Autor artykułu, pisarz Tom Nichols był zrazem - na zlecenie Instytutu Technologii Sił Powietrznych USA - autorem programu wykładów na Uniwersytecie Harvarda i Szkoły Nuklearnej Sił Powietrznych w Nowym Meksyku, w którym uczestniczą amerykańscy wojskowi i pracownicy resortu obrony.
Hegseth oskarżył Harvard o to, że wypuszcza wojskowych absolwentów „z głowami pełnymi globalizmu i innych radykalnych ideologii”, toteż Pentagon zerwie wszelkie związki z uniwersytetem.
Brzmi to tak, jakby „studenci leżeli pod drzewami w ogrodzie Harvardu, otrzymując instrukcje na temat teorii marksizmu od chińskiej Czerwonej Gwardii” - pisze Nichols.
Szef Pentagonu oznajmił też, że „zbyt długo (...) jego resort wysyłał najlepszych i najbardziej inteligentnych oficerów do Harvardu, licząc na to, że uniwersytet lepiej zrozumie i bardziej doceni naszą klasę wojowników”.
To nie dlatego armia wysyła ludzi na uczelnie. Nie idą na Harvard, by ich rozumiano, idą tam, by „lepiej rozumieć złożoność świata w którym żyją, rozwinąć możliwości intelektualne” - podkreśla autor.
Hegseth ponownie dowiódł, że nie jest w stanie pełnić swej funkcji, ponieważ zdaje się nie rozumieć, że gdy wykształceni oficerowie staną się wysokiej rangi dowódcami sił zbrojnych USA „to to, czego nauczyli się na najlepszym uniwersytecie, albo wysokiej rangi uczelni wojskowej, będzie o wiele ważniejsze niż to, ile pompek robili 20 lat wcześniej” - konkluduje.
Nichols nawiązał do przemówienia Hegsetha do kilkuset amerykańskich generałów, w którym zapowiedział testy sprawności i sprawdzanie wagi, a także oznajmił, że nie chce, by jego „syn służył u boku grubych żołnierzy”. - Rozwiązujemy ręce naszym żołnierzom, aby mogli zastraszać, demoralizować i zabijać wrogów naszego kraju. Koniec z poprawnymi politycznie zasadami walki - stwierdził wówczas szef resortu obrony. (PAP)








