Kazimierz Burzyński 87 lat temu się urodził się w Poznaniu, gdzie dorastał, żył i gdzie dopełnił się Jego ziemski czas. To tam, w krawieckiej pracowni ojca, w której miał już dość fastrygowania marynarek i spodni, za sprawą wujaszka Tadeusza – który sportretował chyba wszystkich członków i namalował wyjątkowy obraz ukazujący Matkę Boską z Górki Duchownej, wyjątkowy również dlatego, że namalował go akwarelą – otworzyło się Kazimierza serce i chęć do malowania.
Tę pasję rozwijał w Liceum Plastycznym i ugruntował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. W Grodzie Przemysława powstawały prace malarskie i rzeźbiarskie, które mieli okazję podziwiać studenci Akademii Rolniczej i bywalcy Filharmonii Poznańskiej, a także wierni kościoła na Starym Żegrzu, gdzie powstało wiele dekoracji. Współpraca z Towarzystwem Muzycznym im. Henryka Wieniawskiego zaowocowała kolekcjami portretów uczestników konkursów skrzypcowych w tym mieście. Wreszcie jako jedyny akredytowany rysownik przy Episkopacie Polski miał okazję rysować Ojca Świętego Jana Pawła II podczas pielgrzymek Jego Świątobliwości do Polski.
Te szkice i rysunki malowane „na żywo” podczas pielgrzymek papieża Polaka do ojczyzny oglądano w różnych częściach świata. Ostatnio, dwa lata temu na wystawie „Wspomnienia Pontyfikatu” w krakowskim Muzeum Archidiecezjalnym. Kolekcja ukazująca Ojca Świętego w różnych sytuacjach na pielgrzymkowych trasach stanowi swoistą reporterską relację z przebiegu wizyt. Umiejętność uchwycenia nie tylko zewnętrznej sylwetki Ojca Świętego, ale również dynamiki i ekspresji Jego twarzy stanowi niewątpliwy osobisty wkład artysty w upamiętnienie pontyfikatu największego z synów narodu polskiego. Marzył o wydaniu albumu z tymi rysunkami. Tak się stało przed rokiem, gdy po wielu staraniach światło dzienne ujrzał album „W 20. rocznicę śmierci Świętego Jana Pawła II – Rysunki i szkice z Pielgrzymek papieskich i Rzymu”. W zrealizowaniu tego marzenia swoją skromną cząsteczkę ma kilkuosobowe grono naszych rodaków z Chicago, którzy wsparli projekt finansowo.
Trudno nie wspomnieć o płaskorzeźbie w gipsie przedstawiającej historię rycerstwa polskiego. Ta monumentalna wręcz praca o wymiarach metr pięćdziesiąt na 8 metrów, przez kilkanaście lat zdobiła salę bankietową jednego z poznańskich hoteli.
Zabawnym, ale godnym odnotowania w bogatej biografii artystycznej wydarzeniem była pielgrzymka rowerowa do Rzymu zakończona papieską audiencją i przekazaniem Jego Świątobliwości obrazu, o wymiarach blisko 3 metry na półtora metra, przedstawiającego Plac Świętego Piotra, nad którym góruje cień Matki Boskiej Częstochowskiej.
Ta zażyłość z Watykanem, częste wizyty nad Tybrem, również wśród gwardzistów papieża, których malował, zaowocowała szczególną relacją. Kardynał Dziwisz na cztery miesiące przed odejściem następcy św. Piotra do Domu Ojca zaprosił artystę na prywatną audiencję, a Jego Świątobliwość przy powitaniu wypowiedział tak ważne dla Niego słowa: „Pamiętam Cię.
To wydarzenie często pojawiało się w naszych rozmowach toczonych już tutaj, na amerykańskiej ziemi, na którą zawitał ponad 20 lat temu. Szczególnie wiele okazji miałem ku temu w 2010 roku, kiedy przez pół roku dane mi było gościć Go pod moim dachem, chociaż naszą znajomość zawarliśmy już 3 lata wcześniej, gdy szukając zajęcia, aby zapracować na zakup roweru, komunijnego prezentu dla ukochanej wnuczki Wiktorynki, postanowił mi pomóc w malowaniu domu. Pod moją nieobecność jeden z pokoi wymalował na pomarańczowo, ściany i sufit też.
To w Chicago, dzięki wsparciu ówczesnego właściciela Jolly Inn Stanisława Chwały powstał obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który trafił do polonijnych parafii. Po kilku latach został wyciągnięty z archiwum jednej z nich i cztery lata temu trafił do Polski. W tym roku miał ponownie trafić do Ameryki, do parafii na Florydzie, ale odejście autora chyba pokrzyżuje te plany, tak jak i sam kolejny przylot do Stanów stał się nieaktualny.
Kazik, Kazimierz Burzyński, miłośnik nie tylko sztalugi i pędzla, ale i kolarstwa, zawsze żartował, że gdyby nie pasja malarska, to mógł zostać kolarskim mistrzem świata, bo trenował i przyjaźnił się z Zenonem Czechowskim i Ryszardem Szurkowskim. Nigdy nie zapomnę naszej rozmowy z 2010 roku, kiedy zwierzył się, że zamierza rysować, aby kupić sobie rower znanej włoskiej marki. Znalazł taki model. Kosztował 1100 dolarów. Starałem odwieść go od tej decyzji, ale bezskutecznie. Za tydzień z uśmiechem pokazał mi swój nabytek. Gdy zapytałem jak to możliwe w amerykańskim sklepie, bez pieniędzy, odpowiedział: nie wiesz, co to jest kupno na krechę? Są jeszcze dobrzy ludzie na świecie. Na pieniądze poczekają, aż zarobię, a ja mam czym jeździć. Okazało się, że właścicielami sklepu byli Włosi. Jak wszedł na watykańskie tematy, to nie mieli problemu, żeby wydać rower i przyjmować płatność w ratach.
O „Kaziku” można mówić wiele. Zawsze ekspresyjny, ekstrawagancko ubrany. Wielka mucha i marynarka z licznymi znaczkami i naszywkami, plecak, aktówka z papierami do rysowania, długie siwe włosy były Jego znakiem rozpoznawczym. Liczył na pomoc dla artysty, ale zawsze starał się zrewanżować, czego doświadczyła niejednokrotnie właścicielka chicagowskiej galerii Wanda Morgan-Wąsikowska, która wielokrotnie oprawiała jego prace. Gdy kiedyś zapytałem „Kazika”, czy nie szkoda mu pieniędzy na takie profesjonalne oprawy, odpowiedział: bejmy są w kiejdach lub ich nie ma, a obraz musi mieć profesjonalną oprawę (pieniądze w kieszeniach są lub ich nie ma).
W jego domu i pracowni wszędzie królowały obrazy, rysunki, rowery pamiątki i najróżniejsze bibeloty. Gdy spotkaliśmy się w roku ubiegłym zasugerowałem Kazikowi dyskretnie, że musi coś z tym zrobić i uporządkować. Uśmiechnął się tylko i wskazując palcem na poślubioną trzy miesiące wcześniej Magdalenę stwierdził, że nie ma strachu, Ona mi pomoże. Nie doczekali sierpniowej pierwszej rocznicy małżeństwa. Najwyższy powołał nagle go do siebie. Może tam w niebiesiech namaluje swojemu ukochanemu Janowi Pawłowi II kolejny obraz.
„Kazik” należał do Towarzystwa Hipolita Cegielskiego. To z Jego inicjatywy kilkuosobowe grono naszych rodaków w Wietrznym Mieście stało się adresatami tych Medali im. Hipolita Cegielskiego nadawanych za pracę na rzecz Polski i Polonii. Bywał również w naszej redakcji.
2 lipca został pochowany został na zabytkowym cmentarzu przy ulicy Bluszczowej na Dębcu w Poznaniu. Niech aniołowie zawiodą Go do raju. Cześć Jego pamięci.
Wspomnienie i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP

