.
Monika Pawlak

