Stalowa belka, ważąca ponad 7 ton i mierząca 7 metrów długości, została sprowadzona do Waszyngtonu w ramach akcji fundacji Tunnel to Towers z okazji 25. rocznicy zamachów terrorystycznych z 2001 r. Wcześniej belka, wygrzebana z gruzów południowej wieży WTC, była prezentowana w 30 innych miastach; park Ellipse przed Białym Domem to ostatni przystanek na tej trasie. Akcja ma upamiętniać poległych podczas akcji ratunkowej 60 nowojorskich policjantów i 343 strażaków.
- Ta (...) belka z wieży południowej na zawsze będzie świadectwem odwagi, odporności oraz ducha miasta i narodu, który widział, jak nasza ojczyzna została zaatakowana i nasze wieże zostały zburzone, a potem podniósł się - silniejszy, bardziej zdeterminowany i bardziej zjednoczony niż kiedykolwiek wcześniej - powiedział Trump podczas ceremonii.
Prezydent USA nawiązał przy tym do wojny z Iranem, twierdząc, że dzięki interwencji „pewien kraj” nie ma szans na pozyskanie broni jądrowej. Wśród obecnych „realnych zagrożeń” dla kraju wymienił komunistów, deklarując jednocześnie, że nie pozwoli, by ich dążenia się ziściły.
Podczas uroczystości Trump odznaczył pośmiertnie Prezydenckim Medalem Wolności, najwyższym cywilnym odznaczeniem państwowym w USA, Wellesa Crowthera, maklera z WTC, który zginął 11 września po tym, gdy uratował życie kilkunastu osób.
Prezydent wspominał, jak śmierci uniknął minister handlu w jego administracji, Howard Lutnick (wówczas szef firmy finansowej Cantor Fitzgerald), który w dniu ataku na wieże wbrew zwyczajowi zdecydował się zawieźć syna do szkoły. Mówił też o swoich doświadczeniach, twierdząc, że „od razu po zamachu” przybył na miejsce, a strażacy wyciągnęli go siłą z rzekomo grożącego zawaleniem wieżowca One Liberty Plaza, który stał obok. Stacja CNN podkreśliła, że nie ma dowodów na to, by Trump pojawił się na miejscu tuż po tragedii.
Trump zapowiedział też, że Straż Przybrzeżna USA nazwie nowy kuter nazwiskiem strażaka Jeffreya Pallazzo, który zginął, ratując ludzi z walących się wież.
11 września 2001 r. terroryści Al-Kaidy porwali w USA cztery samoloty, z których dwa uderzyły w budynki World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w gmach Pentagonu w Waszyngtonie, a czwarty - który miał uderzyć w waszyngtoński Kapitol - rozbił się w Pensylwanii po akcji pasażerów, którzy podjęli walkę z porywaczami. W atakach zginęło prawie 3 tys. osób, wśród nich sześcioro Polaków.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

