Do 40. minuty kibice mogli się czuć rozczarowani widowiskiem. W końcu stanęły przeciwko sobie dwie eksportowe polskie drużyny, grające ofensywny futbol. Poza tym pojedynki Lecha z Jagiellonią na Bułgarskiej były często bardzo atrakcyjne dla publiczności. 2:2, 5:0 i 3:3 – to wyniki z trzech ostatnich sezonów.
Drużyna gości skutecznie wyłączyła z gry ofensywnych liderów „Kolejorza” – Luisa Palmę, Pablo Rodrigueza, Patrika Walemarka oraz Allahyara Sayyadmanesha, który zagrał na pozycji wysuniętego napastnika. Lechici byli bezbarwni w ataku, ich akcje kończyły się często ponad 30 metrów od bramki Sławomira Abramowicza, który przez długie minuty był bezrobotny.
Goście wykreowali więcej okazji, ale też nie były to sytuacje, po których poznańscy kibice musieli odetchnąć z ulgą. Z dystansu groźnie uderzył Sergio Lozano, ale piłka minimalnie minęła słupek. Chwilę później ten sam zawodnik został trafiony przy wybijaniu piłki przez obrońcę Lecha, ale futbolówka nie sprawiła psikusa Mateuszowi Lisowi. Z kolei strzał Ousamane Sowa w środek bramki nie zaskoczył golkipera gospodarzy.
W 36. minucie Sayyadmanesh uwolnił się spod opieki obrońcy, ale z linii pola karnego uderzył obok słupka. Kilka minut później pierwsza groźniejsza akcja Poznaniaków zakończyła się golem. Joel Pereira idealnie dośrodkował na głowę Rodrigueza, który z bliska nie dał szans Abramowiczowi.
Lechici nie utrzymywali prowadzenia do przerwy. Sędzia przedłużył pierwszą połowę o siedem minut (krótko po rozpoczęciu spotkanie zostało przerwane z powodu odpalenia pirotechniki przez fanów „Kolejorza”) i to wystarczyło zespołowi z Podlasia, by doprowadzić do remisu. Yuki Kobayashi popisał się kapitalnym strzałem w samo okienko z ok. 25 m, ale też żaden z Poznaniaków nie próbował przeszkodzić Japończykowi.
Po zmianie stron gospodarze byli już bardziej zdeterminowani w ataku, szybciej operowali piłką i łatwiej dochodzili do sytuacji. Obrońcy Jagiellonii nie zawsze nadążali za rywalami i w 58. minucie w sobie tylko znany sposób Luis Palma nie trafił w światło bramki z ośmiu metrów.
Goście przetrwali napór rywala, trener Adrian Siemieniec dokonał też kilku korekt w ustawieniu, z kolei szkoleniowiec mistrza Polski Niels Frederiksen w ostatnim fragmencie spotkania postawił na dwóch nominalnych napastników – Yannicka Agnero i wracającego po kontuzji Mikaela Ishaka.
Mecz zrobił się bardziej otwarty niż to miało miejsce w pierwszej połowie, oba zespoły dążyły do zmiany wyniku, choć bliżej zdobycia drugiej bramki był Lech. Groźnie z dystansu strzelał Agnero, lecz minimalnie niecelnie.
W końcówce spotkania Poznaniacy wywalczyli rzut rożny. Do dośrodkowania Michała Gurgula najwyżej wyskoczył wprowadzony cztery minuty wcześniej Robert Gumny i głową pokonał Abramowicza. Arbiter dopatrzył się faulu, prawdopodobnie Wojciecha Mońki, który przyblokował interweniującego bramkarza. Po wideoanalizie zmienił decyzję i przyznał gola gospodarzom.
Piłkarze Jagiellonii tym razem nie zdążyli już odpowiedzieć. Lechici potrafili się długo utrzymywać przy piłce i pozwalali faulować się rywalowi.(PAP)
Marcin Pawlicki

