Według materiału przygotowanego przez FOX 32 Chicago, temat powstających centrów danych i zużycia wody staje się jednym z kluczowych punktów debaty publicznej w Illinois. W tle jest nie tylko szybka cyfryzacja gospodarki, ale też ograniczenia prawne i historyczne zasady zarządzania wodą w regionie Wielkich Jezior.
Eksperci cytowani przez FOX 32 uspokajają, że same centra danych raczej nie obniżą poziomu Lake Michigan. Jak podkreśla Joel Brammeier z Alliance for the Great Lakes, realnym problemem nie jest fizyczny poziom jeziora, ale limity narzucone Illinois przez federalne przepisy dotyczące poboru wody. Chodzi o tzw. Lake Michigan Diversion Consent Decree – decyzję Sądu Najwyższego USA z 1967 roku, która określa maksymalną ilość wody, jaką stan może przekierować z basenu jeziora do innych zlewni.
W praktyce Illinois może pobierać nieco ponad 2 miliardy galonów wody dziennie. Jak tłumaczą eksperci, problem zaczyna się wtedy, gdy do jednego systemu wodnego podłączonych jest wielu dużych odbiorców jednocześnie – miasta, rolnictwo i przemysł technologiczny.
W Joliet sytuacja nabiera szczególnego znaczenia. Miasto planuje w 2030 roku odejście od lokalnego ujęcia wód gruntowych i przejście na wodę z Lake Michigan. W ramach współpracy powstała Grand Prairie Water Commission, zrzeszająca sześć podmiejskich społeczności. Projekt zakłada budowę 62-milowego rurociągu z Chicago, zaczynającego się w rejonie zarządzanej przez miasto Southwest Pumping Station w dzielnicy Durkin Park. Koszt inwestycji szacowany jest na 1,5 miliarda dolarów.
W tym samym czasie rośnie presja ze strony nowych inwestycji technologicznych. W Joliet powstaje kompleks centrów danych, który według lokalnych władz ma zużywać około 1 proc. dziennego przydziału wody miasta. Samorząd zapewnia, że obiekty będą korzystać z zamkniętych systemów chłodzenia, co ma ograniczyć zużycie.
Jednak farmerzy i organizacje środowiskowe pozostają sceptyczne. Philip Nelson z Illinois Farm Bureau zwraca uwagę, że centra danych stają się coraz częstszym tematem rozmów wśród mieszkańców wsi i producentów rolnych. Obawy dotyczą przede wszystkim wpływu na lokalne warstwy wodonośne. W regionach, gdzie korzysta się z tych samych zasobów, konkurencja między przemysłem, rolnictwem i mieszkańcami może szybko prowadzić do konfliktów.
Jeszcze bardziej niepokojący obraz przedstawia Prairie Rivers Network. Według jej dyrektora Roberta Hirschfelda obecny system zarządzania wodą w Illinois jest fragmentaryczny i w wielu przypadkach przestarzały. Poza obszarem objętym regulacjami dotyczącymi Lake Michigan, obowiązuje głównie prawo zwyczajowe oparte na zasadzie „rozsądnego użycia wody”, które nie daje realnych narzędzi kontroli nad jej zużyciem.
Z kolei Alliance for the Great Lakes zwraca uwagę, że problemem nie jest tylko ilość wody, ale brak zestawień liczbowych. Centra danych nie mają obowiązku raportowania zużycia wody ani energii, co utrudnia planowanie infrastruktury i ocenę realnego wpływu na zasoby.
Według Chicago Metropolitan Agency for Planning, mimo że całkowite zużycie wody w regionie może w długim terminie spadać, to właśnie nowe branże – takie jak centra danych – wprowadzają największą niepewność do prognoz.
Dodatkowym problemem jest woda gruntowa. Jak wynika z raportów cytowanych przez FOX 32 Chicago, od 40 do 75 procent mieszkańców regionu Wielkich Jezior korzysta z ujęć podziemnych. Nadmierne pompowanie wód gruntowych może prowadzić do obniżania się poziomu warstw wodonośnych, a nawet do zapadania się terenu w miastach takich jak Chicago, Detroit czy Indianapolis.
Na tym tle pojawia się pytanie o przyszłość regulacji. W Illinois zgłoszono już pierwsze projekty ustaw dotyczące raportowania i kontroli zużycia wody przez duże inwestycje technologiczne, jednak eksperci podkreślają, że kluczowy problem to brak egzekwowania istniejących przepisów.
Jak podsumowują rozmówcy FOX 32 Chicago, bez pełnych danych i aktualizacji prawa planowanie przyszłości zasobów wodnych w regionie przypomina działanie po omacku. A w sytuacji, gdy w grze są zarówno rolnictwo, rozwój technologiczny, jak i miliony mieszkańców, przestrzeń na błędy jest coraz mniejsza.
Joanna Trzos
[email protected]
