Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
Reklama KD Market

Liga Mistrzów bez Arsenalu



Przed ostatnią kolejką Premier League znane były najważniejsze rozstrzygnięcia. Walka toczyła się tylko o prawo gry w Lidze Mistrzów. Szansy nie zmarnowali piłkarze Manchesteru City i Liverpoolu, a po raz pierwszy od 20 lat w tych rozgrywkach zabraknie Arsenalu.

Arsenal w 38. kolejce musiał pokonać na własnym stadionie Everton i liczyć, że albo Liverpool nie wygra u siebie z Middlesbrough, albo Manchester City przegra na wyjeździe z Watfordem."Kanonierzy" swoją część planu wykonali, choć już od 14. minuty grali w dziesiątkę, bo czerwoną kartką za faul został ukarany Francuz Laurent Koscielny. Wcześniej jednak prowadzenie gospodarzom zdołał dać Hiszpan Hector Bellerin.

Jeszcze w pierwszej połowie podwyższył Chilijczyk Alexis Sanchez, a po przerwie najpierw z rzutu karnego trafił dla Evertonu Belg Romelu Lukaku, a w samej końcówce wynik na 3:1 ustalił Walijczyk Aaron Ramsey.

Wygrana podopiecznym trenera Arsene'a Wengera nic nie dała, bo rywale również zwyciężyli i to dość wyraźnie.

Liverpool po golach Holendra Georginio Wijnalduma, Brazylijczyka Philippe Coutinho i Adama Lallany wygrał 3:0, a Manchester City aż 5:0. Dla drużyny prowadzonej przez Josepa Guardiolę bramki zdobyli: Belg Vincent Kompany, Argentyńczyk Sergio Aguero (dwie) oraz Brazylijczycy Fernandinho i Gabriel Jesus.

Wenger objął drużynę w trakcie rozgrywek 1996/97. Po raz pierwszy jego podopieczni nie zdołali zakończyć sezonu w czołowej czwórce. Nie wiadomo jeszcze, czy poprowadzi Arsenal w kolejnym.

Już wcześniej drugie w ostatnich trzech latach mistrzostwo zapewniła sobie Chelsea Londyn. Jasne było również, kto opuści najwyższa klasę: Sunderland, Middlesbrough i Hull City Kamila Grosickiego.

"The Blues" na zakończenie rozbili u siebie Sunderland 5:1. Zaczęło się sensacyjnie, bo od prowadzenia gości po uderzeniu Hiszpana Javier Manquillo w trzeciej minucie. Szybko wyrównał jednak Brazylijczyk Willian, a następnie trafiali Hiszpan Pedro Rodriguez, Belgowie Eden Hazard i dwukrotnie Michy Batshuayi.

W ekipie Chelsea po raz ostatni zagrał jej długoletni kapitan - John Terry. Boisko opuścił w 26. minucie (z takim numerem przez lata występował), a kibice zgotowali mu owację na stojąco.

Prawdziwego upokorzenia doznała ekipa Grosickiego. Na własnym stadionie uległa Tottenhamowi Hottspur 1:7. Wicemistrzowie Anglii w dwóch ostatnich meczach wbili rywalom aż 13 goli, a autorem siedmiu z nich był Harry Kane, który dzięki temu zapewnił sobie koronę króla strzelców.

Reprezentant Polski grał od początku drugiej połowy.

(PAP)

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama