Urodziła się w Sulechowie, wychowała w Klenicy i Kietrzu. Nazwy tych miejscowości mało co mówią przeciętnemu Polakowi, a co dopiero mieszkańcowi Europy czy innych kontynentów. Jak to możliwe, że córka wiejskich nauczycieli, polska pisarka, z dyplomem psychologii i doświadczeniem życia w różnych zakątkach Europy, stała się symbolem literackiej wyobraźni i narracyjnej odwagi, która zafascynowała czytelników na całym świecie? Jak to się stało, że właśnie ją twórcy z całego świata wybrali we wrześniu 2025 roku wiceprzewodniczącą PEN International?
Książki z podłogi
Dzieciństwo Olgi Tokarczuk upływało w klimacie książek, dyskusji i ciekawości wszystkiego, co ją otacza, a dom, w którym dorastała, często przypominał małą bibliotekę pełną opowieści z całego świata. „Książki były bardzo obecne w naszym domu. Od początku widziałam, jak moi rodzice dyskutują o książkach, czytają je, kupują i miałam dostęp do biblioteki” – wspomina Tokarczuk w jednym z wywiadów.
Jej mama, Wanda Słabowska, uczyła literatury i języka polskiego a ojciec, Józef Tokarczuk, miał w szkole zajęcia z folkloru oraz prowadził wiejski zespół i teatr. Zajmował się też szkolną bibliotekę, dzięki czemu mała Olga sięgała po książki, które dla wielu dzieci były niedostępne. „Półki z najciekawszymi książkami były zawsze nisko, blisko podłogi. To tam zaczęłam je intensywnie odkrywać i zdałam sobie sprawę, że czytanie jest jak wejście do innego świata” – wyznała.
Właśnie w szkolnej bibliotece przyszła noblistka rozpoczęła swoje literackie podróże. Najpierw sięgnęła po baśnie i opowieści. Jej ulubioną książką z tego okresu było „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza (nomen omen pierwszego polskiego noblisty w dziedzinie literatury). Z czasem zaczęła również czytać mitologie i naukowe teksty, które rozbudzały jej wyobraźnię i ciekawość świata. Tokarczuk często podkreśla, że jej wczesne lata spędzone wśród książek i naukowych encyklopedii ukształtowały nie tylko jej pasję do czytania, ale i sposób, w jaki spogląda na świat i ludzi: z otwartością, empatią i głębokim zainteresowaniem tym, co „pomiędzy wersami”.
Wspomnienia z dzieciństwa nie ograniczały się tylko do książek. Olga pamięta beztroskie chwile spędzone za wsią, w parku i lasach, które przebudzały w niej miłość do natury i obserwacji życia, a także budziły pytania o sens istnienia, które później często przewijały się w jej literackiej twórczości.
Psychologia po drodze
Po ukończeniu liceum ogólnokształcącego w Kietrzu Tokarczuk dostała się na Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Marzyła wtedy o pracy w szpitalu psychiatrycznym. W wywiadzie dla magazynu „Wysokie obcasy” tak wspomina ten czas: „To było bardzo wzniosłe i bardzo młodzieńcze, ale przecież studia wybiera się w wieku 17-18 lat. Fascynowało mnie wszystko, co peryferyjne, ekscentryczne, inne, wszelkie zaburzenia, choroby, każdy rodzaj kontestacji tzw. normy”.
Chociaż Tokarczuk była na studiach dziennych, żeby się utrzymać w stolicy – dorabiała. Pracowała jako garderobiana w teatrze, sprzedawała książki i bilety, była kelnerką, pokojówką, a nawet skręcała anteny do ekskluzywnych jachtów. Dodatkowo była wolontariuszką w szpitalu psychiatrycznym. „Dziś sądzę, że w ten sposób nieświadomie przygotowywałam się do pisania, bo co ja, dziewczynka z nauczycielskiego domu, z prowincjonalnego miasta, czytelniczka Stachury i Eliota, mogłam wiedzieć o życiu? Potrzebowałam prawdziwych doświadczeń” – mówiła we wspomnianym wywiadzie.
Po studiach pracowała jako psycholożka w poradni zdrowia psychicznego w Wałbrzychu, ale szybko zrozumiała, że tak naprawdę chce pisać. Zaczęła publikować w 1979 roku jako Natasza Borodin na łamach nieistniejącego już czasopisma „Na przełaj”.
W drodze po Nobla
Pod swoim nazwiskiem zadebiutowała w 1993 roku powieścią „Podróż ludzi Księgi”, za którą dostała nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Dwa lata później ukazała się kolejna: „E.E.”. Sukces przyniosła pisarce trzecia powieść, wydana w 1996 roku, zatytułowana „Prawiek i inne czasy”. Dostała za nią Paszport „Polityki”. Rok później Tokarczuk otrzymała za ten tytuł także prestiżową Nagrodę Fundacji im. Kościelskich.
Do najważniejszych jej prac należą książki: „Dom dzienny, dom nocny”, „Gra na wielu bębenkach”, „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, „Księgi Jakubowe” (Nagroda Literacka Nike), „Bieguni” (kolejna nagroda Nike i Międzynarodowa Nagroda Bookera”).
W 2019 roku była jedną z faworytek do Literackiej Nagrody Nobla. Gazeta „Sydsvenskan” określiła ja jako „pisarkę transgranicza i ważny demokratyczny głos we współczesnej Polsce”. Z kolei największy szwedzkojęzyczny dziennik w Finlandii „Hufvudstadsbladet” napisał wprost, że „przede wszystkim Polka Olga Tokarczuk powinna otrzymać Nobla”.
Mimo to, gdy 10 października 2019 roku okazało się, że faktycznie Polka otrzymała Literacką Nagrodę Nobla za rok 2018, świat literatury zatrzymał się na chwilę, by pochylić się nad prozą, która przekracza granice, epoki i oczekiwania czytelników. Szwedzka Akademia tak napisała w uzasadnieniu: „za narracyjną wyobraźnię, która z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic jako formę życia”.
Życie prywatne
Olga Tokarczuk rzadko wypowiada się na temat swojego życia prywatnego. Woli, by mówiły za nią jej książki. Wiadomo jednak, że ma młodszą siostrę, Tatianę. Fizycznie nie są zupełnie do siebie podobne, ale jak zdradziła kiedyś noblistka, są ze sobą bardzo związane.
Pierwszym mężem Olgi Tokarczuk był Roman Fingas, z którym stanęła na ślubnym kobiercu, mając 23 lata. Razem założyli wydawnictwo Ruta, a w 1986 roku przyszedł na świat ich syn, Zbyszek. Kilka miesięcy po jego urodzeniu Tokarczuk wróciła do pracy. Umożliwiło jej to wsparcie, które otrzymała zarówno od swojej rodziny, jak i rodziny męża. W wywiadzie dla miesięcznika „Twój styl” tak o tym opowiadała: „Bardzo jestem wdzięczna moim rodzicom, teściom i babci Agnieszce. Oboje z mężem dzięki ich pomocy mieliśmy czas na pracę. Intensywną. Pamiętam, że po godzinach spędzonych w szpitalu psychiatrycznym oboje angażowaliśmy się jeszcze w tworzenie sieci samopomocowej dla ludzi uzależnionych od alkoholu”. Niestety małżeństwo z Fingasem nie przetrwało. Rozstali się w latach 90.
Z czasem pisarka odnalazła szczęście u boku młodszego od niej o sześć Grzegorza Zygadło, który z wykształcenia jest filologiem. Poznali się na ceremonii wręczenia prestiżowych nagród. Zygadło zdradził w wywiadzie dla „Zwierciadła”, że to on zaczepił noblistkę. „Znałem książki Olgi z niemieckich przekładów (...) Można powiedzieć, że połączyła nas literatura, bo poznaliśmy się 12 lat temu na ceremonii wręczenia Angelusa, na drugiej edycji (…). Potem był bankiet, odważyłem się podejść do Olgi i zaczęliśmy rozmawiać (...). Byłem takim nie wiadomo kim. Pracowałem wtedy jako lektor języka niemieckiego, kręciłem się wokół kultury, literatury. Typowy inteligent” – wyznał w rozmowie z magazynem.
To on jest osobą, która jako pierwsza czyta to, co napisze Tokarczuk. Zapewnia, że nigdy jej nie oszczędza i zawsze szczerze mówi, co myśli. Uważa to za swój obowiązek. Dla niej zrezygnował z pracy i prowadzi wszystkie sprawy noblistki. Przy Zygadle Tokarczuk poczuła stabilizację i spokój. „Menedżerem mojego życia jest mój mąż, dzięki któremu czuję się bezpiecznie, ogrzana, zadbana i jakoś zorganizowana w tym wszystkim” – powiedziała w materiale dla telewizji TVN.
Obywatelka świata
Mieszkała w Wałbrzychu, w Londynie, na wsi w Kotlinie Kłodzkiej. Dziś mieszka we Wrocławiu naprzemiennie z Krajanowem w pobliżu Nowej Rudy. Zdaniem wielu jej czytelników ślady tych miejsc można znaleźć w twórczości Tokarczuk. Nigdy nie wyobrażała sobie życia w Warszawie, stolicę uważała za nieprzyjazną. Przyznaje, że dziś utrzymuje się z pisania, ale żeby tworzyć, potrzebuje odosobnienia.
Kiedy jest zmęczona po napisaniu książki, traci na pewien czas zdolność tworzenia. Zastanawia się wtedy, jak to możliwe, że jej książki mają po 300 stron, skoro ona w tym momencie nie potrafi sklecić zdania. Na szczęście potem się odblokowuje i pisze kolejne arcydzieło.
Małgorzata Matuszewska








