Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 25 czerwca 2026 18:52
Reklama KD Market

Dreamersi sparaliżowani biurokracją i groźbą deportacji

Program DACA właśnie skończył czternaście lat, lecz jego uczestnicy nie mają wielu powodów do świętowania. Stworzony 15 czerwca 2012 roku przez administrację Baracka Obamy mechanizm miał chronić przed deportacją część osób przywiezionych do Stanów Zjednoczonych jako dzieci, tzw. Dreamersów.
Dreamersi sparaliżowani biurokracją i groźbą deportacji

Autor: Pax Ahimsa Gethen/Wikipedia

Program Deferred Action on Childhood Arrivals pozwalał legalnie pracować, studiować, zakładać firmy i budować życie w kraju, który dla większości Dreamersów (od DREAM ACT – Development, Relief, and Education for Alien Minors Act)  jest jedyną znaną ojczyzną. Program DACA nie zapewniał jednak zielonej karty ani drogi do obywatelstwa, jak proponował DREAM Act. DACA był jedynie odnawianą co dwa lata obietnicą, że państwo chwilowo nie podejmie działań deportacyjnych. Dziś nawet ta ograniczona obietnica nie jest dotrzymywana.

W urzędniczej kolejce

Najbardziej palącym problemem są gwałtownie wydłużające się procedury odnawiania DACA i pozwoleń na pracę. Jeszcze niedawno wiele wniosków rozpatrywano w ciągu kilku tygodni. W roku fiskalnym 2025 mediana oczekiwania wynosiła około 15 dni. Od października 2025 do końca lutego 2026 roku wzrosła do około 70 dni, a niektórzy uczestnicy programu czekają pięć, sześć, a nawet więcej miesięcy.

To nie jest zwykła niedogodność administracyjna. Gdy ważność DACA i dokumentu uprawniającego do pracy wygasa przed rozpatrzeniem wniosku, człowiek z dnia na dzień traci możliwość legalnego zatrudnienia. Pracodawca musi go zawiesić albo zwolnić, choć często jest to wieloletni, ceniony pracownik. W niektórych stanach pojawiają się również trudności z odnowieniem prawa jazdy. Nad wszystkim unosi się groźba zatrzymania i deportacji.

Jedna z uczestniczek programu, która przyjechała do USA jako czterolatka, złożyła dokumenty w grudniu 2025 roku. Po sześciu miesiącach nadal czekała na decyzję, mimo że dopełniła wszystkich formalności. Inny Dreamer, po utracie pracy w dziale zasobów ludzkich, zaczął sprzedawać burrito na ulicy. Nie dlatego, że utracił kwalifikacje albo dopuścił się przestępstwa. Jego karierę przerwała nierozpatrzona na czas teczka.

Obstrukcja czy przeciążenie?

Administracja Donalda Trumpa tłumaczy, że wydłużenie procedur wynika z dokładniejszej kontroli bezpieczeństwa i weryfikacji cudzoziemców. USCIS przypomina jednocześnie, że DACA nie nadaje formalnego statusu imigracyjnego i nie zapewnia bezwarunkowej ochrony przed deportacją.

Przedstawiciele organizacji imigracyjnych i część polityków podejrzewają jednak, że biurokratyczne spowolnienie może być metodą osłabiania programu bez jego oficjalnej likwidacji. Senator Alex Padilla z Kalifornii twierdzi, że wcześniej do jego biura trafiało najwyżej kilkanaście przypadków nadmiernie przedłużających się postępowań. Teraz są ich setki. Były doradca USCIS Doug Rand ujął podejrzenie jeszcze dosadniej: skoro sądy utrudniają likwidację programu, można po prostu przestać sprawnie wykonywać związaną z nim pracę.

Nie ma publicznie przedstawionego dowodu, że wszystkie opóźnienia są celowe. USCIS rzeczywiście wolniej rozpatruje również inne kategorie spraw imigracyjnych. Skala zatoru, brak przejrzystych wyjaśnień i polityczny kontekst sprawiają jednak, że podejrzenia nie są bezpodstawne. Od jesieni 2025 roku liczba oczekujących wniosków gwałtownie wzrosła, podczas gdy liczba zatwierdzanych odnowień zaczęła spadać.

Pękający fundament prawny

Drugim źródłem niepewności są sądy. Donald Trump próbował zakończyć DACA już podczas swojej pierwszej kadencji. W 2020 roku Sąd Najwyższy zablokował tę decyzję, uznając sposób likwidacji programu za arbitralny i niezgodny z wymaganymi procedurami. Orzeczenie nie przesądziło jednak definitywnie, że sam program jest legalny.

17 stycznia 2025 roku federalny Sąd Apelacyjny Piątego Okręgu podtrzymał stanowisko, że regulacja ustanawiająca DACA jest sprzeczna z prawem. Jednocześnie ograniczył praktyczne konsekwencje przyszłych zmian przede wszystkim do Teksasu, ponieważ tylko ten stan wykazał w procesie dostateczną szkodę. W efekcie obecni uczestnicy programu nadal mogą składać wnioski o odnowienie, ale USCIS nie rozpatruje nowych, po raz pierwszy składanych wniosków.

Powstał więc paradoks: młodzi ludzie, którzy spełniają pierwotne kryteria DACA, ale nie zdążyli wejść do programu przed sądową blokadą, pozostają poza nim. Tymczasem grupa obecnych beneficjentów stopniowo się kurczy. DACA, zamiast być trwałym rozwiązaniem, przypomina zamknięty klub, którego członkowie co dwa lata muszą prosić o przedłużenie ważności biletu.

DACA przestaje zatrzymywać deportację

Kolejny cios przyszedł ze strony Rady Apelacyjnej ds. Imigracji (Board of Immigration Appeals, BIA) — najwyższego organu administracyjnego rozpatrującego odwołania od decyzji amerykańskich sędziów imigracyjnych. Rada działa w strukturze Departamentu Sprawiedliwości, a jej rozstrzygnięcia mogą być następnie zaskarżane do federalnych sądów apelacyjnych. W czerwcu 2026 roku BIA uznała, że samo posiadanie DACA nie stanowi wystarczającej podstawy do zakończenia postępowania deportacyjnego. Decyzja ta potwierdza, że deferred action nie jest statusem prawnym i nie może być utożsamiana z trwałą zgodą na pobyt.

Doniesienia o zatrzymaniach potęgują strach. Według danych ujawnionych przez kongresmena Joaquína Castro z Teksasu od stycznia 2025 do maja 2026 roku ICE zatrzymało 658 odbiorców DACA lub osób ubiegających się o tę ochronę. Wśród deportowanych mieli znaleźć się także ludzie bez wyroków karnych. Administracja podkreśla, że uczestnictwo w programie nigdy nie chroniło osób popełniających przestępstwa. Organizacje imigracyjne odpowiadają jednak, że granica między ściganiem sprawców a podważaniem całej ochrony staje się coraz mniej czytelna.

Chicago broni swoich Dreamersów

Problemy programu szczególnie wyraźnie widać w Chicago. To właśnie tam w 2012 roku ponad 10 tys. młodych ludzi ustawiło się w Navy Pier, szukając pomocy przy wypełnianiu pierwszych wniosków. Czternaście lat później miejska Komisja ds. Praw Imigrantów i Uchodźców przyjęła rezolucję potwierdzającą wsparcie dla DACA.

National Immigrant Justice Center informuje jednak, że część jego klientów czeka obecnie na decyzje pięć lub sześć miesięcy. W tym czasie tracą oni pracę i ubezpieczenie zdrowotne zapewniane przez pracodawcę. Organizacja radzi składać wnioski nawet sześć–osiem miesięcy przed wygaśnięciem ochrony, choć USCIS formalnie zaleca zwykle okno 120–150 dni. Wczesne złożenie dokumentów nie gwarantuje zresztą szybkiej decyzji.

Chicago przeznacza 3 mln dolarów na Legal Protection Fund, finansujący bezpłatną pomoc prawną dla mieszkańców o niskich dochodach. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ podczas profesjonalnej analizy okazuje się czasem, że uczestnik DACA kwalifikuje się do trwalszej formy ochrony: wizy U, azylu, procedury rodzinnej, ochrony dla ofiar przemocy albo specjalnego statusu dla nieletnich.

Amerykanie popierają rozwiązanie, Kongres nadal czeka

Największym paradoksem jest brak politycznego rozwiązania mimo wysokiego społecznego poparcia. Według sondażu Gallupa z 2025 roku 85 proc. Amerykanów opowiadało się za stworzeniem Dreamersom drogi do obywatelstwa. Poparcie dla legislacyjnego kompromisu istnieje także wśród części Republikanów i przedstawicieli biznesu.

Pracodawcy ostrzegają, że opóźnienia zmuszają ich do zwalniania sprawdzonych pracowników, którzy mieszkają w USA przeciętnie od ponad dwóch dekad. Republikańska kongresmenka Maria Elvira Salazar z Florydy wyraziła „poważne obawy” związane ze spowolnieniem procedur i promuje ponadpartyjny projekt legislacyjny Dignity Act. Inni ustawodawcy proponują kolejne wersje DREAM Act lub American Dream and Promise Act.

Problem polega na tym, że choć DACA ma wielu sympatyków, to wciąż zbyt mało polityków jest gotowych uczynić z niego legislacyjny priorytet. Kongres od 2001 roku wielokrotnie wracał do DREAM Act i ani razu nie doprowadził sprawy do końca.

Amerykański sen na terminowym pozwoleniu

Dreamersi nie są już dziećmi z politycznych plakatów. Wielu ma dziś po trzydzieści lub czterdzieści lat, amerykańskich małżonków i dzieci, kredyty hipoteczne, dyplomy oraz kilkunastoletni staż pracy. Płacą podatki, prowadzą przedsiębiorstwa, uczą w szkołach, leczą pacjentów i utrzymują rodziny. Państwo nadal traktuje ich jednak tak, jakby ich obecność mogła zostać wymazana jednym opóźnionym dokumentem.

DACA okazało się wystarczająco trwałe, aby całe pokolenie zbudowało na nim życie, ale zbyt kruche, by zapewnić temu pokoleniu bezpieczeństwo. Obecny kryzys pokazuje, że program można osłabić nie tylko ustawą lub dekretem. Wystarczą przewlekłe procedury, bardziej agresywne egzekwowanie prawa oraz sądowe decyzje stopniowo odbierające ochronie praktyczne znaczenie.

Po czternastu latach Dreamersi nadal nie proszą o przywilej. Domagają się jedynie, by państwo przestało wystawiać na próbę życie ludzi, których samo zachęciło do wyjścia z cienia, podjęcia pracy, studiów i odpowiedzialności za własną przyszłość. Bez decyzji Kongresu ich amerykański sen pozostanie jednak zapisany nie w prawie, lecz na dokumencie z datą ważności — zależnym od politycznego klimatu, sądowego wyroku i tego, czy urzędnik rozpatrzyć kolejne przedłużenie.

Jolanta Telega
[email protected]

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama