W czwartek o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16; o godz. 3.46 obiekt zanikł; prawdopodobne miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia - informowało nad ranem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
W związku z tym zdarzeniem premier Donald Tusk, wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i szef MSWiA Marcin Kierwiński udali się do Lublina, gdzie przed południem odbyło się posiedzenie zespołu koordynacyjnego w tej sprawie. Szef rządu przekazał wówczas, że wszystko wskazuje na to, że polską przestrzeń powietrzną naruszył rosyjski pocisk Ch-101. Podkreślił też, że wojsko było gotowe do zestrzelenia pocisku, gdyby kontynuował on lot. Po spotkaniu zespołu z udziałem przedstawicieli służb, premier, szef MON oraz szef MSWiA udali się na miejsce upadku obiektu, który podczas zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę naruszył polską przestrzeń powietrzną.
Na konferencji prasowej na miejscu zdarzenia szef rządu podkreślił, że informację o incydencie otrzymał natychmiast po tym, kiedy poderwały się polskie myśliwce, od szefa MON, który powiadomił o tym również prezydenta Karola Nawrockiego. Zapewnił, że pozostaje w tej sprawie w kontakcie z prezydentem.
Premier zapowiedział, że szczegółowo badane będą „wszystkie elementy tego, co się zdarzyło ze strony rosyjskiej i ukraińskiej”, a także „wszystkie elementy reakcji państwa tak, żeby każdego tygodnia, każdego miesiąca nasze reakcje były doskonalsze”. - Ta wojna jest pełna niespodzianek i musimy się bardzo szybko uczyć nowych sytuacji i ewentualnie nowych zagrożeń. Na razie z meldunków, szczególnie wojskowych, wynika, że wszystko zadziałało tak jak powinno - powiedział premier.
Tusk zaznaczył też, że jest w kontakcie z większością przywódców europejskich. Z kolei Amerykanie – jak zaznaczył - wyrazili zainteresowanie uczestnictwem w postępowaniu wyjaśniającym.
Również Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że Stany Zjednoczone są zainteresowane zbadaniem i wyjaśnieniem sprawy. Podkreślił, że strona polska liczy na wszystkich swoich sojuszników. - NATO musi pokazać swoją siłę, swoją odporność i swoją jedność - mówił.
Tusk poinformował, że pomoc w dochodzeniu zaproponowała również strona ukraińska. Podkreślił, że odebrał wyrazy solidarności oraz deklaracje pełnego wsparcia i pomocy od premierów i prezydentów z UE i nie tylko. – Nie będziemy na pewno sami z tym problemem – podkreślił.
- My nie rozstrzygamy tego ostatecznie, ale według ocen ekspertów, wojskowych, zdecydowana większość śladów, w tym odnalezione elementy, wskazują na rosyjską rakietę Ch-101 - powtórzył premier. Zaznaczył, że pochodzenie rakiety musi być do końca wyjaśnione, bo „politycznie ma to bardzo duże znaczenie”. Zauważył, że spekulacje, czy pocisk był rosyjski, czy ukraiński zawsze będą się pojawiały, także wskutek dezinformacji.
Premier powiedział też, że „nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska”. Tusk mówił o dwóch obiektach, które miały naruszyć polską przestrzeń powietrzną. Jak mówił, drugi był „krótkim sygnałem”, z którym „nie było związanych żadnych konsekwencji”. Kosiniak-Kamysz doprecyzował, że przestrzeń powietrzną naruszył tylko jeden obiekt, a w przypadku drugiego - „było blisko”, ale drugi obiekt zawrócił przed granicą.
Tusk zapowiedział, że po tym zdarzeniu, razem z Kosiniakiem-Kamyszem, rozważać będzie jak najszybszą pomoc dla Ukrainy. Jak mówił, jeśli będzie taka potrzeba, pomoc ta dotyczyć będzie również systemów przeciwrakietowych Patriot.
Dodał, że po jego środowej rozmowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim „sprawa jest dość ewidentna: najbliższe 100 dni może rozstrzygnąć o tej wojnie i to jest 50/50”.
Podkreślił, że to już „nie są pozory akcji”. Jak dodał, na końcu „liczy się to, co się stało, a nie, co się mogło stać”. - Nie ma takiego nieba, ani w Stanach, ani w Izraelu, ani w Ukrainie, ani Rosji, które jest w stu procentach bezpieczne - zauważył szef rządu.
Szef rządu zapytany został m.in. o to, skąd wiadomo było, że obiekt spadnie w terenie niezabudowanym, skoro wcześniej miał on zniknąć z wojskowych radarów. Jak mówił Tusk, z relacji dowódcy operacyjnego wynika, że polski myśliwiec odzyskał kontakt, czyli pełną wiedzę, gdzie jest rakieta, tuż przed jej upadkiem. - Więc gdyby leciała dalej, gdyby stwarzała większe zagrożenie, zostałaby zestrzelona, ale okazało się, że nie ma takiej potrzeby – zapewnił Tusk.
Tuska zapytano też o to, dlaczego do mieszkańców nie wysłano komunikatu RCB; dopytywano go też, czy „ma znaki zapytania i wątpliwości”, czy wszystko zadziałało jak trzeba zarówno pod względem militarnym, jak i systemu ostrzegania ludności.
Premier wyraził zadowolenie z jednolitej relacją wszystkich służb wojskowych, wywiadowczych, Straży Pożarnej, Policji, Żandarmerii Wojskowej. Podkreślił, że był „zbudowany nie tylko tym, że świetnie współdziałają”, ale też tym, że nie ma tutaj przestrzeni do różnych interpretacji i spekulacji. (PAP)

