Informację o śmierci kongresmena podał republikański whip (kongresmen odpowiedzialny za dyscyplinę partyjną) Tom Emmer, nie podając jednak przyczyny zgonu. Polityk zasiadał w Kongresie od 2013 r., pełniąc obecnie siódmą kandencję. Był członkiem m.in. komisji budżetowej i przywódcą zespołu parlamentarnego zrzeszającego polityków z zachodnich stanów USA.
Do śmierci LaMalfy odniósł się we wtorek prezydent USA Donald Trump podczas spotkania z republikańskimi kongresmenami w Kennedy Center. Trump ocenił, że LaMalfa był jednym z jego ulubionych kongresmenów, bo głosował zgodnie z jego życzeniem w 100 proc. i w przeciwieństwie do innych kongresmenów nie musiał go do tego przekonywać dzwoniąc do niego.
- Był fantastycznym człowiekiem, ale, rany, ale to było szybkie. Nie wiem jeszcze dokładnie, co się stało, ale chłopaku, to ciężka sprawa. On był… po prostu był z nami. Był naszym przyjacielem - mówił Trump. Przyznał też, że jego śmierć spowoduje problemy dla przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike'a Johnsona, bo zmniejszy margines przewagi Republikanów nad Demokratami w Izbie.
W rezultacie śmierci LaMalfy oraz odejścia skonfliktowanej z Trumpem byłej przywódczyni skrzydła MAGA Marjorie Taylor Greene, Republikanie mają 218 kongresmenów, a Demokraci - 213. W praktyce oznacza to, że partia rządząca może pozwolić sobie tylko na utratę dwóch głosów. Trump zaznaczył jednak we wtorek, że jeden z nich „zawsze głosuje przeciwko”, wskazując na libertarianina Thomasa Massiego.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)








