Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 18 czerwca 2026 18:45
Reklama KD Market

Jak oszuści żerują na imigrantach: kolejne ostrzeżenie

Nowy Jork znów ostrzegł imigrantów przed oszustami. I nie był to rutynowy komunikat urzędowy, który znika ze stron internetowych po jednym dniu w archiwum lokalnych wiadomości. Stanowy Departament Stanu alarmuje, że przestępcy coraz częściej podszywają się pod federalnych urzędników imigracyjnych, prawników, kancelarie, organizacje pomocowe, a nawet programy wizowe. Ostrzeżenie jest aktualne także w Chicago i w innych skupiskach imigrantów.
Jak oszuści żerują na imigrantach: kolejne ostrzeżenie

Autor: Adobe Stock

Oszuści wyłudzają pieniądze, dane osobowe i dokumenty od ludzi, którzy próbują odnaleźć się w jednym z najbardziej skomplikowanych systemów prawnych świata. Oficjalne ostrzeżenie przypomina, że USCIS i sądy imigracyjne komunikują się przez oficjalne kanały, a nie przez Zelle, Venmo, Apple Pay, karty podarunkowe czy kryptowaluty. Nowojorczycy mogą zgłaszać podejrzenia przez Office for New Americans Hotline: 1-800-566-7636. Chicagowianie mogą kontaktować się z Illinois Attorney General Office: 1-800-386-5438 lub State Attorney of Cook County Office: 312-603-8678.

Biznes zbudowany na lęku

To ostrzeżenie jest aktualne także w Chicago, mieście z liczną społecznością imigrantów, w tym polską. Bo oszustwa imigracyjne to nie lokalna patologia Queensu, Bronxu, Brooklynu czy podnowojorskich miasteczek w New Jersey. To ogólnokrajowy przemysł strachu, który szczególnie dobrze rozwija się tam, gdzie żyją duże wspólnoty przybyszów: w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles, Miami, Bostonie, Houston czy na przedmieściach innych wielkich metropolii.

Mechanizm jest prosty. Imigrant boi się deportacji, utraty pracy, rozdzielenia z rodziną albo przegapienia terminu w sądzie. Nie zna języka. Nie rozumie różnicy między adwokatem, konsultantem, notariuszem i urzędnikiem. Widzi reklamę w mediach społecznościowych, odbiera wiadomość na WhatsAppie albo trafia na kogoś, kto mówi jego językiem i twierdzi, że „wszystko da się załatwić”. Czasem oszust obiecuje szybkie pozwolenie na pracę. Czasem zieloną kartę. Czasem wyciągnięcie bliskiego z imigracyjnego aresztu. Czasem wyłudza poręczenie majątkowe (bond), który rzekomo trzeba natychmiast zapłacić, żeby uniknąć więzienia.

FBI ostrzega, że przestępcy podszywają się zarówno pod prawników, jak i funkcjonariuszy federalnych. W Chicago agent Robert Richardson z miejscowego biura FBI potwierdził jeszcze w maju, że oszuści potrafią udawać przedstawicieli organów ścigania i żądać od ofiar pieniędzy na wpłacenie kaucji, strasząc aresztowaniem lub grożąc deportacjami. Innym przykładem z chicagowskiego podwórka jest sprawa Tatiany Bazer z Buffalo Grove. Według federalnych prokuratorów kobieta przez kilka lat – od końca 2021 roku do początku 2026 roku – miała wyłudzić od wielu ludzi co najmniej 3,5 mln dolarów, przekonując ich, że pieniądze zostaną przeznaczone m.in. na usługi imigracyjne, projekty w Ukrainie i inne pilne potrzeby. W rzeczywistości, jak twierdzą śledczy, znaczna część środków miała zaspokajać jej osobiste potrzeby. Aby nie stracić zaufania, Bazer miała wysyłać fałszywe potwierdzenia przelewów, fikcyjne czeki i spreparowane dokumenty bankowe. Gdy zorientowała się, że sprawą interesują się federalni śledczy, miała podszywać się pod agentów FBI, prokuratora i adwokata, przekonując pokrzywdzonych, że odzyskają pieniądze. W marcu Bazer stanęła przed sądem i nie przyznała się do winy. Została później zwolniona warunkowo za kaucją 100 tys. dolarów. Grozi jej do 20 lat więzienia za każdy zarzut elektronicznego oszustwa i do trzech lat za każdy zarzut podszywania się pod funkcjonariusza federalnego.

Pogoda dla hochsztaplerów

Chicago jest w tym obrazie miejscem szczególnym. Z jednej strony to miasto z długą tradycją przyjmowania imigrantów – Polaków, Meksykanów, Ukraińców, Hindusów, Filipińczyków, Arabów, mieszkańców Ameryki Środkowej. Z drugiej strony to idealny rynek dla oszustów, bo tu imigracja nie jest abstrakcyjną debatą telewizyjną. Jest codziennością: rodziną czekającą na rozprawę, pracownikiem bez pewności utrzymania statusu, studentem na wizie, osobą z czasową ochroną, seniorem zależnym od dzieci-imigrantów, pracownikiem budowy, opiekunką, kierowcą, kucharzem, sprzątaczką. Każdy z nich może stać się adresatem wiadomości: „Masz problem z dokumentami. Zapłać natychmiast”. Problem nie omija Polonii. Oszuści nie wybierają ofiar według narodowości, ale według stopnia bezbronności I podatności. A ta bezbronność rodzi się tam, gdzie istnieje mieszanina lęku, pośpiechu, braku wiedzy i społecznego zaufania. W polskiej społeczności również nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś poleca „sprawdzonego człowieka”, „panią od papierów”, „notariusza”, „konsultanta”, który pomagał znajomemu znajomego. Tyle że w sprawach imigracyjnych dobra intencja sąsiada nie zastępuje licencji adwokackiej ani akredytacji Departamentu Sprawiedliwości.

Pułapka słowa „notario”

Najbardziej toksycznym słowem w tym świecie jest „notario”. W wielu krajach Ameryki Łacińskiej notariusz to osoba o wysokim statusie prawniczym. W USA notary public nie jest adwokatem imigracyjnym, lecz osobą od poświadczania podpisów. Oszuści bezwzględnie wykorzystują tę różnicę. Podobny mechanizm może działać także wobec innych grup imigranckich: wystarczy obco brzmiący tytuł, pieczątka, logo przypominające rządowe, kilka zdań prawniczego żargonu i obietnica, że „znamy dojście”.

Nowa generacja oszustw jest jeszcze groźniejsza, bo przeniosła się do internetu. ProPublica opisała przypadki fałszywych prawników, fikcyjnych przesłuchań online, podszywania się pod Catholic Charities oraz wykorzystywania WhatsAppa, Facebooka i sztucznej inteligencji. Według analizy tej redakcji, opartej na ponad 6200 skargach do Federal Trade Commission z minionych pięciu lat, po wyborze Donalda Trumpa liczba skarg dotyczących oszustw imigracyjnych podwoiła się: w 2025 roku FTC otrzymała prawie 2000 takich zgłoszeń, a łączna zgłoszona wartość strat z pięciu lat wyniosła co najmniej 94,4 mln dolarów. To niemal na pewno zaniżona liczba, bo wielu imigrantów nie zgłasza przestępstw z obawy przed deportacją.

W jednym z opisanych przypadków kobieta z Nikaragui, ubiegająca się o azyl, zapłaciła prawie 10 tys. dolarów osobie podszywającej się pod prawniczkę związaną z Catholic Charities. Uwierzyła w wirtualne przesłuchanie, usłyszała, że „wygrała rezydenturę”, a potem – zgodnie z radą oszustki – nie stawiła się w sądzie. Została oszukana, a następstwie tegoż oszustwa deportowana. Ten przypadek pokazuje, że ofiara oszustwa może w oczach państwa wyglądać jak osoba, która sama zawiniła: nie przyszła na rozprawę, podpisała dokumenty, zapłaciła komuś, kto nie miał uprawnień. Papier rzadko pokazuje desperację.

Wykorzystanie zaufania do Kościoła i organizacji pomocowych

Szczególnie podłe jest podszywanie się pod organizacje religijne i pomocowe. Catholic Charities ostrzega, że przestępcy wykorzystują zaufanie do tej marki, oferują „pomoc” przez media społecznościowe, wywierają presję czasową i żądają pieniędzy. W Chicago, Nowym Jorku i innych miastach to właśnie organizacje kościelne, społeczne i lokalne kancelarie są często pierwszym miejscem, do którego imigrant chciałby się zwrócić. Gdy oszust wykorzystuje ten kredyt zaufania, kradnie nie tylko pieniądze, ale ostatnią deskę ratunku.

Nie mylić ról

Warto tu jednak rozróżnić dwie rzeczy. Z jednej strony mamy oszustwa popełniane przeciwko imigrantom. To fałszywi prawnicy, fikcyjni agenci ICE, spreparowane wezwania, wymuszanie płatności. Z drugiej mamy oszustwa popełniane przez osoby próbujące wykorzystać istniejący system: to fikcyjne małżeństwa, fałszywe historie azylowe, podrabiane dokumenty. Państwo ma prawo ścigać jedno i drugie. Ale jeśli wrzuca ofiary i sprawców do jednego worka, robi prezent prawdziwym przestępcom.

Najważniejsze ostrzeżenie jest proste: żaden uczciwy prawnik nie gwarantuje wyniku sprawy imigracyjnej. Żaden prawdziwy urzędnik nie każe płacić kartami podarunkowymi, kryptowalutą, Zelle czy Venmo. Żadna poważna organizacja nie powinna prowadzić całej sprawy wyłącznie przez prywatny komunikator bez jasnej identyfikacji. Legalnej pomocy mogą udzielać licencjonowani adwokaci albo przedstawiciele akredytowani przez Departament Sprawiedliwości. Tłumacz, notariusz czy osoba pomagająca w wypełnianiu formularzy nie powinna doradzać, jaką strategię prawną wybrać.

Stara sztuczka w nowym opakowaniu

Oszustwa imigracyjne są testem dla państwa i lokalnych społeczności. Państwa – bo system tak skomplikowany, że człowiek musi szukać przewodnika, co tworzy przestrzeń dla hochsztaplerów. Społeczności – bo imigranci najpierw ufają swoim: sąsiadom, parafiom, lokalnym grupom, mediom etnicznym, znajomym z pracy. Chicago przerabia tę lekcję od kilku pokoleń. Polacy też kiedyś przyjeżdżali do miasta, w którym trzeba było odróżnić pomoc od wyzysku, tłumacza od naganiacza, prawnika od cwaniaka.

Dziś zmieniły się tylko narzędzia. Dawniej oszust miał biuro z szyldem. Teraz ma reklamę na Facebooku, konto na TikToku, numer WhatsApp i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Ale towar sprzedaje ten sam: to nadzieja w promocyjnej cenie. A rachunek, jak zwykle, płacą ci, którzy i tak mają najmniej.

Jolanta Telega
[email protected]

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama