Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 10 stycznia 2026 02:09

Morderstwo w mleczarni

Szwecja przez lata uchodziła za jeden z najbezpieczniejszych krajów Europy, niemal wolny od poważnej przestępczości. Wszystko zmieniło się 7 czerwca 2015 roku, gdy zaginęła 17-letnia Lisa Holm. Pięć dni później, po największych poszukiwaniach w historii kraju, odnaleziono jej ciało. Gdy do opinii publicznej dotarły informacje o tym, jak okrutny los spotkał nastolatkę, Szwedzi zrozumieli, że nic nie będzie już takie jak wcześniej.
Morderstwo w mleczarni
Lisa Helen Holm, zatrzymanie Nerijusa Bilevičiusa

Autor: www.lrytas.lt

Urodzona 7 lutego 1998 roku Lisa Helen Holm mieszkała wraz z rodzicami i młodszą siostrą w niewielkiej miejscowości we wschodniej Szwecji. Chciała być samodzielna, dlatego już w szkole średniej zaczęła sobie dorabiać. W maju 2015 roku podjęła pracę w kawiarni w Blomberg, oddalonej o około 40 minut drogi od domu. Początkowo jedno z rodziców codziennie ją woziło do pracy i odbierało po zakończonej zmianie, ale nastolatka ubłagała ich, by mogła dojeżdżać sama swoim skuterem. 7 czerwca po raz pierwszy samodzielnie pojechała do kawiarni. Była z siebie i swojej nowo zdobytej niezależności bardzo dumna. Dotarła na miejsce bez problemu, wysłała rodzicom wiadomość, że jest już na miejscu i zajęła się pracą. 

 

Gdzie jest Lisa?

To była niedziela, w kawiarni panował spory ruch. Klienci wchodzili i wychodzili, a Lisa uwijała się za ladą. Nim się obejrzała, wybiła godzina 18.00 i przyszła pora zamykać. O 18.23 wysłała ojcu wiadomość, że skończyła zmianę i wraca do domu. Minęło jednak 40 minut, potem godzina, kolejna – a nastolatka wciąż nie wracała. Droga z Blomberg do Skövde zajmuje około 40 minut, może nieco więcej, jeśli jedzie się wolno, tymczasem minęły już prawie trzy godziny. Rodzice dzwonili do niej raz po raz, coraz bardziej zaniepokojeni. W końcu ojciec wsiadł do samochodu i ruszył w stronę Blomberg.

Kiedy dotarł na miejsce, pierwszym, co zobaczył, był skuter stojący przed kawiarnią. Na moment poczuł ulgę – pomyślał, że Lisa została w środku, może zagadała się z kimś znajomym. Lecz gdy podszedł bliżej, zauważył coś, co natychmiast wzbudziło jego lęk: kask nadal wisiał na kierownicy a kluczyki tkwiły w stacyjce. Natychmiast zadzwonił na policję. 

Funkcjonariusze zaczęli przepytywać okolicznych mieszkańców i przeczesywać okolicę, jednak nie natrafiono na żaden ślad. Dochodziła północ, więc postanowiono przerwać poszukiwania. 

Rankiem cała okolica wiedziała już o zaginięciu. Przed kawiarnią zebrały się setki osób gotowych pomóc – wolontariuszy, znajomych i sąsiadów. Teren był wyjątkowo trudny: gęste zarośla, wysokie trawy porastające okoliczne łąki, zbiorniki wodne i gęsto zalesione obszary otaczały najbliższą okolicę. Aby dotrzeć do każdego zakamarka, potrzebna była ogromna liczba ludzi.

Dwa pierwsze dni poszukiwań nie przyniosły żadnych rezultatów. Dopiero 10 czerwca, na jednej z bocznych wiejskich dróg, odnaleziono rozbity telefon Lisy a w zaroślach nieopodal natrafiono na jej dowód osobisty, prawo jazdy oraz klucze do domu. Teraz nikt nie miał już wątpliwości, że Lisa nie zniknęła dobrowolnie.

 

Ciało w szopie

12 czerwca, pięć dni po zaginięciu, wolontariusze postanowili przeszukać niewielką szopę znajdującą się w zagajniku kilka kilometrów od kawiarni. Gdy zbliżali się do budynku, obok nich zatrzymał się samochód. W środku znajdowało się dwóch mężczyzn, którzy łamanym angielskim powiedzieli im, że policja już sprawdziła ten teren. Rozmowa była na tyle dziwna, że wolontariusze opowiedzieli o niej policjantom. Po chwili jedna z grupek poszukiwawczych w zaroślach przy szopie natrafiła na różową kurtkę motocyklową i słuchawki należące do zaginionej. Na miejsce ściągnięto posiłki i zaczęto drobiazgowo przeczesywać cały teren. 

Wyglądało na to, że ktoś niedawno korzystał z szopy. Wysoka trawa wokół budynku była nietknięta, natomiast ścieżka prowadząca do drzwi wyraźnie wydeptana. Policjanci postanowili wejść do środka. Już po przekroczeniu progu uderzył ich intensywny, niepokojący zapach. Gdy rozejrzeli się po wnętrzu, ich wzrok zatrzymał się na metalowych szafkach stojących przy jednej ze ścian. Większość była pusta. Ich wzrok przyciągnęła jedna z nich, wypełniona ubraniami oraz różnymi przedmiotami. Kiedy ją opróżnili, ukazał się im widok, który – jak później mówili – zapamiętają do końca życia. W wąskiej przestrzeni ukryte było ciało Lisy Holm. Nastolatka była częściowo rozebrana. Na jej szyi znajdowała się lina, którą pozbawiono ją życia.

Sekcja zwłok wykazała, że dziewczyna zmarła wieczorem 7 czerwca. Ustalono też, że Lisa nie zginęła w miejscu odnalezienia ciała. Policja skupiła się więc na poszukiwaniu miejsca zbrodni, licząc, że doprowadzi ich ono do sprawcy.

 

Materiał biologiczny

Z ciała Lisy, jej ubrań oraz z wnętrza szopy pobrano próbki DNA i przesłano je do analizy. Równolegle przesłuchiwano świadków. Szczególną uwagę zwróciła informacja o dwóch mężczyznach, którzy próbowali odwieść wolontariuszy od przeszukania szopy. Funkcjonariusze szybko ustalili, że byli to Litwini, 35-letni Nerijus Bilevičius i jego młodszy brat Aivaras. Okazało się, że obaj pracowali w stodole naprzeciwko kawiarni. Co więcej, boczna droga, na której znaleziono porzucone rzeczy dziewczyny, prowadziła bezpośrednio do ich domu. Mieszkali tam razem z żoną Nerijusa, Iriną. W dniu zaginięcia cała trójka rozmawiała z policją, jednak wówczas nikt nie podejrzewał ich o związek ze sprawą. Sytuacja zmieniła się, gdy zgłosiła się kobieta, która opisała niepokojącą sytuację sprzed kilku dni: kierowca samochodu, rysopisem przypominający Nerijusa, zatrzymał się przy niej i powiedział, że się zgubił. Poprosił, by wsiadła do samochodu i pomogła mu wpisać adres do GPS-u. Kobieta odmówiła i mężczyzna odjechał. Brzmiało to na tyle niepokojąco, że postanowiono jeszcze raz przesłuchać całą rodzinę. 

Podczas wstępnego przesłuchania małżeństwo Bilevičiusów i Aivaras zgodnie twierdzili, że w wieczór zaginięcia byli razem w domu. Policja jednak nie ufała temu alibi, choć nie miała jeszcze żadnych dowodów. Pobrano więc próbki DNA od całej trójki i zwolniono ich do domu. Kilka dni później przyszły wyniki badań: materiał biologiczny pobrany z ubrania Lisy pasował do profilu genetycznego Nerijusa. To całkowicie odmieniło przebieg śledztwa. Policja dokładnie przeszukała stodołę, w której pracował podejrzany. Na piętrze znajdowało się pomieszczenie z oknem, z którego doskonale widać było kawiarnię. Na ścianach i krześle stojącym tuż przy oknie zabezpieczono duże ilości męskiego DNA, które należało do podejrzanego. Wyglądało na to, że mężczyzna od jakiegoś czasu obserwował młode pracownice kawiarni i być może planował morderstwo. W kolejnym pomieszczeniu stodoły – dawnej mleczarni – znaleziono linę, którą zamordowano Lisę, a na niej DNA jej i Nerijusa. Dodatkowo w jego warsztacie ujawniono kosmyki włosów dziewczyny. Nikt nie miał wątpliwości, że właśnie znaleziono miejsce zbrodni i mordercę. 

 

Kara po karze

Wkrótce po zatrzymaniu Nerijus Bilevičius został formalnie oskarżony o zabójstwo Lisy Holm. Proces rozpoczął się 28 października 2015 roku i już po pięciu dniach zakończył się wyrokiem skazującym na dożywotnie pozbawienie wolności. Skazany wystąpił o możliwość odbywania kary na Litwie, wiedząc, że w jego ojczyźnie najwyższy wymiar kary za morderstwo to piętnaście lat. Po deportacji, w czerwcu 2017 roku, Sąd Rejonowy w Radviliškis faktycznie obniżył mu karę do 15 lat. Prokurator natychmiast odwołał się od tej decyzji i miesiąc później sąd okręgowy uchylił zmniejszenie kary, utrzymując dożywocie, z uwagi na wyjątkową brutalność morderstwa.

Pobyt w więzieniu okazał się dla Nerijusa niezwykle ciężki – współwięźniowie próbowali go ukarać na własną rękę za zabicie bezbronnej nastolatki. Został przez nich oblany wrzątkiem, kilkakrotnie pobity i zraniony nożem. 3 sierpnia 2022 roku podczas spaceru doszło do kolejnej sprzeczki z innym osadzonym. Tamten pchnął go nożem. Nerijus zmarł jeszcze przed przyjazdem ambulansu.

Maggie Sawicka


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama