Współczesne samochody coraz częściej przypominają salony technologiczne na kółkach. Centralnym punktem kokpitu jest duży, błyszczący ekran dotykowy – niegdyś luksus, dziś standard w niemal każdym nowym aucie. Dotykowe panele wyparły tradycyjne przełączniki, pokrętła i przyciski. Na pierwszy rzut oka to zmiana, która wydaje się krokiem w przyszłość: mniej elementów mechanicznych, bardziej „smartfonowe” doświadczenie i niemal nieograniczone możliwości konfiguracji. Za elegancją interfejsów kryje się jednak cichy wróg bezpieczeństwa, systematycznie odciągający wzrok kierowcy tam, gdzie nie powinien on trafiać – na ekran, zamiast na sytuację na drodze.
Obsługa bezwzrokowa
Rozproszenie uwagi nie oznacza jedynie krótkiego spojrzenia w bok. To sekundy i ułamki sekund, które w ruchu drogowym decydują o życiu i śmierci. Oderwanie wzroku od jezdni nawet na moment może mieć katastrofalne skutki, zwłaszcza przy dużym natężeniu ruchu lub zmiennych warunkach pogodowych. Badania nad zachowaniami kierowców pokazują, że wykonywanie jakichkolwiek czynności wymagających spojrzenia na ekran wydłuża czas reakcji i obniża zdolność przewidywania sytuacji na drodze. W niektórych testach wykazano, że głębokie zaangażowanie uwagi w obsługę ekranu dotykowego skutkuje opóźnieniami reakcji większymi niż przy prowadzeniu pojazdu pod wpływem alkoholu.
W starszych konstrukcjach samochodów nawet bardziej złożone czynności – jak regulacja temperatury, zmiana stacji radiowej czy ustawienie nawiewu – mogły być wykonywane niemal bezwzrokowo. Na pamięć można było poprowadzić palce do odpowiedniego pokrętła lub przełącznika, a uwaga pozostawała skupiona na jezdni. W nowoczesnych pojazdach ta intuicyjność w dużej mierze zniknęła. Każdy gest na ekranie wymaga spojrzenia, koncentracji i nierzadko kilku prób trafienia w odpowiednią ikonę, co dodatkowo potęguje rozkojarzenie kierowcy.
Jazda „na oślep”
W warunkach miejskich problem ten staje się szczególnie wyraźny. Zmiana ustawień np. klimatyzacji, dziś często oznacza konieczność przeglądania menu, przewijania opcji i precyzyjnego celowania palcem w niewielkie pola na ekranie. Europejskie badania pokazują, że wykonanie tak prostej czynności może zająć nawet kilkanaście sekund, licząc czas oderwania wzroku od drogi i skupienia na interfejsie. W tym czasie samochód potrafi przejechać kilkadziesiąt metrów bez realnej kontroli sytuacji przed maską, szczególnie przy prędkościach typowych dla ruchu miejskiego.
Nie są to różnice marginalne. Nawet dwusekundowe odwrócenie wzroku na ekran może podwoić ryzyko kolizji. W świecie projektowanym tak, by przyciągać uwagę kolorami, animacjami i powiadomieniami, zagrożenie narasta szybciej, niż kierowca jest w stanie je racjonalnie ocenić.
Najpoważniejsze badania ostatnich lat, prowadzone m.in. przez uczelnie i instytuty badawcze w USA oraz Europie, przynoszą jednoznaczne wnioski. Testy z użyciem zaawansowanych symulatorów jazdy pokazują, że interakcja z ekranem pogarsza zarówno precyzję prowadzenia pojazdu, jak i skuteczność samej obsługi systemu. Kierowcy są jednocześnie gorsi w jeździe i mniej dokładni w korzystaniu z interfejsu, co prowadzi do podwójnego obniżenia bezpieczeństwa.
Na te sygnały zareagowały organizacje zajmujące się bezpieczeństwem ruchu drogowego. Euro NCAP – kluczowa europejska instytucja oceniająca bezpieczeństwo samochodów – zapowiedziała, że od 2026 roku pojazdy nadmiernie polegające na interfejsach dotykowych otrzymają niższe noty, jeśli nie przywrócą fizycznych przycisków dla funkcji krytycznych, takich jak kierunkowskazy, światła awaryjne czy wycieraczki.
Technologia kontra zdrowy rozsądek
Źródła problemu nie tkwią wyłącznie w samej technologii, lecz także w kulturze projektowania. Minimalistyczne wnętrza i duże ekrany są dziś postrzegane jako synonim luksusu i nowoczesności. Mają przyciągać uwagę kupujących i wpisywać się w estetykę świata smartfonów. To jednak, co sprawdza się w statycznym środowisku domu czy biura, nie zawsze nadaje się do dynamicznej i nieprzewidywalnej przestrzeni ruchu drogowego, gdzie kluczowe znaczenie mają: refleks, doświadczenie i zdolność natychmiastowej reakcji.
Coraz więcej ekspertów podkreśla, że przyszłość motoryzacji powinna opierać się na rozsądnym połączeniu przeszłości i nowoczesności: fizycznych przełączników tam, gdzie decyduje bezpieczeństwo, oraz ekranów tam, gdzie nie odciągają one uwagi kierowcy. Takie podejście pozwala zachować intuicyjną obsługę, nie rezygnując z cyfrowych udogodnień i nie odciągając niepotrzebnie uwagi kierowcy.
Odpowiedzialność spoczywa jednak nie tylko na producentach. Sami kierowcy muszą mieć świadomość, że elegancki ekran nie jest neutralnym gadżetem, lecz potencjalnym źródłem zagrożenia, jeśli używany jest w trakcie jazdy. Ograniczenie interakcji, ustawianie funkcji przed ruszeniem w trasę oraz korzystanie z systemów głosowych wyłącznie tam, gdzie rzeczywiście działają skutecznie, pozostają najprostszymi sposobami minimalizowania ryzyka.
Historia motoryzacji to droga od prostoty do technologicznej finezji. Dotykowe ekrany miały być symbolem postępu, lecz coraz częściej okazuje się, że postęp pozbawiony rozwagi może działać przeciwko bezpieczeństwu. Kierowca XXI wieku funkcjonuje dziś pomiędzy technologiczną fascynacją a twardymi ograniczeniami ludzkiej percepcji.
Dziś, gdy nowe rozwiązania pojawiają się szybciej, niż można je rzetelnie ocenić, powrót do fizycznych przycisków i wyczuwalnych mechanizmów sterowania przestaje być sentymentem. Staje się świadomym wyborem, w którym bezpieczeństwo znów zajmuje miejsce nadrzędne wobec estetyki i marketingowej atrakcyjności.
Jacek Hilgier








