Polska - Islandia 23:31 (10:13).
Polska: Miłosz Wałach, Jakub Skrzyniarz – Michał Daszek 1, Piotr Jędraszczyk, Michał Olejniczak 5, Ariel Pietrasik, Andrzej Widomski 1, Arkadiusz Moryto 2, Piotr Jarosiewicz 4, Marek Marciniak 2, Maciej Gębala 3, Paweł Paterek 2, Dawid Dawydzik 1, Sebastian Kaczor, Mikołaj Czapliński 2, Tomasz Gębala.
Islandia: Bjoergvin Gustavsson, Viktor Hallgrimsson - Odinn Rikhardsson 1, Janus Smarason 1, Viggo Kristjansson 3, Bjark Elisson, Elvar Jonsson 2, Gisli Kristjansson 2, Ymir Gislason, Omar Magnusson 5, Ellidi Vidarsson 5, Orri Thorkelsson 6, Arnar Arnarsson 1, Teitur Einarsson, Haukur Thrastarsson 5, Andri Runarsson.
Karne minuty: Polska – 2, Islandia – 6. Sędziowali: Marko Boricić, Dejan Marković (Serbia).
Selekcjoner biało-czerwonych Jota Gonzalez w trybie nagłym na turniej sprowadził obrotowego Sebastiana Kaczora w miejsce zawieszonego za czerwoną kartkę Wiktora Jankowskiego. Do składu wrócił Dawid Dawydzik, który odpokutował już karę z eliminacji za podobną sankcję.
W przypadku drugiej porażki w turnieju sprawa awansu Polaków bardzo się komplikowała. Wówczas nie wszystko od nich już zależało. A wieczorna wygrana Węgrów z Italią te szanse definitywnie by przekreślała.
Gola otwarcia meczu na swoje konto zapisał Michał Olejniczak. Rozgrywający grał w defensywie na szpicy (5-1). To na jakiś czas wytrąciło rywali z rytmu. Piotr Jarosiewicz jako pierwszy w tegorocznym Euro z Polaków wykorzystał rzut karny. Pierwsze minuty były wyrównane. Drużyny zdobywały bramki na przemian. Na kole trudny do upilnowania był zwłaszcza Ellidi Vidarsson.
Polacy walczyli z ogromną ambicją. Przynosiło to efekty, a zmuszeni do szybkiej gry Skandynawowie popełniali błędy. Między słupkami dobrze spisywał się Miłosz Wałach, który w pewnym momencie miał nawet 50-procentową skuteczność.
Rywale po raz pierwszy dwubramkowe prowadzenie osiągnęli (7:5) po rzucie z 7. metra Omara Magnussona. Jarosiewicz kontynuował swoją serię z karnych. Do remisu doprowadził w ekwilibrystyczny sposób Marek Marciniak, wykorzystując dalekie podanie od Wałacha.
Islandczycy, typowani do czołowych miejsc w tegorocznym Euro, szybko jednak potrafili wykorzystać brak skuteczności Polaków. Wariant 7:6 też drużynie Gonzaleza nie przynosił zysków.
Na początku drugiej połowy kapitan Arkadiusz Moryto udanie wykończył dwie akcje z prawego skrzydła. Rywale też byli skuteczni i różnica bramkowa sprzed przerwy się nie zmieniła. Dwa kolejne faule w ataku Polaków, grających w przewadze, przekreślały szanse na szybkie odrobienie kilkubramowych strat (12:18).
Błędy w rozegraniu piłki też nie pomagały. Przewaga Islandczyków zaczęła rosnąć, nie mieli problemów z trafianiem do pustej bramki. Wysoka przewaga mobilizowała kibiców ze Skandynawii do jeszcze głośniejszego dopingu. Nadzieje ekipy Gonzaleza na dobry wynik oddalały się z każdą mijającą minutą. Dwucyfrowa strata bramkowa (15:25) na niespełna kwadrans przed końcem tylko to podkreślała. Polscy kibice obecni w Kristianstad Arena coraz częściej łapali się za głowy w geście frustracji. Drugi mecz na turnieju zakończył się porażką biało-czerwoną różnicą ośmiu goli.
Najlepszym graczem meczu (MVP) wybrano Omara Magnussona.
We wtorek (g. 18.00) biało-czerwoni zagrają z Włochami. (PAP)








