Do incydentu doszło we wtorek; samolot został przekierowany do Bułgarii.
- Każdy samolot jest wyposażony w transponder (urządzenie automatycznie przekazujące kontroli lotów informacje o maszynie-PAP). Przez pomyłkę został ustawiony kod transpondera, który oznacza zagrożenie. (...) Wieża kontroli lotów zapytała, czy pilot podtrzymuje deklarację o zagrożeniu. Pilot odpowiedział, że nie, bo zostało ono zadeklarowane przez pomyłkę - powiedział Moczulski.
Przyznał, że „był to raczej błąd ludzki, ale będzie to sprawdzane”. Dodał, że taki incydent jest „absolutnie wyjątkowym zdarzeniem”, które praktycznie się nie zdarza.
Izraelski portal Ynet poinformował wcześniej, że według doniesień pilot wcisnął przycisk informujący władze o porwaniu, gdy samolot znajdował się w przestrzeni powietrznej Turcji. Po zgłoszeniu izraelskie lotnictwo poderwało dwa myśliwce. Wojsko podało później, że „incydent został zakończony”.
- To, że zostały poderwane myśliwce izraelskie, nie oznacza, że one doleciały do tego samolotu - zaznaczył rzecznik PLL LOT.
Maszyna zawróciła w okolicach Cypru i wylądowała w bułgarskim Burgas, lotnisku bazowym linii lotniczych Electra Airways, które wykonywały połączenie. - Była to pomyłka, samolot wylądował, nikomu nic się nie stało - dodał Moczulski.
Rzecznik LOT-u przekazał, że zdarzenie zostanie zaraportowane zgodnie z obowiązującymi procedurami odpowiednim władzom.
Wysocy rangą urzędnicy zajmujący się lotnictwem uznają incydent za bardzo nietypowy i niebezpieczny; w sprawie zostanie wszczęte natychmiastowe śledztwo - informował izraelski portal Ynet. (PAP)

