To ona stworzyła tkaninę artystyczną nazwaną od jej nazwiska abakanem. Jej wystawy wciąż przyciągają tłumy, a prace biją rekordy na aukcjach dzieł sztuki. W 2021 roku abakan zatytułowany „Tłum III” został sprzedany za ponad 3,5 miliona USD. Rzeźby Polki były pokazywane w największych muzeach, m.in. w Tate Modern w Londynie, w Centre Pompidou w Paryżu i oczywiście w Chicago, które miało specjalne miejsce w sercu artystki.
Jednak córka
Miała być chłopcem, a była jedyną córką, przez co całe życie zmagała się z odrzuceniem. Urodziła się 20 czerwca 1930 roku w podwarszawskich Falentach jako córka szlachcianki Heleny Domaszewskiej i Konstantego Abakanowicza, pochodzącego z tatarskiej rodziny. Artystka twierdziła, że jej pra-pra-przodkiem był sam Czyngis-chan.
Dzieciństwo spędziła w Krępie koło Sobolewa. Tam rodzinę Abakanowiczów zastał wybuch II wojny światowej. Kiedy latem 1944 roku zbliżała się tam armia radziecka, wyjechali do Warszawy a potem na Wybrzeże. Dopiero w Gdańsku Magdalena poszła do szkoły, a miała już 14 lat.
Była świetnie zapowiadającą się lekkoatletką, której specjalnością był bieg przez płotki i sprint. Zdobyła nawet złoty medal w sztafecie na Mistrzostwach Polski w 1947 roku. Ona jednak, już uczennica Liceum Plastycznego, wiedziała, że jej przeznaczeniem jest rzeźba.
Niestety wówczas nikt na jej talencie się nie poznał, a rzeźba, która powstała na egzaminie wstępnym do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Sopocie, została surowo oceniona. Magdalena usłyszała, że „nie ma wyczucia formy”, więc zajęła się malarstwem. Potem przeniosła się do warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Abakany
Jej pierwsza indywidualna wystawa miała miejsce w stołecznej Kordegardzie. Pokazała tam swoje obrazy olejne i malarstwo na tkaninie. Zaledwie dwa lata później reprezentowała Polskę na Pierwszym Międzynarodowym Biennale Tkaniny w Lozannie. Wielkie przestrzenne rzeźby z tkaniny Abakanowicz wywarły ogromne wrażenie na zwiedzających.
Przełomowym wydarzeniem w karierze artystki był udział w VIII Biennale w brazylijskim Sao Paulo w 1965 roku. Na tę okazję stworzyła pięć wielkoformatowych tkanin ściennych, nazwanych właśnie abakanami. Nagrodzono je złotym medalem w dziedzinie sztuk stosowanych. Prof. Anna Goebel, artystka i wieloletnia asystentka Abakanowicz, w jednym z wywiadów dla Polskiej Agencji Prasowej powiedziała: „Abakany zrewolucjonizowały medium tkaniny i otworzyły artystce drzwi do świata sztuki – do znaczących galerii i muzeów na wszystkich kontynentach”.
Kiedy Magdalena tworzyła – znikała dla świata. Potem śmiała się, że myślano, iż wyemigrowała, a ona po prostu pracowała. „Choć mam pracownie w różnych miastach, dużo podróżuję, zawsze szczycę się polskim obywatelstwem. To jest przynależność: mam obowiązek dawać znać, że mój kraj istnieje. Zależy mi, żeby Polska nie była na marginesie świata” – mówiła dziennikarce „Rzeczpospolitej”.
Do śmierci mieszkała w Warszawie, ale była też związana z Poznaniem. W wieku 35 lat zaczęła prowadzić tam zajęcia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (obecnie Uniwersytet Artystyczny im. Magdaleny Abakanowicz). W latach 70. otrzymała tytuł profesorski.
Artystka totalna
Abakanowicz była artystką totalną. Interesowała się nie tylko malarstwem i rzeźbą, ale też tańcem i architekturą. Uważana jest nawet za prekursorkę architektury arborealnej. W 1990 roku paryski Urząd dla Rozwoju La Defense ogłosił konkurs na opracowanie planu dzielnicy mającej stać się przedłużeniem osi stolicy Francji w kierunku zachodnim. Do udziału zaproszono ponad 90 międzynarodowych zespołów urbanistów oraz 22 cenionych artystów plastyków, w tym Abakanowicz. Polka zaproponowała nowatorską koncepcję stworzenia idealnej, ekologicznej dzielnicy, która składałaby się z kilkudziesięciu budynków o wysokości ok. 25 pięter i średnicy od 20 do 40 metrów. Miały mieć organiczne kształty, nawiązujące do drzew, a od dołu do góry pokrywać je miała pnąca roślinność, wyrastająca na różnych poziomach fasady. Na szczytach znalazłyby się tereny rekreacyjne, baseny oraz urządzenia do przetwarzania energii słonecznej oraz energii wiatru. Wizjonerska koncepcja „Architektury Arborealnej”, jak nazwała projekt artystka, nie została wcielona w życie ze względów finansowych. „Drzewa-domy” zostały jednak rozpowszechnione na licznych wystawach, między innymi w Nowym Jorku, Rio de Janeiro i Seulu.
Mało kto wie, że artystka miała w swojej karierze również epizod choreograficzny. W latach 90. mieszkańcy Hiroszimy poprosili Abakanowicz o upamiętnienie ofiar wybuchu wojny jądrowej. Polka stworzyła grupę czterdziestu postaci z brązu. Zainspirowały one dyrektorkę awangardowej grupy baletowej z Tokio do stworzenia tanecznego widowiska. Nagranie trafiło do rzeźbiarki, która zaproponowała grupie baletowej współpracę. „Akiko Motofuji, wielka artystka, zgodziła się wykonać tańce w mojej choreografii. Rysowałam jej każdy ruch i kostiumy (…) Na festiwalu tańca w Tokio powtórzono moje tańce. Podobały się japońskiej publiczności” – opowiadała artystka polskim dziennikarzom. W lipcu 1995 roku zatańczono je w Hiroszimie na rocznicę wybuchu bomby.
Chicagowska Agora
Wyjątkowe miejsce na jej osobistej mapie świata zajmowało Chicago. To właśnie tu w Grant Parku w 2006 roku stanęła jej instalacja „Agora”: 106 bezgłowych, żeliwnych rzeźb o wysokości 285 cm i wadze 600 kilogramów każda. Pozbawienie postaci głów podkreśla anonimowość współczesnego człowieka w społeczeństwie, ale też uniwersalność i możliwość przypisania im dowolnych emocji przez widza. Monumentalne figury na stałe wpisały się w pejzaż miasta, stając się jedną z jego wizytówek, podobnie jak Cloud Gate.
„Agora” stała się też największą realizacją Abakanowicz w USA i symbolem jej światowej sławy, która rozkwitła w Ameryce, oferując artystce unikalne szanse i docenienie jej przełomowej sztuki. Stany Zjednoczone zawsze były dla niej drugim domem. Krajem, do którego wracała, bo oferowało jej to, czego najbardziej potrzebowała: wolność, anonimowość i brak konieczności wyjaśnień.
W trójkącie
Abakanowicz była atrakcyjną kobietą. Urodę zawdzięczała słowiańsko-tatarskim korzeniom. Poza tym, jak pisze Paweł Kowal, autor jej biografii „Trauma i sława”, Magdalena „z domu wyniosła towarzyskie odruchy, umiejętność podtrzymywania więzi, prowadzenia efektywnej korespondencji, wymieniania uprzejmości”.
W październiku 1956 roku wyszła za mąż za inżyniera Jana Kosmowskiego. Poznali się dwa lata wcześniej podczas jednej z wypraw narciarskich w polskich Tatrach. Początkowo mieszkali w 13-metrowej kawalerce na Saskiej Kępie, ale szybko przenieśli się do niewiele większego mieszkania przy Alei Stanów Zjednoczonych. Gdy obok wybudowano Trasę Łazienkowską, mieszkanie zrobiło się głośne, ale artystka miała już wyćwiczone odcięcie się od świata i robienie swoich rzeczy. Po latach dostała mieszkanie i pracownię na warszawskiej Starówce przy Brzozowej 1.
Szesnaście lat po ślubie podczas spotkania w polskiej ambasadzie w Londynie artystka poznała ówczesnego ambasadora, Artura Starewicza. Wpadł jej w oko. W swoim dzienniku zapisała: „bystry, inteligentny, zna dobrze angielski, zabawia wszystkich zebranych”. Mimo że Starewicz był żonaty i należał do komunistycznego establishmentu – został kochankiem Abakanowicz.
Razem do końca
Biograf artystki uważa jednak, że ambasador był kimś więcej. W książce pisze: „Nie nazywam Starewicza kochankiem, bo ich nie łączyły tajne schadzki miłosne – ta kwestia nie jest przedmiotem moich dociekań. On był przez wiele lat, a nawet dekad partnerem Magdaleny Abakanowicz i ci, którzy ich znali, o tym wiedzieli, z Janem Kosmowskim włącznie. Obaj wspierali artystkę w jej karierze, obaj jeździli z nią na wakacje”.
Co ciekawe, żadne z nich nie rozwiodło się ze swoim współmałżonkiem, a prywatnie Abakanowicz prowadziła bardzo tradycyjny, wręcz konserwatywny dom. Podobno jedyne, czego żałowała, to brak potomstwa. Nigdy jednak nie zdradziła, czy był to jej wybór, czy po prostu nie mogła zostać matką.
Pierwszy, w 2014 roku, zmarł Starewicz. Wkrótce potem Abakanowicz zachorowała na alzheimera. Zmarła 20 kwietnia 2017 roku. Trzy lata później odszedł Jan Kosmowski. Nie mogli bez siebie długo żyć.
Małgorzata Matuszewska








