Wiosną w kościele pw. św. Alfonsa Liguori zorganizowane zostały pilotażowe kolonie letnie dla dzieci i młodzieży. Od września w miejscowej szkole parafialnej działalność rozpoczęła Polska Szkoła im. gen. Władysława Andersa. W świątyni pw. Thomasa Becketa miała miejsce inauguracja I Międzynarodowego Przeglądu Filmów Religijnych. Odbyły się kiermasze z okazji świąt wielkanocnych i Bożego Narodzenia z udziałem licznej grupy wystawców i wspólnot wiernych. Z dużym zainteresowaniem wiernych spotkały się rekolekcje adwentowe z udziałem ks. Wojciecha Radomskiego z Papui-Nowej Gwinei, który mówił między innymi o znaczeniu rekolekcji w życiu każdego katolika oraz o Kościele w tym odległym kraju.
– Każde rekolekcje, to szczególny czas działania Pana Boga i szczególny czas, kiedy Pan Bóg przychodzi do nas ze swoją łaską, swoim miłosierdziem i swoją miłością. To jest czas, w którym Bóg chce nam dawać więcej siebie, aniżeli w innym czasie. Zaprasza nas do takiej szczególnej relacji po to, abyśmy odnowili naszą wiarę, nadzieję i miłość. Do głoszenia tych rekolekcji adwentowych zaprosił mnie ks. Grzegorz Wójcik. Z radością przyjąłem to zaproszenie, gdyż rekolekcje odbywają się w kończącym się Roku Jubileuszowym, w Roku Nadziei, tak jak zażyczył sobie tego śp. papież Franciszek – powiedział ks. Wojciech Radomski.
Rekolekcjonista przybył do Chicago ze wspomnianej już Papui-Nowej Gwinei, gdzie w stolicy kraju Port Moresby od trzech lat pracuje jako wykładowca Pisma Świętego i łaciny na tamtejszym Katolickim Instytucie Teologicznym. Kościół w Papui-Nowej Gwinei jest Kościołem bardzo młodym. Pierwsza msza święta została odprawiona w 1883 roku po przybyciu pierwszych misjonarzy, którzy zaczęli eksplorować ziemię papuaską i ewangelizować ten kraj.
– Są miejsca w Papui, szczególnie w centralnym rejonie wyspy, gdzie pierwsi misjonarze dotarli w latach 60. minionego wieku. To jeden z najmłodszych Kościołów na świecie. To jest niezwykle ciekawe, dlaczego tak późno, ponieważ pobliskie Filipiny były ewangelizowane już w XVI wieku, a Australia na początku XVII wieku. W obecnej dobie duszpasterstwo katolickie w tym państwie ma wielki polskich akcentów – opowiadał misjonarz i podkreślił:
– Mamy czterech biskupów pochodzących z Polski. Dwóch jest ze Zgromadzenia Werbistów. Jeden jest misjonarzem Świętej Rodziny. We wrześniu sakrę biskupią otrzymał ks. Jacek Tendy, który jest duszpasterzem ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy Wincentego a Paulo. Został biskupem największej diecezji w Nowej Gwinei. Obejmuje kilkadziesiąt wysp znajdujących się na środku Morza Koralowego. Jedynym środkiem transportu dla księdza biskupa są łodzie. Proszę sobie wyobrazić, że aby dotrzeć do najdalej oddalonej parafii musi spędzić trzy noce i trzy dni na morzu, aby odwiedzić swoich parafian. W stolicy kraju pracuje pięciu duchownych z Polski i dwie siostry zakonne. Tam katolicy nie obchodzą Wigilii, nie znają tej tradycji. Dopiero po świętach organizujemy ją w polskim gronie. Liturgia w Kościele papuaskim jest bardzo radosna. Wierni są bardzo w nią zaangażowani i bardzo głęboko potrafią ją przeżywać. Wyrażają te swoje emocje bardzo impulsywnie. Jestem tym bardzo zbudowany. Czuję się wręcz zawstydzony porównując parafie papuaskie z polskimi jeśli chodzi o odpowiedzialność wiernych za swoje kościoły i kaplice. Może te ich kościoły nie są tak piękne jak nasze stare bazyliki i katedry, ale oni potrafią uczynić je pięknymi przez to, jak oni się o nie troszczą. Zawsze są piękne kwiaty, widać tę troskę na każdym kroku, żeby był czysty obrus, żeby wszystko było przygotowane, ale przede wszystkim, kiedy przybywamy, to znajdujemy tam wspólnotę bardzo dobrze zorganizowaną. Ksiądz nie musi się martwić o czytania, śpiew czy animację muzyki – mówił ks. Wojciech opowiadając o tym kraju.
Papua-Nowa Gwinea jest egzotycznym, wyspiarskim krajem oddalonym od Polski o około 14 tysięcy kilometrów. Niepodległość ogłosiła w 1975 roku. Ustrojowo jest konstytucyjną monarchia parlamentarną, której zwierzchnikiem jest brytyjski monarcha reprezentowany przez gubernatora generalnego. Obejmuje kilkaset wysp o obszarze ponad 462 tys. kilometrów kwadratowych, na których żyje blisko 700 grup etnicznych posługujących się 850 językami. Ma około 10 milionów mieszkańców. Struktura społeczna oparta jest na funkcjonowaniu w obszarze plemion, szczepów i klanów. Przynależność do klanu lub szczepu często rodzi konflikty. Te spory bardzo często eskalują, głównie na płaszczyźnie własności ziemi. Są walki o terytoria, niekiedy bardzo krwawe. Cały czas na tym terenie toczą się lokalne wojny. Często dochodzi do morderstw. Moralność w znaczącej mierze opiera się na zasadzie oko za oko, ząb za ząb, chociaż normy chrześcijańskie są coraz lepiej przyswajane i dają pozytywne efekty.
Kraj ten Polakom najczęściej kojarzy się z Papuasami i kanibalizmem, który był głęboko zakorzeniony w wierzeniach i obrzędach, mając w przeszłości znaczenie kulturowe, zwłaszcza w kontekście rytuałów wojennych i pogrzebowych. Jeszcze 100 lat temu był ogólnie praktykowany. Obecnie jest prawnie zakazany.
– Jest ogólnie znany incydent z synem Rockefellera, który w latach czterdziestych przybył do Papui i nigdy nie znaleziono jego ciała. Istnieje przekonanie, że został zjedzony. Teraz przypadki kanibalizmu się nie zdarzają, chociaż do dzisiaj na Papui istnieje wiara w czarną magię i mają miejsce przypadki polowania na czarownice. Kraj jest uważany za jeden z najbardziej niebezpiecznych na świecie. Jeżeli chodzi o stolicę kraju, to statystyka zabójstw stawia ją w rzędzie najbardziej niebezpiecznych spośród innych stolic na świecie. Misjonarze, którzy pracują w tym środowisku są rozpoznawalni, a parafianie troszczą się o to, żeby się im nic nie stało. Gdyby misjonarz został napadnięty lub nie daj Boże zginął, to można by się spodziewać, że jego wierni gotowi by byli dokonać aktu zemsty. Bardzo często w przypadkach lokalnych konfliktów, szczególnie w górach, misjonarze są negocjatorami pomiędzy ich stronami(…). W Papui była poligamia i niestety nadal jest. Poznałem miejscowego księdza, który obecnie pracuje w Argentynie. Pochodzi z jednego z plemion w górach. Opowiadał mi, że jego dziadek, który był wodzem plemienia miał tylko 14 żon. Gdy zapytałem go, ile jego ojciec miał rodzeństwa wzruszył tylko ramionami. Trzeba czasu, żeby Kościół to zmienił – podsumował ks. Wojciech.

fot. Andrzej Baraniak
Jak wynika z jego relacji na Papui, pomimo że leży w strefie zwrotnikowej, gdzie panuje klimat tropikalny, ludzie noszą kożuchy, szczególnie ci żyjący w wyższych partiach gór. Najlepszym pieniądzem wymiennym są świnie, którymi rodzina narzeczonego płaci za wybrankę ich syna. Świnie również bardzo często są ekwiwalentem rozliczeń pomiędzy stronami konfliktu.
– Na stole Papuasa najczęściej goszczą owoce morza. Nam raczej nie brakuje typowego polskiego jedzenia, bo mamy własną wędzarnię. Mięso udaje nam się kupić na miejscu, a jelita przywozimy z Polski. Do wędzenia używamy drzewa mango. Mojego kolegę misjonarza z Polski, który pracuje w innym miejscu, odwiedził szwagier, który w Polsce jest masarzem. Też postanowili, że zrobią kiełbasę. Jak miejscowi zobaczyli, jakie świetne wyroby zrobił, to dyrektor miejscowej dużej szkoły, gdzie posługuje mój kolega od razy zaproponował temu szwagrowi pracę, żeby został na trzy lub więcej miesięcy, aby ich nauczył, jak robić kiełbasę i inne wyroby ze świni. Ale nie skusił się tą ofertą i po 3 tygodniach wrócił do Polski. Miejscowym nasz wyrób bardzo smakuje. Oni jednak nie potrafią takich robić. Na Papui nie ma sieci dróg w rozumieniu europejskim, ale za to są rekiny i krokodyle – podkreśla z uśmiechem ks. Wojciech Radomski, który początek stycznia spędzi jeszcze w parafii w Mt. Prospect, gdzie posługuje duszpastersko. Z okazji świąt i Nowego Roku rekolekcjonista złożył Polonii życzenia.
– Z okazji świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku chciałbym życzyć moim rodakom w Stanach Zjednoczonych przede wszystkim bliskości Pana Jezusa. Bóg staje się człowiekiem, żeby być jak najbliżej każdego z nas. Przychodzi na ten świat jako małe dziecię po to, aby był przyjęty. Życzę wszystkim bliskości Chrystusa. Kończymy Rok Jubileuszowy, który jest Rokiem Nadziei. Pamiętając o tym, że jesteśmy w rękach Pana Boga życzę wszystkim tej nadziei na lepsze jutro. Jako misjonarze jedziemy w niewiadome, w dalekie tereny i z tą ufnością trzeba iść niosąc posługę, działać i głosić Chrystusa – podsumował.
Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP








