Na boisku poszło zgodnie z oczekiwaniami: Francuzi po 90 minutach nieustannych ataków i kolejnym koncercie Kyliana Mbappe łatwo rozprawili się z reprezentacją Iraku, wywołując podziw i entuzjazm fanów, w większości kibiców „Trójkolorowych”.
Na trybunach i wokół ponad 70-tysięcznego stadionu, gdzie na co dzień rozgrywa swoje spotkania drużyna futbolowa Philadelphia Eagles, było mniej konwencjonalnie. Między innymi za sprawą burzy z piorunami, która przeszła nad stadionem tuż przed przerwą i spowodowała blisko dwugodzinne opóźnienie drugiej połowy.
Kibice w Mieście Braterskiej Miłości tłumnie schowali się do przejść między trybunami, ale nie powstrzymało to stadionowej imprezy. Również garstka tych, którzy mieli siedzenia pod dachem, kontynuowała zabawę: robili meksykańską falę, tańczyli do Macareny czy Bon Joviego i wykrzykiwali hasła - wspierające nie tylko Francją, ale też mistrzów NBA New York Knicks, czy lokalną drużyną futbolu amerykańskiego (według flagi na stadionie - „mistrzów świata” z 2024 roku)
- Go Birds! E-A-G-L-E-S! - rozlegało się co chwila.
To, że fani pozostali na stadionie mimo dwugodzinnej pauzy nikogo nie dziwiło, biorąc pod uwagę, że na bilety musieli wydać od 600 dolarów wzwyż.
- Świetna zabawa mimo tego deszczu. Ludzie są bardzo przyjaźni i gościnni. Z jednym gościem nawet wymieniłem się koszulkami: ta nie należy do mnie - mówił Jerome z Bordeaux, weteran sześciu mundiali, który na swoje karty wstępu wydał 800 dol.
- Tylko te bilety: strasznie drogie. Strasznie - zaznaczył.
Przyznał, że mimo wspaniałej gry Mbappe („on jest z innej planety”), jest zawiedziony grą swojej kadry.
Mimo że fani „Trójkolorowych” byli w Filadelfii w zdecydowanej większości, Jerome był jednym ze stosunkowo niewielkiej grupy, która na mecz przyjechała z Francji. Przeważająca część kibiców w niebieskich koszulkach stanowili Amerykanie. Jak wyjaśniła Tracey ze Springfield pod Filadelfią, kibicowała Francji ze względu na zielonkawy kolor jednej z wersji koszulek reprezentacji, przypominający futbolowych „Orłów” z Filadelfii.
- To tylko kolor, ale to nie ma znaczenia, kim jesteśmy, ja kibicuje obu drużynom. Jazda!!! - wykrzykuje. - Te mistrzostwa są niesamowite. Patrz na tę pogodę, wszyscy to uwielbiamy. Jazda! To tylko mały dramat z deszczem - wyśpiewuje.
Whitney z Waszyngtonu również przywdziała koszulkę Francji, a pytana o powód, odpowiada: „je parle francais”.
Jak przyznała, choć początkowo sceptycznie była nastawiona do mundialu, atmosfera sportowej imprezy ją porwała.
- To jest niesamowite. Uwielbiam gościć tak wielu ludzi w USA. To niesamowite widzieć, jak ludzie z całego świata przybywają do Ameryki... Szkoci w Bostonie, Niemcy w Nowym Orleanie, Francuzi w Filadelfii. Na początku byłam sceptyczna co do bycia gospodarzem mistrzostw, ale jestem bardzo szczęśliwa z reakcji ludzi, którzy odwiedzają Amerykę po raz pierwszy - zaznaczyła.
Kibice Iraku, choć w mniejszości, często zagłuszali sympatyków ekipy Didiera Deschampsa zorganizowanym dopingiem. Wśród nich był Ali, Irakijczyk mieszkający w Chicago.
- Jesteś z Polski? Lewandowski! - wykrzykuje. - Jestem kibicem Barcelony, więc mam nadzieję, że przyjedzie teraz do nas - dodaje.
Dużo mniej entuzjazmu miał dla irackiej kadry, która jego zdaniem grała zbyt bojaźliwie.
Na trybunach spotykamy też inną fankę Lewandowskiego, Malwinę, która przyjechała na mecz z Waszyngtonu, wraz z synem - oboje w koszulkach reprezentacji Polski.
- Szkoda, że Lewandowski tutaj nie gra, ale... Go France! - powiedziała. Jak wyjaśniła, była za Francją, bo jej syn jest fanem Mbappe. - Bardzo fajna atmosfera... mimo deszczu - przyznała.
Z Filadelfii Oskar Górzyński (PAP)

