Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Stronniczość do kwadratu

Miało być bardzo pięknie. Demokratyczny Irak, stabilny Bliski Wschód, niezależna Palestyna, poskromiony Iran. Jest jednak zupełnie inaczej, a ujawniony właśnie raport byłego wysokiego rangą pracownika ONZ sugeruje, że administracja waszyngtońska po prostu narzuciła reszcie świata swoją zdecydowanie proizraelską i całkowicie nieskuteczną politykę bliskowschodnią.

Alvaro de Soto, który jeszcze do niedawna był łącznikiem tzw. Kwartetu Bliskowschodniego (Rosja, Unia Europejska, USA i ONZ) napisał w swoim raporcie, że liczni dyplomaci “ulegli zdecydowanym naciskom ze strony USA” i bezwolnie zgodzili się na sprzyjanie “katastrofalnej, tendencyjnej, proizraelskiej postawie Waszyngtonu”.

Między innymi, wysłannicy Białego Domu, Elliott Abrams i David Welch, mieli rzekomo niemal szantażować przedstawicieli innych krajów, by zmusić ich do wyrażenia zgody na izolację demokratycznie wybranego palestyńskiego rządu zdominowanego przez Hamas. W sumie de Soto jest zdania, że pod przemożnym wpływem Waszyngtonu ONZ straciła własne zdanie, jeśli chodzi o politykę bliskowschodnią. Z tych samych powodów nikt nie rozmawia dziś z Syrią, mimo że oczywiste jest to, iż bez udziału tego kraju w negocjacjach nie ma mowy o jakimkolwiek postępie na Bliskim Wschodzie.

Na koniec de Soto ostrzega, że ONZ straci wszelką wiarygodność, nawet jako organizatorka przeróżnych misji pokojowych, jeśli nadal osuwać się będzie w stronę wymuszonej stronniczości faworyzującej Izrael. Przy okazji ujawnia, że gdy jeździł w przeszłości na Bliski Wschód jako personalny wysłannik Kofi Annana, jego szef zabraniał mu podejmowania jakichkolwiek rozmów z Syryjczykami oraz nowym rządem palestyńskim, mimo że ONZ z definicji nie powinna wzdragać się przed jakimikolwiek negocjacjami, a jej zadaniem jest zachowywanie absolutnej neutralności.

Raport de Soto był w zamyśle tajny, ale został przez kogoś ujawniony i rozpowszechniony. Na wieść o tym dokumencie przedstawiciel Białego Domu stwierdził, iż zawiera on “osobiste opinie autora” i nie jest wyrazem obecnej polityki ONZ. Teza ta jest oczywistą bzdurą, jako że de Soto pracował w ONZ przez 25 lat i był jednym z najważniejszych łączników między Nowym Jorkiem i Bliskim Wschodem.

Ponieważ wiarygodności de Soto nie da się w żaden sposób podważyć, trzeba dojść do smutnego wniosku, że Biały Dom istotnie zdołał nakłonić innych do uprawiania tej samej stronniczości, z jaką sam traktuje Bliski Wschód. Proizraelskość USA nie dotyczy bynajmniej wyłącznie obecnej administracji, ale trzeba przyznać, że ostatnie lata zaprowadziły tę fatalną w skutkach politykę na nowe wyżyny.

Rezultaty są tragiczne: wojna domowa w Palestynie, Liban na skraju politycznego krachu, Irak pogrążony w krwawym chaosie, Iran zmierzający w kierunku bomby atomowej i cały region nienawidzący serdecznie Ameryki. Taki jest obraz współczesnego Bliskiego Wschodu. A jeszcze przed 4 laty prezydent Bush wygłosił następujące słowa: “Utrwalenie demokracji w Iraku spowoduje głęboką transformację całego regionu i zaowocuje stabilnością, pokojem i dobrobytem”. Jak mawiają Amerykanie – yeah, right...
Andrzej Heyduk
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama