W głębi południowoafrykańskich kopalni pirofilitu, rzadkiego minerału na bazie krzemu, odkryto coś, co na pierwszy rzut oka wymyka się racjonalnym wyjaśnieniom: niewielkie, twarde, metaliczne kule wtopione w skałę liczącą ponad 3 miliardy lat. Znane dziś jako kule z Klerksdorp, pojawiły się w relacjach górników już w latach 30. XX wieku. Od tamtej pory regularnie wracają w publikacjach popularnonaukowych, filmach dokumentalnych i teoriach alternatywnych, zawsze z tym samym pytaniem: jak mogło powstać coś takiego tak dawno temu?
Dla zwolenników istnienia UFO i miłośników hipotez o bliskich kontaktach trzeciego stopnia „kosmiczne kule z Klerksdorp” nie są żadnym geologicznym dziwactwem. Widzą w nich fizyczny dowód istnienia zaawansowanej cywilizacji, która miała istnieć na Ziemi na długo przed pojawieniem się człowieka, albo dowód wizyt przybyszów z odległych zakątków kosmosu. Niezależnie od tego, czy uzna się je za naturalne osobliwości, czy artefakty niepasujące do epoki, kule z Klerksdorp prowokują jedno fundamentalne pytanie: jak mogły powstać tak precyzyjne obiekty i jak znalazły się w skale sprzed miliardów lat?
Tajemnica solidna jak skała
Wszystko zaczęło się od odkrycia przez południowoafrykańskich górników niewielkich, lecz niezwykłych obiektów tkwiących w złożach pirofilitu. Ich rozmiary wahają się od kilku milimetrów do nawet dziesięciu centymetrów. Część z nich jest prawie idealnie kulista, inne mają formę spłaszczonych dysków. Najbardziej instrugująca pozostaje jednak ich powierzchnia. Wiele kul pokrywają wyraźne, równoległe rowki i wypukłości, wyglądające jakby zostały starannie nacięte lub odlane, a nie ukształtowane przez powolne procesy geologiczne.
Linie te są regularne, równomiernie rozmieszczone i powtarzalne. Dla części badaczy i popularyzatorów nauki stały się czymś więcej niż tylko estetyczną ciekawostką. Zaczęły funkcjonować jako sugestywna wskazówka, że obiekty te mogą nie być w pełni naturalne. Właśnie te rowki najczęściej pojawiają się w publikacjach i zdjęciach krążących w Internecie, gdzie opisywane są jako „zbyt idealne”, by mogły być dziełem natury.
Naukowe podejście
Z perspektywy geologii sprawa wygląda jednak znacznie mniej sensacyjnie. Analizy wykazały, że kule z Klerksdorp składają się głównie z hematytu, czyli tlenku żelaza, a także krzemianu wapnia, miejscami z domieszkami getytu lub pirytu. Wszystko to jest osadzone w macierzystej skale pirofilitowej. Ich wewnętrzna struktura ujawnia radialne wzory rozchodzące się od centralnego punktu – cechą typową dla naturalnych skupisk mineralnych.
Zdaniem geologów rowki na powierzchni kul powstały w wyniku stopniowego narastania mineralnego na dnie pradawnych zbiorników wodnych. Różnice w ich kształcie, wielkości i składzie chemicznym odpowiadają znanym procesom zachodzącym w skałach osadowych. Wiek obiektów – szacowany na 2,8-3,1 miliarda lat – zgadza się z datowaniem warstw skalnych, w których zostały znalezione.
To racjonalne wyjaśnienie nie przekonuje jednak wszystkich. Dla sceptyków sam metaliczny połysk, wyraźne linie i niemal geometryczna regularność wystarczą, by uznać je za coś więcej niż „zwykłe” twory natury. Stąd też nieustanny powrót alternatywnych teorii: od artefaktów zagubionych w czasie po dowody istnienia cywilizacji sprzed znanej historii Ziemi.
Pojawiły się nawet historie, według których jedna z kul miała trafić do analizy w NASA. Rzekomo stwierdzono tam, że jej kształt jest zbyt idealny, by mógł powstać naturalnie, a produkcja była możliwa jedynie w warunkach zerowej grawitacji. Problem w tym, że nie istnieją żadne oficjalne dokumenty, raporty ani oświadczenia potwierdzające takie badania. Podobnie niepotwierdzona pozostaje opowieść o analizach prowadzonych w Kalifornijskim Instytucie Kosmicznym, gdzie – według nielicznych relacji – podważono twierdzenia o idealnej symetrii kul.
Brakujący rozdział
Najbardziej fantastyczne interpretacje wiążą kule z Klerksdorp z ideą zaginionych cywilizacji i pozaziemskich istot. W tej narracji obiekty te są reliktami po wysoko rozwiniętej kulturze, zajmującej się górnictwem lub przemysłem na długo przed pojawieniem się człowieka. Zwolennicy takich hipotez mówią o „brakującym rozdziale” historii Ziemi, który miał zostać wymazany przez globalne katastrofy: potopy, uderzenia meteorytów czy gwałtowne zmiany klimatu.
W tych opowieściach kule bywają interpretowane jako przedmioty ozdobne, elementy gier, ciężarki, prymitywna waluta, a nawet kosmiczne łożyska maszyn, nośniki danych lub broń nieznanego pochodzenia. Pojawiają się też twierdzenia, że emitują one szczególną energię, dzięki czemu mogą być wykorzystywane do medytacji, leczenia, a nawet jako swoiste perpetuum mobile.
Wszystkie te teorie rozbijają się jednak o jeden zasadniczy fakt: kule zostały znalezione w nienaruszonych warstwach skalnych sprzed około 3 miliardów lat – na długo przed pojawieniem się ludzi i jakichkolwiek istot człekopodobnych. Geologia nie pozostawia tu wielkiego pola do interpretacji.
Ostatecznie więc tajemnica kul z Klerksdorp wydaje się mniej kosmiczna, niż chcieliby jej entuzjaści. Ich niezwykłość polega nie na pozaziemskim pochodzeniu, lecz na tym, jak mylące potrafią być formy tworzone przez naturę. To geologiczne dzieła przypadku, chemii i czasu – tak stare, że aż prowokujące do snucia opowieści o kosmitach, zaginionych cywilizacjach i technologii sprzed miliardów lat.
Jacek Hilgier








