Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ

Druga śmierć

W państwie Stalina można było umrzeć dwa razy. Najpierw od kuli, a później z pamięci. Wystarczył skalpel, pędzel i kilka ruchów retuszera. Twarz znikała ze zdjęcia, nazwisko z gazet, życiorys z podręczników, a po człowieku pozostawała jedynie pusta plama, którą szybko wypełniała propaganda. Tak wyglądała jedna z najbardziej przerażających zbrodni stalinowskiego terroru. Zabijano nie tylko ludzi, ale również wszelkie dowody na to, że kiedykolwiek istnieli.
Druga śmierć
Mikołaj Jeżow, Stalin

Autor: Wikipedia

W kwietniu 1937 roku nad Kanałem Moskwa-Wołga do zdjęcia pozowali trzej mężczyźni – Józef Stalin, marszałek Kliment Woroszyłow i szef NKWD Nikołaj Jeżow. Uśmiechali się. Wszyscy znajdowali się u szczytu władzy. Trzy lata później fotografia przedstawiała już tylko dwóch z nich. Tam, gdzie wcześniej stał Jeżow, rozciągała się spokojna tafla wody. Człowiek, który wysłał na śmierć setki tysięcy ludzi, sam padł ofiarą stalinowskich czystek. Rozstrzelano go, a następnie wymazano z historii Związku Radzieckiego tak skutecznie, jakby nigdy się nie urodził.

 

Krwawy wykonawca

Nikołaj Jeżow urodził się 1 maja 1895 roku. Mierzył zaledwie 151 centymetrów wzrostu, dlatego później zyskał przydomek „Krwawy Karzeł”. Nie odnosił się on jednak wyłącznie do jego postury, lecz przede wszystkim do bezwzględności, z jaką wykonywał polecenia Stalina. Paradoksalnie właśnie to, że nie wywodził się z aparatu bezpieczeństwa, okazało się jego największym atutem. W 1936 roku Stalin mianował go szefem NKWD. Człowiek pozbawiony własnego zaplecza politycznego był całkowicie zależny od dyktatora i gotów wykonać każde jego polecenie. Zadanie było jedno – zniszczyć wszystkich uznanych za wrogów partii.

Lata 1936-1938 przeszły do historii jako Wielka Czystka. W tym czasie Jeżow organizował masowe aresztowania, tortury i egzekucje na skalę, jakiej Związek Radziecki wcześniej nie znał. Historycy szacują, że rozstrzelano wówczas około 750 tysięcy ludzi, a kolejne miliony trafiły do łagrów.

Jeżow nadzorował brutalne przesłuchania i procesy pokazowe. Torturował swojego poprzednika, Genricha Jagodę, którego wcześniej zastąpił na stanowisku szefa NKWD. Kazał nawet posypać zasłony w jego gabinecie rtęcią, aby sfabrykować dowody rzekomego planu otrucia Stalina i samego Jeżowa. Kierował również śledztwami przeciwko dawnym przywódcom bolszewickim – Kamieniewowi, Zinowjewowi czy marszałkowi Michaiłowi Tuchaczewskiemu. Zeznania wymuszano torturami, a wyroki były przesądzone jeszcze przed rozpoczęciem procesów.

W państwie terroru nawet najwierniejszy wykonawca rozkazów nie mógł jednak czuć się bezpieczny. Gdy Stalin uznał, że fala represji spełniła swoje zadanie, przyszła kolej na człowieka, który przez dwa lata był jej głównym organizatorem.

 

Kat ofiarą

W 1938 roku pozycja Jeżowa zaczęła gwałtownie słabnąć. Dodatkowe podejrzenia wzbudziła ucieczka do Japonii Genricha Łuszkowa, szefa NKWD na Dalekim Wschodzie, którego Jeżow wcześniej chronił.

6 kwietnia 1938 roku mianowano go Ludowym Komisarzem Transportu Wodnego. Oficjalnie był to awans, w rzeczywistości jednak początek odsuwania od władzy. Kilka miesięcy później jego zastępcą w NKWD został Ławrientij Beria. Jeżow doskonale rozumiał znaczenie tej decyzji. Sam wielokrotnie stosował podobny schemat wobec innych: najpierw pojawiał się zastępca, później następowała utrata stanowiska, a na końcu aresztowanie.

Świadomość nieuchronnego końca doprowadziła go do załamania. Zaczął nadużywać alkoholu, popadł w rozpacz i z przerażeniem obserwował, jak machina terroru obraca się przeciwko niemu.

Aresztowano go 10 kwietnia 1939 roku. Podczas brutalnych przesłuchań przyznał się do bezpodstawnych aresztowań, szpiegostwa na rzecz Polski i Niemiec, terroryzmu oraz przygotowywania zamachu na Stalina. Były to dokładnie tego samego rodzaju wymuszone zeznania, jakie przez lata wydobywano z jego własnych ofiar. 4 lutego 1940 roku Jeżow został rozstrzelany.

 

Wymazani

Egzekucja nie zakończyła jednak jego historii. Państwowi retuszerzy otrzymali nowe polecenie – usunąć Jeżowa z oficjalnej pamięci. Słynne zdjęcie znad Kanału Moskwa-Wołga starannie przerobiono. W miejscu, gdzie wcześniej stał szef NKWD, pojawiła się woda, a retusz wykonano tak dokładnie, że przez lata większość odbiorców nie zauważała żadnej ingerencji.

Nie był to wyjątek. Z fotografii stopniowo znikali kolejni działacze, którzy popadali w niełaskę. Podobny los spotkał Lwa Trockiego, usuniętego z licznych zdjęć rewolucji 1917 roku i wojny domowej. Na jednej z najsłynniejszych fotografii stał tuż obok Lenina. W późniejszej wersji nie było po nim najmniejszego śladu.

Prekursorzy dzisiejszego Photoshopa posługiwali się nożyczkami, skalpelami, klejem, farbą i aerografem, ręcznie ingerując w negatywy oraz odbitki. Ich praca okazywała się zaskakująco skuteczna. Do tej makabrycznej gry wciągnięto również zwykłych obywateli. Rodziny aresztowanych, obawiając się represji, same wycinały twarze bliskich z rodzinnych albumów i niszczyły wszelkie ślady ich istnienia.

Wymazywanie ludzi objęło także historię. W wydanym w 1938 roku „Krótkim kursie historii WKP(b)”, przygotowanym pod nadzorem Stalina, Trocki, Zinowjew, Kamieniew i Bucharin zostali przedstawieni wyłącznie jako zdrajcy i szpiedzy. Ich wcześniejsze zasługi przestały istnieć.

Ta metoda nie umarła wraz ze Stalinem. W 2013 roku po egzekucji Jang Song Thaeka północnokoreańska propaganda usunęła go ze zdjęć, nagrań filmowych i oficjalnych archiwów. Cel pozostał identyczny – odebrać człowiekowi nie tylko życie, lecz także pamięć o jego istnieniu.

Dopiero po upadku Związku Radzieckiego historycy zaczęli odtwarzać prawdziwe losy ofiar stalinowskich czystek. Do obiegu wróciły oryginalne fotografie, a wraz z nimi ludzie, których próbowano skazać na drugą śmierć – śmierć w pamięci. Dużą rolę odegrała książka „The Commissar Vanishes”, wydana w 1997 roku przez brytyjskiego historyka Davida Kinga, dokumentująca setki przypadków fałszowania fotografii.

Paradoks tej historii pozostaje wyjątkowo gorzki. Nikołaj Jeżow był jednym z największych katów Wielkiej Czystki, a mimo to sam stał się ofiarą stworzonego przez siebie systemu. Trafił do bezimiennego grobu, zniknął ze zdjęć, gazet i podręczników. Miał zniknąć również z ludzkiej pamięci. Nie udało się. Można zamalować twarz, wyciąć nazwisko i przepisać historię, ale zawsze pozostanie jakiś negatyw, jakaś fotografia albo ktoś, kto pamiętał.

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama