Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Wymazany z historii

W sierpniu 1972 roku na pierwszej stronie działu kulturalnego „The New York Timesa” ukazał się artykuł zatytułowany „Czas przerwać milczenie na temat Paula Robesona?”. Ten legendarny bas-baryton spędził pierwszą połowę XX wieku jako jeden z największych talentów, jakie wydały Stany Zjednoczone, a drugą – zarówno za życia, jak i po śmierci – jako wyrzutek i jedna z największych ofiar antykomunistycznej histerii ery senatora Josepha McCarthy’ego.
Wymazany z historii
Paul Robeson

Autor: Wikipedia

W styczniu minęło 50 lat od śmierci Robesona, a milczenie na jego temat wciąż trwa. Wymazanie go z historii kultury afroamerykańskiej pokazuje, że to, czego nie zdołali mu odebra

przeciwnicy polityczni, skutecznie odebrał mu czas. Odłączenie Robesona od kulturowej pamięci było tak pełne, że przez pół wieku od jego śmierci kolejne pokolenia czarnoskórych Amerykanów dorastały, nigdy nawet nie słysząc jego nazwiska.

 

Niezwykły telent

Jego talent był absolutnie wyjątkowy. Paul Robeson w 1943 roku zintegrował Broadway, stając się pierwszym czarnoskórym mężczyzną, który zagrał Otella w Stanach Zjednoczonych. Wcześniejsze inscenizacje zazdrosnego Maura Szekspira obsadzały białych aktorów w czarnym makijażu, a 296 przedstawień „Otella” z udziałem Robesona do dziś pozostaje rekordem Broadwayu dla dzieła Szekspira. Dwukrotny zdobywca tytułu All-American na Uniwersytecie Rutgersa, był jednym z najlepszych futbolistów akademickich swojej epoki. Ukończył prawo na Uniwersytecie Columbia, a zanim stał się światowej sławy śpiewakiem koncertowym oraz aktorem teatralnym i filmowym, przez dwa lata grał nawet na pozycji defensywnego skrzydłowego w National Football League. 

Dziedzictwo Robesona zainspirowało imponującą plejadę czarnoskórych artystów scenicznych – od Lena Horne’a po Harry’ego Belafonte, po Jamesa Earla Jonesa, Andre Braughera, Keitha Davida i Denzela Washingtona. W szczytowym momencie swojej kariery Paul Robeson był najsłynniejszym czarnoskórym Amerykaninem na świecie.

 

„Najniebezpieczniejszy człowiek w Ameryce”

Jednak za odmowę potępienia ZSRR w obliczu narastających napięć zimnej wojny Paul Robeson został stopniowo odizolowany – nie tylko przez biały mainstream, lecz także przez wpływowe filary czarnego establishmentu, takie jak NAACP, Urban League oraz wielu czołowych czarnoskórych polityków i działaczy kultury. Wszyscy oni obawiali się, że w atmosferze narastającego konserwatyzmu i antykomunistycznej histerii sami zostaną oskarżeni o sympatie komunistyczne. 

Kierując się – jak sam to określał – poczuciem odpowiedzialności za udowodnienie lojalności czarnoskórych Amerykanów wobec państwa, Jackie Robinson, gwiazda Brooklyn Dodgers, który zaledwie dwa lata wcześniej przełamał bariery rasowe w zawodowej lidze bejsbolowej, został w 1949 roku okrzyknięty bohaterem narodowym za złożenie zeznań przeciwko Paulowi Robesonowi przed Komisją Izby Reprezentantów ds. Działalności Antyamerykańskiej. Po wystąpieniu Robinsona doszło do dwóch brutalnych zamieszek podczas protestów przeciwko koncertom Robesona w Peekskill w stanie Nowy Jork. Skumulowana presja opinii publicznej i rządu federalnego skutecznie zniszczyła jego wizerunek jako ikony. Nazwisko Robesona usunięto z rekordów i podręczników historii – nawet tych publikowanych przez Uniwersytet Rutgersa, uczelnię, którą rozsławił. 

