Podczas trwającego ok. 40 minut wystąpienia, amerykański prezydent oznajmił, że „Ameryka wróciła” i jest silniejsza niż kiedykolwiek.
Choć kwestie europejskie i wojny w Ukrainie były jedynie pobocznym tematem wystąpienia, Trump zapowiedział, że doprowadzi do rychłego zakończenia konfliktu, choć nie wykluczył też wykorzystania sankcji i ceł przeciwko Rosji, by do tego doprowadzić.
- W zeszłym tygodniu, ku czci senatora Lindseya Grahama, podpisałem nowe, potężne prawo uchwalone przez Kongres, dające mi ogromne uprawnienia celne, z których w razie potrzeby będę musiał skorzystać. Czas położyć kres zabijaniu - powiedział.
Najwięcej miejsca Trump poświęcił wojnie z Iranem oraz działaniom USA w zachodniej półkuli. Wojnę z Iranem przedstawił jako konieczność, argumentując, że nie można dopuścić do zdobycia przez Teheran broni jądrowej. Jego zdaniem dałoby to Teheranowi „tarczę” zza której organizowałby zamachy terrorystyczne na całym świecie. Prezydent USA przyznał, stoi teraz przed „wielkim wyborem”.
- Czy zostanie zawarta umowa z Iranem, która pozwoli im się odbudować i stworzyć o wiele większy kraj niż kiedykolwiek wcześniej, (...) czy też unicestwić Republikę Islamską i zrobić to szybko, nie dając im już nigdy szansy na zabijanie i niszczenie ludzi i krajów? - powiedział Trump. - Wierzę jednak, że zawrzemy umowę zaraz po wyborach (do Kongresu - PAP), bo nie ma sensu, żeby tego nie zrobili - dodał.
Prezydent stanowczo zapewniał, że nie będzie się kierował kalkulacjami wyborczymi i zaprzeczał, by Stany Zjednoczone cierpiały na niedobór zaawansowanej amunicji. Wezwał przy tym świat do utrzymania dalszej presji na reżim w Teheranie.
Trump zadeklarował też, że nie pozwoli na jakiekolwiek zagrożenia dla USA w zachodniej półkuli, wskazując m.in. na interwencję w Wenezueli. Podkreślił, że dzięki niej USA uzyskały dostęp do wenezuelskiej ropy naftowej, bo „łupy należą do zwycięzcy”. Zapowiedział też doprowadzenie do „fundamentalnej zmiany na Kubie”, oskarżając ją przy tym m.in. o kultywowanie kontaktów z radykalnymi grupami w USA, zaliczając do tego grona socjalistyczne skrzydło Demokratów (DSA).
Prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawił swoją walkę przeciwko kartelom narkotykowym jako wojnę z „Państwem Islamskim zachodniej półkuli” i zagroził, że nie będzie tolerował zagrożenia, jakim są kartele z Meksyku, które jego zdaniem kontrolują ten kraj.
- Niestety, niedopuszczalne jest, aby Stany Zjednoczone dzieliły 3200-kilometrową granicę z terytorium kontrolowanym przez wrogie kartele. Dlatego Meksyk musi odzyskać kontrolę nad swoją ziemią z rąk wrogów ludzkości - powiedział.
Wbrew wygłoszonemu niecałą godzinę wcześniej apelu sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa o globalne regulacje AI, Trump odrzucił ten pomysł, podkreślając, jak ważne jest wygranie wyścigu technologicznego.
- Stany Zjednoczone całkowicie odrzucają wszelkie próby zbudowania globalistycznego systemu kontroli nad sztuczną inteligencją, o której tak wiele się teraz mówi - powiedział Trump.
Oznajmił, że od teraz zmieni nazwę „sztuczna inteligencja”, w tym w dokumentach państwowych, bo nazwa ta „brzmi fałszywie”.
Dodał, że kto „wygra wyścig o AI, wygra(wszystko)”.
Trump mocno skrytykował też inne międzynarodowe instytucje, w tym te należące do ONZ. W najmocniejszy sposób zaatakował jednak Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK), wzywając państwa członkowskie do porzucenia haskiego Trybunału.
- Nigdy nie pozwolimy, aby żołnierze amerykańscy ani ktokolwiek inny byli ścigani lub poddawani pokazowym procesom przez antyamerykański trybunał, który nie ma nad nami jurysdykcji - deklarował prezydent.
- To grupa złych ludzi. Wzywam wszystkie państwa będące członkami Międzynarodowego Trybunału Karnego do natychmiastowego, oficjalnego zrzeczenia się członkostwa w tej zbójeckiej instytucji - dodał. Mimo wcześniejszych doniesień, USA nie ogłosiły jednak dotąd sankcji na MTK w związku ze ściganiem przez Trybunał izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu za zbrodnie przeciwko ludzkości.
Z Nowego Jorku Oskar Górzyński (PAP)

