Kari pracowała jako pielęgniarka. Znała procedury i wiedziała, jak reaguje ciało. Uchodziła za osobę spokojną i poukładaną. Była żoną pastora baptystycznego Matthew „Matta” Bakera, z którym miała dwoje dzieci. Mieszkali w miasteczku Hewitt w Teksasie, w społeczności silnie związanej z kościołem. Matt pełnił tam funkcję duchowego lidera. Prowadził nabożeństwa, doradzał wiernym. W jego świecie wszystko miało swoje miejsce: rodzina, wiara, odpowiedzialność. Dla wielu był kimś więcej niż duchownym – człowiekiem, któremu się ufało i autorytetem.
Szokujące informacje
Policja zamknęła sprawę dość szybko. Kilka dni po pogrzebie Kari pojawiły się jednak pierwsze wątpliwości co do wersji o samobójstwie. Wynikały one głównie z zachowania Matta bezpośrednio po śmierci żony. Szczególnie uderzające było tempo, w jakim pastor zaakceptował tę wersję i wrócił do normalnego życia. Nie szukał odpowiedzi na pytanie, dlaczego jego żona miałaby się zabić. Sprawiał wrażenie, jakby orzeczenie koronera było mu na rękę.
Najbliżsi Kari zaczęli podejrzewać, że pastor coś ukrywa. Postanowili więc przyjrzeć się jeszcze raz ostatnim chwilom jej życia: z kim rozmawiała, do kogo dzwoniła, z kim się spotykała. Wnioski były jednoznaczne – nic nie wskazywało na to, że planowała samobójstwo. Nie było nagłych zmian w jej zachowaniu, pożegnań ani prób porządkowania spraw osobistych. Coraz silniejsze stawało się przekonanie, że Kari nie odebrała sobie życia.
W tym samym czasie światło dzienne ujrzały szokujące informacje o jej mężu. Okazało się, że w chwili śmierci zdradzał Kari z inną kobietą, poznaną przez Internet, i nie był to jego pierwszy romans. Sprawą zainteresowały się lokalne media. Wybuchł skandal, a historia „samobójstwa żony pastora” przestała być wiarygodna. Pojawiła się presja na policję, by wznowić dochodzenie. Tym razem śledczy skupili się nie na tym, co widać na pierwszy rzut oka, ale na tym, co wcześniej pominięto.
Sparaliżowana i bezbronna
Podczas pierwszej sekcji zwłok nie wykonano pełnego panelu toksykologicznego pod kątem środków zwiotczających mięśnie. Lekarz sądowy oparł się głównie na obrazie miejsca zdarzenia i podstawowych wynikach. Po wznowieniu śledztwa zlecono dodatkowe badania próbek pobranych wcześniej. Analiza była bardziej szczegółowa i przyniosła przełomowy wynik – w organizmie Kari wykryto obecność sukcynylocholiny, substancji stosowanej w medycynie do wywoływania paraliżu mięśni.
Środek ten powoduje zatrzymanie oddechu, działa szybko i nie pozostawia widocznych śladów przemocy. Człowiek traci możliwość ruchu i mowy. To tłumaczyłoby, dlaczego nie znaleziono śladów walki – Kari nie była w stanie się bronić ani wezwać pomocy. Zwrócono również uwagę na sposób ułożenia leków przy jej łóżku. Według biegłych nie odpowiadał on sytuacji samobójstwa. Brakowało także fizjologicznych oznak charakterystycznych dla takiej śmierci, które pojawiają się przed utratą przytomności. W tym momencie teoria o przedawkowaniu przestała mieć sens i została odrzucona. Śledczy zaczęli szukać odpowiedzi na pytanie, kto miał dostęp do sukcynylocholiny i w jaki sposób znalazła się ona w organizmie Kari.
Ponownie przyjrzano się życiu Matta Bakera. Był ostatnią osobą, która widziała żonę żywą, a w domu nie było tego dnia innych osób. Przeanalizowano jego zeznania składane w różnych momentach śledztwa. Okazało się, że różniły się w szczegółach – dotyczących godzin, kolejności wydarzeń i momentu, w którym zorientował się, że Kari nie oddycha. Ustalono również, że interesował się działaniem środków farmakologicznych i wyszukiwał o nich informacje w Internecie.
Śledczy natrafili także na wątek finansowy. Po śmierci Kari Matt uzyskał dostęp do zgromadzonych środków oraz świadczeń, co znacząco zmieniało jego sytuację życiową. W krótkim czasie po pogrzebie wrócił też do kontaktu z kobietą, z którą miał romans, i nie próbował już tego ukrywać.
Zeznania kochanki
Przełom w sprawie nastąpił wraz z decyzją jednej osoby – kochanki Bakera. Zdecydowała się współpracować z policją i opisała ich relację oraz rozmowy, jakie prowadzili. Z jej zeznań wynikało, że ich związek nie był epizodem. Planowali wspólną przyszłość. Matt mówił o zmianach, które muszą nastąpić, by mogli być razem. Jej relacja stała się brakującym elementem układanki, dostarczając śledczym zarówno motywu, jak i kontekstu zdarzeń.
W 2009 roku Matt Baker został aresztowany i oskarżony o zabójstwo żony. Proces rozpoczął się w 2010 roku. Prokuratura nie dysponowała jednym bezpośrednim dowodem, lecz przedstawiła ciąg faktów, które tworzyły spójną i logiczną całość: obecność w organizmie Kari substancji powodującej paraliż i zatrzymanie oddechu, romans i plany nowego życia, niespójne zeznania oraz zachowanie oskarżonego po śmierci żony.
Istotne znaczenie miały również opinie ekspertów z zakresu anestezjologii. Wyjaśnili oni ławie przysięgłych, jak działa sukcynylocholina, podkreślając, że jej użycie w warunkach domowych nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia medycznego. Obrona próbowała podważyć tę konstrukcję, wskazując na brak bezpośredniego dowodu i świadków, którzy widzieliby moment podania substancji. Argumentacja ta nie była jednak przekonująca.
Prokuratura zbudowała system powiązanych elementów: dostęp, możliwość, motyw oraz wyniki badań laboratoryjnych. Każdy z nich osobno nie był rozstrzygający, lecz razem stworzyły silny i spójny dowód. To właśnie ta logiczna całość przekonała ławę przysięgłych do wydania wyroku skazującego.
Matt Baker został uznany za winnego morderstwa żony i skazany na 65 lat więzienia. W praktyce oznacza to, że niegdyś szanowany pastor z Hewitt spędzi większość swojego życia za kratkami.
Joanna Tomaszewska