Określany mianem „najniebezpieczniejszego człowieka w Ameryce”, Robeson przez niemal dekadę pozostawał bez paszportu, którego odmawiału mu Departament Stanu. Dopiero orzeczenie Sądu Najwyższego przesądziło, że pozbawianie obywatela prawa do podróżowania ze względu na jego poglądy polityczne jest niezgodne z konstytucją.

Zeznania Robinsona i ich konsekwencje dla Robesona przywołują dziś niepokojące analogie z brutalną współczesną polityką, w której samo pojęcie obywatelstwa wielu Amerykanów bywa kwestionowane i podważane. Rozczarowani czarnoskórzy Amerykanie debatują, czy ponowny wybór Donalda Trumpa – wraz z jego późniejszymi atakami na inicjatywy na rzecz różnorodności oraz rasistowską retoryką części administracji – stanowi wystarczający powód do zdystansowania się od państwa. Tym bardziej że jednym z najlepiej widocznych skutków obecnej rzeczywistości stało się narastające wrogie nastawienie wobec nauczania historii i literatury czarnoskórych w szkołach publicznych. 

 

Gorzkie poczucie zdrady

Robinson nigdy nie uwolnił się od roli, jaką odegrał w upadku Robesona – i sam z czasem doświadczył gorzkiego poczucia zdrady. Lata później, w szczytowym okresie wojny w Wietnamie, 4 lipca 1969 roku „The Times” opublikował na pierwszej stronie artykuł o Amerykanach żyjących w innym, podzielonym czasie i zwrócił się do Robinsona, ugruntowanego bohatera Ameryki, o jego refleksje. Jackie Robinson był wówczas człowiekiem głęboko rozczarowanym: brakiem realnych postępów w walce z dyskryminacją rasową w bejsbolu, coraz bardziej konserwatywną Partią Republikańską, której narastająca wrogość wobec praw obywatelskich nim wstrząsnęła i ostatecznie zerwała jego lojalność, oraz tą samą atmosferą polityczną, która dwadzieścia lat wcześniej skłoniła go do zeznawania przeciwko Robesonowi. 

Weteran wojenny i gwiazda sportu, powiedział wówczas dziennikarzom: „Nie wywiesiłbym flagi na 4 lipca ani żadnego innego dnia. Kiedy widzę samochód z przyklejoną flagą, myślę, że facet za kierownicą nie jest moim przyjacielem”.

Izolacja Robesona przywodzi na myśl niemal całkowite zniknięcie innej czarnoskórej ikony. Chociaż przez całe życie publiczne, a także przez pierwsze ćwierć wieku po śmierci, Malcolm X uchodził za wroga białego establishmentu, nowe pokolenie czarnoskórych artystów, na czele ze Spike’em Lee, przywróciło go czarnoskórej społeczności. Tam pozostaje dziś postacią chronioną i otoczoną szacunkiem, żywą i ponadczasową. Pół wieku po śmierci Paul Robeson wciąż jednak czeka na swoje odrodzenie.

Wśród licznych wspomnień poświęconych Robesonowi jeden list do redakcji szczególnie się wyróżniał – jako gorzkie oskarżenie społeczeństwa, które dopiero po czasie, zbyt późno, pojęło prawdziwy wymiar tej postaci. Autor pisał: „Nie wspominano o nim w podręcznikach historii, jak o Nathanie Hale’u. Nie przywoływano go w transmisjach meczów futbolowych, jak Reda Grange’a. Nie pojawiał się w recenzjach teatralnych, jak John Barrymore. Nie wspominano o nim w omówieniach operowych, jak o Enrico Caruso. Człowiek, o którym nigdy nie mówiono, mimo że naprawdę wyróżniał się nie w jednej z tych dziedzin, lecz we wszystkich”. 

Andrzej Malak


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama