Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

USA odchodzą od roli światowego żandarma?

Stany Zjednoczone przechodzą obecnie najgłębszą ewolucję w swojej polityce zagranicznej od czasów zakończenia zimnej wojny, zmieniając strategię globalnego zaangażowania i stopniowo wycofując się z tradycyjnej roli globalnego żandarma na rzecz pragmatycznego, transakcyjnego realizmu. Pod rządami prezydenta Donalda Trumpa architektura bezpieczeństwa oparta na doktrynie „America First” przedkłada bezpośredni interes gospodarczy i strategiczny USA nad bycie „policjantem”, co zmienia relacje Waszyngtonu z kluczowymi sojusznikami oraz rywalami.
USA odchodzą od roli światowego żandarma?
Marco Rubio

Autor: PAP/EPA/SAMUEL CORUM / POOL

W sercu tej zmiany leży trumpowskie podejście do NATO, traktujące Sojusz Północnoatlantycki nie jako nienaruszalną wspólnotę wartości, lecz jako pewnego rodzaju firmę ubezpieczeniową, w której ochrona militarna jest ściśle powiązana z finansowym wkładem poszczególnych państw członkowskich. Administracja w Waszyngtonie bezwzględnie egzekwuje wymóg przeznaczania minimum dwóch procent PKB (obecne sugestie sięgają już 5 procent) na obronność przez kraje europejskie, otwarcie sugerując, że państwa odpowiedzialne za swoje bezpieczeństwo mogą liczyć na pełne wsparcie, podczas gdy tzw. pasażerowie na gapę muszą liczyć się z redukcją amerykańskich gwarancji, co zmusza Europę do gwałtownej, samodzielnej militaryzacji.

Dramatyczną ilustracją tej nowej, transakcyjnej dynamiki stało się niedawne zamieszanie wokół wycofania wojsk amerykańskich z Polski i Niemiec, które wywołało głębokie zaniepokojenie na wschodniej flance NATO. Pentagon podjął nagłą decyzję o wstrzymaniu planowanego rozmieszczenia personelu oraz batalionu rakiet dalekiego zasięgu wyposażonego w pociski Tomahawk, co motywowano przesunięciem zasobów w obliczu intensywnego konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz potężnym zużyciem amerykańskich zapasów amunicji. Decyzja ta, podjęta pierwotnie w ramach cięć personelu stacjonującego w Europie i motywowana napięciami wokół odmowy zaangażowania państw europejskich w działania wymierzone w Iran, wywołała potężną krytykę zarówno wewnątrz USA, jak i ze strony sojuszników, którzy poczuli się zaskoczeni i zdezorientowani chaotyczną komunikacją. Po fali oburzenia i intensywnych konsultacjach dyplomatycznych, prezydent Donald Trump dokonał jednak gwałtownego zwrotu i niespodziewanie ogłosił wysłanie do Polski dodatkowych pięciu tysięcy żołnierzy. Na tę nagłą zmianę stanowiska i odwołanie redukcji wpłynął fakt, że Polska jest postrzegana w Waszyngtonie jako jeden z najbardziej lojalnych partnerów, który wydaje na zbrojenia rekordowe sumy i w pełni realizuje transakcyjne kryteria Białego Domu, a także konieczność utrzymania wiarygodnego odstraszania wobec nieprzewidywalnych ruchów Rosji.

Równie pragmatycznie i chłodno prezentuje się najnowsze podejście Waszyngtonu do wojny w Ukrainie, gdzie administracja dąży do jak najszybszego zamrożenia konfliktu wzdłuż obecnej linii frontu, nie wykluczając presji terytorialnej na Kijów w zamian za gwarancje rozejmowe. Sekretarz stanu Marco Rubio otwarcie i stanowczo artykułuje stanowisko, że Stany Zjednoczone muszą pozwolić Europie samodzielnie zająć się tym problemem, argumentując, że wojna na kontynencie europejskim jest przede wszystkim wyzwaniem dla tamtejszych mocarstw, które przez dekady zaniedbywały własne zdolności obronne. Zdaniem amerykańskiej dyplomacji Waszyngton nie może pozwolić sobie na nieskończone angażowanie gigantycznych zasobów finansowych i sprzętowych w przedłużający się impas w Europie Wschodniej, zwłaszcza w sytuacji, gdy bezpośrednie zagrożenie eskalacją rośnie, a Rosja uderza w ukraińskie centra decyzyjne i stosuje otwarty szantaż nuklearny. Przesunięcie odpowiedzialności na barki Europy ma pozwolić Ameryce na przegrupowanie sił i odciążenie własnego przemysłu zbrojeniowego, co wpisuje się w strategię unikania globalnego rozproszenia militarnego.

