CIA „po cichu” prowadzi przygotowania do zapewnienia „stałej obecności USA w Wenezueli”, przygotowując również grunt pod ponowne otworzenia amerykańskiej ambasady. Zadaniem agentów będzie teraz zbudowanie relacji z przedstawicielami różnych formacji politycznych we władzach kraju oraz wśród przedstawicieli opozycji, a także zidentyfikowanie potencjalnych zagrożeń - relacjonuje CNN, cytując grupę rozmówców.
Amerykańska administracja wycofała swoich dyplomatów z Caracas w 2019 roku i zawiesiła działalność ambasady.
Priorytetem dla agentów CIA będzie „utworzenie kanałów komunikacji z wenezuelskimi służbami wywiadowczymi, co pozwoli na odbywanie rozmów, których nie mogą przeprowadzić dyplomaci” - twierdzi źródło CNN.
Dyrektor CIA John Ratcliffe spotkał się w pierwszej połowie stycznia w Caracas z następczynią wenezuelskiego przywódcy Nicolasa Maduro, Delcy Rodriguez oraz dowódcami wojskowymi; była to pierwsza wizyta wysokiej rangi wysłannika Waszyngtonu od czasu pojmania Maduro przez siły USA.
Jednym z komunikatów, jakie Ratcliffe miał przekazać władzom Wenezueli, miało być ostrzeżenie, że kraj ten nie może już być bezpieczna kryjówką dla wrogów USA - przekazuje CNN.
Wyjaśnia też, powołując się na swych rozmówców, że to analiza przedstawiona przez CIA, która miała swych agentów w Wenezueli przed operacją pojmania Maduro, stała za decyzją Białego Domu, by pozostawić u władzy przedstawicieli reżimu, włącznie z następczynią Maduro, Delcy Rodriguez.
Trump powiedział w połowie stycznia, że zdecydował się na współpracę z przedstawicielami reżimu w Caracas, a nie na oddanie władzy wenezuelskiej opozycji, ponieważ wyciągnął wnioski z obalenia przez USA reżimu Saddama Husajna w Iraku w 2003 r. Odpowiedział w ten sposób na pytanie, dlaczego postawił na Rodriguez, a nie na liderkę opozycji i laureatkę pokojowego Nobla Marię Corinę Machado, cieszącą się poparciem Wenezuelczyków. (PAP)








