W sobotę, 24 października, w Art Gallery Kafé w Wood Dale odbył się wieczór poetycko-muzyczny „Bo w życiu najważniejsza jest miłość”, którego bohaterami byli Bogdan Łańko i Władysław Byrdy. Obaj artyści od lat związani są z polskim życiem teatralnym, muzycznym i literackim, a ich wspólnym mianownikiem jest zaangażowanie w pielęgnowanie i popularyzowanie polskiej kultury – zarówno w kraju, jak i w chicagowskim środowisku polonijnym.
Wieczór poezji i muzyki zainaugurował Bogdan Łańko, sięgając po kultowe „Życie to nie teatr” i akompaniując sobie na pianinie. To jeden z najważniejszych utworów polskiej poezji śpiewanej, którego autorem tekstu jest Edward Stachura. W dalszej części wieczoru aktor recytował poezję, przywołując wiersze Juliana Tuwima – „Melodia”, „Noc”; Bolesława Leśmiana – „Spóźnione wyznanie”, „Romans”; Tadeusza Borowskiego – „Tak mi się twoja twarz”; Adama Mickiewicza – „Dwa słowa”; Jonasza Kofty – „Trzeba marzyć”; Antoniego Langego – „Możem Cię nigdy nie kochał” i innych. Łańko sięgał po poezję z różnych półek, wciągając przy tym publiczność do wspólnej zabawy, polegającej na odgadywaniu autorów prezentowanych wierszy. Ani widownia, ani piszący te słowa nie zdali tego sprawdzianu na celująco, ale też nie oblali poetyckiego egzaminu. Na nasze usprawiedliwienie można dodać, że często były to utwory mniej znane, rzadziej przywoływane, choć nieustępujące pięknem najbardziej rozpoznawalnym poetyckim perełkom.
Poezję przeplatały klasyczne i niezapomniane przeboje w wykonaniu Władysława Byrdego. W repertuarze znalazły się utwory, które na trwałe zapisały się w historii muzyki rozrywkowej, m.in. „Love”, „What a Wonderful World” i „Unforgettable”, rozsławione przez Nata Kinga Cole’a, „Kormorany” Piotra Szczepanika, a także „Dary losu” i „Za młodzi, za starzy” Ryszarda Rynkowskiego, do których słowa napisał Jacek Cygan. Nie zabrakło również „Dance Me to the End of Love” Leonarda Cohena, „Things Have Changed” Boba Dylana oraz ponadczasowego „My Way” Franka Sinatry.
Wśród muzycznych propozycji znalazły się także pełne namiętności „Bésame mucho” – meksykańskie bolero, które zdobyło światową popularność jako jedna z najsłynniejszych hiszpańskojęzycznych piosenek miłosnych – oraz „Sweet Home Chicago”, bluesowy standard uznawany za nieoficjalny hymn Wietrznego Miasta. Klimat amerykańskiej klasyki przywołały również „You’re Nobody ’til Somebody Loves You” i „Feelings” Morrisa Alberta, nostalgiczna ballada o utraconej miłości, której charakterystyczna melodia i refren od lat poruszają słuchaczy. W ten sposób muzyka stała się nie tylko dopełnieniem poezji, ale również osobną opowieścią o miłości, tęsknocie, przemijaniu i emocjach, które – niezależnie od upływu lat – pozostają bliskie każdemu.
Nie tylko jednak wspomnienia i tęsknota za przeszłością przyciągają publiczność na takie spotkania. Być może jest w nich również potrzeba ucieczki od codzienności – jej pośpiechu, monotonii i szarości, a także od języka, który coraz częściej traci swoją głębię. Żyjemy w czasach, w których emocje łatwo sprowadzić do kilku słów, gestów, memów, skrótów czy znaków. Tworzymy nowe określenia, nadajemy słowom nowe znaczenia, ale jednocześnie coraz rzadziej zatrzymujemy się nad tymi, które przez lata pomagały nam nazywać uczucia, rozumieć siebie i stawiać ważne pytania. Dziś poezja śpiewana pozostaje jednym z nielicznych obszarów, które wciąż opierają się medialnemu szumowi, pogoni za popularnością i dyktatowi internetowych influencerów, gotowych dla kilku dodatkowych lajków porzucić własne ideały i marzenia. Tutaj wciąż liczy się słowo, jego znaczenie, emocja i prawda, której nie da się zmierzyć liczbą wyświetleń. To przestrzeń, w której wrażliwość nie musi walczyć o zasięgi, a refleksja nie przegrywa z powierzchownością. I oby ten azyl autentyczności pozostał chroniony jak najdłużej.
A na koniec uchylimy rąbka tajemnicy. Jak powiedział „Dziennikowi Związkowemu” Bogdan Łańko: „Owszem, emerytura jest w planach, ale dopiero w kwietniu w przyszłym roku. Do tego czasu nie zamierzam jeszcze żegnać się z zawodową aktywnością ani z polonijną publicznością”.
Tekst i zdjęcia: Andrzej Moniuszko