Na Bliskim Wschodzie amerykańska polityka zagraniczna koncentruje się na bezwarunkowym i agresywnym wsparciu dla Izraela, połączonym z doktryną maksymalnej presji oraz bezpośredniej konfrontacji z Iranem i jego regionalnymi sojusznikami. Waszyngton nie cofa się przed użyciem niszczycielskiej siły ognia przeciwko Teheranowi, co doprowadziło do zaangażowania ogromnych zasobów floty, lotnictwa oraz zużycia setek precyzyjnych pocisków manewrujących w celu sparaliżowania irańskich zdolności bojowych oraz ochrony szlaków handlowych. Ta bezkompromisowa postawa ma na celu pełne zabezpieczenie izraelskich interesów bezpieczeństwa i wymuszenie nowej równowagi sił w regionie, nawet za cenę głębokiego drenażu amerykańskich magazynów wojskowych i czasowego osłabienia kontyngentów w innych częściach świata.

Z perspektywy Waszyngtonu wszystkie te regionalne kryzysy są jednak drugorzędne wobec fundamentalnego wyzwania, jakim są relacje z Chinami, uznawanymi za jedynego realnego rywala zdolnego do rzucenia wyzwania amerykańskiej hegemonii. Stosunki z Pekinem pozostają skrajnie napięte i pod znakiem bezwzględnej rywalizacji technologicznej, handlowej oraz militarnej, a w szczególności wokół statusu Tajwanu i kontroli nad strategicznym regionem Indo-Pacyfiku. Amerykańska strategia zakłada budowanie potężnych koalicji regionalnych, odcinanie Chin od kluczowych technologii oraz modernizację bazy przemysłowej, ponieważ to właśnie Azja Wschodnia jest obecnie uznawana za główny teatr działań wojennych przyszłości, na który USA muszą zachować lwią część swoich sił.

W tym burzliwym krajobrazie geopolitycznym globalna potęga militarna Stanów Zjednoczonych wciąż prezentuje się jako absolutnie bezkonkurencyjna i najpotężniejsza siła bojowa w historii ludzkości, opierająca się na gigantycznym budżecie obronnym, globalnej sieci baz oraz unikalnej zdolności do przetasowania siły w dowolnym miejscu na Ziemi. Trzon tej dominacji stanowi flota potężnych lotniskowców atomowych, absolutna przewaga w powietrzu zapewniana przez myśliwce piątej generacji oraz rozbudowany, nowoczesny potencjał nuklearny gwarantujący strategiczne odstraszanie. Choć intensywne kampanie rakietowe na Bliskim Wschodzie obnażyły pewne braki w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym i zmusiły Pentagon do pilnej rewizji zapasów oraz tempa produkcji amunicji dalekiego zasięgu, to według niektórych ekspertów amerykańskie siły zbrojne przechodzą obecnie głęboką modernizację nastawioną na integrację sztucznej inteligencji, systemów bezzałogowych oraz broni hipersonicznej. Stany Zjednoczone nie chcą już być policjantem, który bezproduktywnie angażuje się w przewlekłe operacje stabilizacyjne na peryferiach globu, lecz transformują swoją armię w ultranowoczesną machinę wojenną, gotową do wygrania konfliktu o wysokiej intensywności z każdym wielkim mocarstwem.

[email protected]

Daniel Bociąga
[email protected]
[email protected]

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama