
fot. Branford Marsalis Parker/Just Marsalis Production Inc.
Alicja Otap: Dlaczego zdecydowała się pani kandydować do Chicagowskiej Rady Edukacji?
Margie Luczak: W styczniu przeszłam na emeryturę po 27 latach pracy w Departamencie Policji Chicagowskiej. Mój mąż, Brian Krass i nasz radny Anthony Napolitano (41 okręg – red.) uznali, że byłabym dobrą kandydatką do Rady Edukacji. Pracowałam w różnych częściach Chicago i widziałam, co dzieje się w szkołach w całym mieście. Jestem osobą konserwatywną, a nie progresywną. Uważam, że potrafiłabym uczciwie podejmować decyzje dotyczące finansowania szkół i skutecznie reprezentować naszą społeczność.
Czego chciałaby Pani dokonać w Chicagowskiej Radzie Edukacji?
– Na pewno nie głosowałabym za kolejnymi podwyżkami podatków, tak jak zrobił to mój główny rywal w 1 okręgu, Ed Bannon. On został mianowany przy wsparciu Chicago Teachers Union (CTU) i burmistrza Brandona Johnsona. Jestem przekonana, że wielu rodziców zgadza się z tym, że potrzebujemy większej przejrzystości w szkolnictwie i zwykłego zdrowego rozsądku. Chciałabym reprezentować naszą społeczność, być rzeczniczką dzieci, rodziców i właścicieli domów. Nie mam dzieci, ale płacę podatki. A płacimy ich naprawdę dużo.
Jakie, Pani zdaniem, są największe problemy chicagowskiego szkolnictwa?
– Jeśli spojrzymy na nasze rachunki za podatek od nieruchomości, ogromna część pieniędzy jest przeznaczona na szkoły. Gdzie trafiają te pieniądze? Obecna rada działa bez wystarczającej przejrzystości. Chciałabym przywrócić transparentność i pokazać mieszkańcom, na co naprawdę wydawane są te środki.
Nie chcę nowych podatków na finansowanie szkół. Już teraz jesteśmy bardzo wysoko opodatkowani. Moim zdaniem, pieniądze z podatków są wykorzystywane na prowadzenie działalności politycznej przez CTU. Z rozmów z doświadczonymi nauczycielami dowiedziałam się, że nauczyciele z długim stażem płacą wyższe składki związkowe. Mam wrażenie, że CTU próbuje stopniowo pozbywać się najbardziej doświadczonych nauczycieli, którzy często mają bardziej konserwatywne poglądy i chcą po prostu uczyć matematyki czy czytania, a nie prowadzić działalność polityczną. To naprawdę niepokojące.
Rozmawiałam też z rodzicami przedszkolaka, którzy byli oburzeni, ponieważ – jak twierdzą – bez ich wiedzy i zgody dziecko uczono w szkole islamskiej modlitwy. Matka była zszokowana. Zwykle rodzice wiedzą, w jakim programie są ich dzieci.
Dziś wydaje się ogromne pieniądze na klasy dla osób uczących się angielskiego jako drugiego języka i podobne programy. Kiedy ja przyjechałam z Polski, poszłam do przedszkola i nie było żadnych specjalnych klas dla dzieci niemówiących po angielsku. Siedziałam z innymi dziećmi i uczyłam się języka. Dzieci są jak gąbki – bardzo szybko przyswajają język.
Jakie jest Pani stanowisko w sprawie szkół czarterowych i szkół selektywnego naboru?
– Jestem za. Rodzice powinni mieć wybór, gdzie chcą posłać swoje dzieci. Dzieci powinny móc chodzić do szkoły, którą wybiorą dla nich rodzice. Jeżeli to szkoła czarterowa, powinny mieć taką możliwość. Obecnie jest to bardzo trudne.

fot. Branford Marsalis Parker/Just Marsalis Production Inc.
Proszę opowiedzieć o swoich polskich korzeniach.
– Urodziłam się w Łodzi. Do Stanów Zjednoczonych przyjechałam w 1973 roku, kiedy miałam pięć lat. Dwa lata później otrzymałam amerykańskie obywatelstwo. Pamiętam, jak poszłam z mamą na uroczystość naturalizacji. Wciąż mam dokumenty z tamtego czasu. Pamiętam, że podniosłam rękę i recytowałam Pledge of Allegiance. Bardzo dobrze to pamiętam.
Dorastałam na południu Chicago. Najpierw chodziłam do katolickiej szkoły St. Joseph. Później przeprowadziliśmy się z dzielnicy Back of the Yards do Marquette Park i tam uczęszczałam do szkoły St. Adrian. Ukończyłam Marie Curie Skłodowska High School. Nie byłam pewna, czym chcę się zajmować, więc studiowałam ogólne przedmioty w Richard J. Daley College. Następnie rozpoczęłam program z psychologii na Uniwersytecie Loyola. Niestety nie udało mi się skończyć studiów z powodów finansowych. Znalazłam pracę w sprzedaży.
Jak trafiła Pani do chicagowskiej policji?
– Wielu rodziców moich znajomych było policjantami. Bardzo podobała mi się ta praca. Nie chciałam spędzać całych dni za biurkiem. W 1999 roku przystąpiłam do egzaminu do chicagowskiej policji i zostałam przyjęta do akademii policyjnej. Rozpoczęłam pracę w 18. Dystrykcie. Później zapragnęłam pracować bardziej w lokalnej społeczności, dlatego przeniosłam się do Jefferson Park, gdzie mogłam wykorzystywać znajomość języka polskiego. Pracowałam tam przez około 12 lat. Tutaj, na ulicach tej dzielnicy, mogłam pomagać Polakom i praktykować mój język polski. Później pracowałam w wydziale narkotykowym, w jednostce Vice w Homan Square, a na końcu zajmowałam się licencjami w działalności gospodarczej. Zamykaliśmy lokale stwarzające zagrożenie dla bezpieczeństwa, w których dochodziło do strzelanin czy aktów przemocy.
Dlaczego jest Pani dobrą kandydatką do Chicagowskiej Rady Edukacji?
– Jako policjantka pomogłam wielu osobom z naszej społeczności. Poznałam mnóstwo ludzi. Widziałam rzeczy, których większość ludzi nigdy nie doświadcza. Zawsze starałam się być sprawiedliwa. Po latach służby na rzecz naszej społeczności jako policjantka chciałabym teraz służyć jej w inny sposób, jako członkini Rady Edukacji Chicago.
Udało się Pani już zdobyć poparcie kilku chicagowskich radnych.
– Tak, popierają mnie radni z północno-zachodnich rejonów Chicago: Anthony Napolitano (41 okręg), Nicholas Sposato (38 okręg) i Jim Gardiner (45 okręg). Mam również poparcie Illinois Network of Charter Schools (INCS).
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.
Rozmawiała: Alicja Otap
Opracowanie rozmowy: Joanna Marszałek
Zdjęcia: Branford Marsalis Parker/Just Marsalis Production Inc.

