W środę, 11 lutego sędzia powiatu Cook Steven Watkins orzekł, że prokuraturze nie udało się udowodnić ponad wszelką możliwość, że w 2021 r. Everardo Olmos zabił 28-letniego Jakuba Marchewkę z premedytacją, co kwalifikowałoby czyn jako morderstwo pierwszego stopnia.
„To Pan Marchewka był agresorem” – powiedział sędzia, odnosząc się do faktu, że to Polak zatrzymał samochód, w który Olmos rzucił monety, wysiadł z pojazdu i rzucił się na mężczyznę. Sędzia uznał, że obrona Olmosa skutecznie udowodniła, że jego klient działał w obronie własnej.
Do zabójstwa doszło w Niedzielę Wielkanocną, 4 kwietnia 2021 r. na parkingu przed Max’s Food & Liquor przy 3550 N. Austin Ave. w Chicago. Marchewka został śmiertelnie postrzelony podczas bójki poprzedzonej konfrontacją w sklepie monopolowym. Konflikt miał rozpocząć się od draśnięcia przez Marchewkę drzwi samochodu Olmosa podczas wychodzenia z auta.
Przed ogłoszeniem werdyktu sędzia Watkins jeszcze raz streścił wydarzenia z feralnego dnia. Gdy doszedł do kluczowego momentu – zatrzymania przez Polaka samochodu, podkreślił, że „nic nie powstrzymywało pana Marchewki przed odjechaniem z parkingu”. Zatrzymując samochód i atakując Olmosa, to on stał się napastnikiem – uznał sędzia. Dalej analizował, czy użycie siły przez Olmosa było uzasadnione. „Pan Marchewka powalił go na ziemię i dusił” – mówił sędzia – „w związku z czym zaistniało niebezpieczeństwo uzasadniające użycie siły”.
Asystent prokuratora stanowego Meredith Rudolfi odmówiła komentarza na temat werdyktu, odsyłając nas do biura prasowego prokuratury stanowej. Obrońca Olmosa, prywatny adwokat Steven Goldman, potwierdził, że Olmos wyjdzie na wolność w środę wieczorem, a całą sprawę nazwał „po prostu niekorzystnymi (dla prokuratury – red.) faktami”.
W czwartek, 12 lutego, nazwiska Olmosa nie było już w bazie więźniów Cook County Jail.
Na sali sądowej obecna była siostra zabitego Polaka, Magdalena Cisinski. Po werdykcie sędziego pośpiesznie i w emocjach opuściła salę sądową. Przyjaciele zabitego Jakuba, Hubert Rudnicki i Tomasz Słomiana, po werdykcie, na korytarzu, nie kryli swojego wzburzenia i łez.
– Jak to możliwe?! To teraz można ot tak nosić broń i zabijać ludzi na ulicy?! – mówili z niedowierzaniem.
Kto był agresorem?
Proces przed sędzią (bench trial) toczył się od września ub. r. w sądzie powiatu Cook przy 26th Street i California. Ten rodzaj procesu, z pominięciem ławy przysięgłych, z reguły wybierany jest przez oskarżonych, gdy ich sprawa ma zawiłości prawne i wierzą, że sam sędzia rozstrzygnie ją dla nich bardziej korzystnie niż 12-osobowa ława przysięgłych.
Zaprezentowany materiał dowodowy opierał się na licznych nagraniach wideo ze sklepowych kamer w centrum handlowym, gdzie doszło do zdarzenia. Nagrania te były wielokrotnie odtwarzane przed sędzią i zeznającymi świadkami, i szczegółowo analizowane – minuta po minucie – przez prokuraturę oraz obronę.
W procesie zeznawało pięciu świadków prokuratury: siostra zabitego Polaka, klient, który był w sklepie, gdy doszło do konfrontacji, policjantka, która przybyła na miejsce zdarzenia, detektyw przydzielony do sprawy i policyjny technik kryminalistyki. Ze strony obrony zeznawała partnerka Olmosa, Thalia Cervantes, która była z nim w dniu zabójstwa, taksówkarz, którego Jakub Marchewka miał zaatakować w 2015 roku oraz sam oskarżony, Everardo Olmos. Wezwanie oskarżonego na świadka jest ryzykownym posunięciem, ale może mieć kluczowe znaczenie w sprawach dotyczących obrony własnej. W tym przypadku okazało się korzystne dla obrony.
W mowach końcowych, wygłoszonych 6 stycznia, asystent prokuratora stanowego Meredith Rudolfi jeszcze raz przekonywała sędziego, że to oskarżony był agresorem i podważała argumenty na rzekomą samoobronę. Podkreślała, że to Olmos pierwszy pobiegł za odjeżdżającym samochodem Marchewki i rzucił przedmioty w jego stronę. Zaznaczała, że gdy Polak wyszedł z pojazdu, nie był uzbrojony, podczas gdy jego morderca od początku miał przy sobie broń. Wskazała też, że Marchewka miał prawo odpierać atak agresora.
Innego zdania był obrońca oskarżonego, prywatny adwokat Steven Goldman. W swojej mowie końcowej podkreślał, że choć jego klient od początku miał przy sobie broń, to nie użył jej aż do momentu, gdy Marchewka zatrzymał samochód i napadł na niego. To Polak pierwszy rzucił się na jego klienta, uderzając jego głową w beton – przekonywał. Czy rzucenie drobnych monet w stronę samochodu ofiary usprawiedliwia taką agresję? – pytał retorycznie obrońca. Przypomniał przy tym, że Marchewka był pod wpływem alkoholu i kokainy.
Co wydarzyło się naprawdę
W trakcie procesu odtworzono nagrania z kilku kamer ustawionych pod różnymi kątami. Wyłania się z nich dość jasny obraz wydarzeń, które rozegrały się tragicznego dnia po 4:20 p.m. Na parkingu przed sklepem monopolowym pierwszy zaparkował Olmos. Wyszedł z ciemnej osobówki i wszedł do sklepu. Po prawej stronie parkuje jasne SUV Marchewki. Jakub szeroko otwiera drzwi kierowcy, wychodzi z auta i również wchodzi do sklepu. Kolejne samochody parkują, a klienci wchodzą i wychodzą ze sklepu.
W sklepie Olmos i Marchewka przechadzają się między półkami i lodówkami z alkoholem. Obaj są w czarnych t-shirtach. Olmos bierze sześciopak piwa, stawia przy kasie i wraca do lodówek. Do kasy podchodzi Marchewka z dużą butelką Coca-Coli. W pewnym momencie mężczyźni spotykają się przy kasie. Choć zapisy z kamer pozbawione są dźwięku, język ciała i gesty wskazują na agresję obu mężczyzn. Olmos parę razy odchodzi w stronę półek, lecz gwałtownie powraca i kontynuuje konfrontację.
Marchewka wychodzi ze sklepu z zakupem, idzie w stronę swojego samochodu i siada za kierownicą. Olmos kontynuuje zakup, choć wychodzi na chwilę w stronę auta i zawraca do kasy. Gdy Marchewka wycofuje auto na parkingu, Olmos przy kasie odbiera telefon. Następnie wybiega z lokalu, zamachuje się, jakby rzucał czymś w stronę odjeżdżającego SUV Marchewki.
Jakub Marchewka był już blisko wyjazdu na ulicę, gdy zatrzymał auto, wyszedł z niego, podszedł do Olmosa i powalił go na ziemię. Na nagraniach widać, jak wymierza Olmosowi ciosy. Szarpanina trwa zaledwie parę sekund, gdy Olmos uzyskuje przewagę i Marchewka znajduje się pod nim, widać szybki ruch lub cios Olmosa i nagle Polak nieruchomieje. Z pojazdu Olmosa wychodzi dziewczyna. Olmos dobiega do samochodu, oboje szybko wsiadają i odjeżdżają.
Do leżącego na parkingu Jakuba podchodzi ojciec, który był w samochodzie na miejscu pasażera. Zagląda pod jego koszulkę, klepie po policzku, naciska coś w telefonie. W sklepie kasjer wciąga do środka klientów nagrywających scenę telefonami i blokuje drzwi. Ojciec na chwilę oddala się od syna, po czym wraca, bezradnie krążąc wokół niego. Ręka Jakuba jeszcze się rusza. Jakaś kobieta podchodzi i oferuje pomoc.
Kim jest Everardo Olmos?
29-letni dziś Everardo Olmos, podczas odczytywania werdyktu, stał przy mównicy, bez kajdanek, naprzeciwko sędziego. Za nim stał funkcjonariusz szeryfa. Olmos był ubrany w biały t-shirt z długim rękawem, beżowy więzienny uniform i białe buty na rzepy. Był spokojny i skupiony, tak jak podczas wszystkich wcześniejszych dni procesu. Został wyprowadzony z sali tuż po odczytaniu werdyktu.
Obrońca Olmosa, przesłuchując własnego klienta 10 grudnia ub. r., już na wstępie przedstawił go jako osobę z przeszłością kryminalną, która nie miała prawa do noszenia broni. Dlaczego więc miał ją przy sobie? „Dla bezpieczeństwa. Gdy byłem młodszy, byłem na ulicy, wiedziałem, że wszytko się może zdarzyć” – odpowiedział wówczas Olmos, który zeznawał pod przysięgą przez około dwie godziny.
Przypomnijmy, że podejrzanego aresztowano w Chicago blisko siedem tygodni po zdarzenia. W akcji aresztowania policji pomagała specjalna regionalna jednostka ds. ścigania zbiegów, Great Lakes Fugitive Task Force. W chwili zatrzymania Olmos był już znany policji – na koncie ma dwa wyroki z 2015 r., w tym za bezprawne posiadanie i użycie broni oraz produkcję i handel marihuaną, za które otrzymał kolejno wyrok roku i dwóch lat więzienia. Dodatkowo miał na koncie dwa kilkudniowe wyroki za wykroczenia z 2018 i 2016 roku. Jego obrońca w 2021 r. mówił, że Olmos nigdzie nie pracuje. Nie jest jasne, skąd bezrobotny Olmos miał fundusze na pokrycie kosztów prywatnego adwokata.
Justice for Jakub Marchewka
Od zabójstwa Jakuba Marchewki chicagowska Polonia zorganizowała kilka marszów wzywających do zaprzestania przemocy z bronią w Chicago i domagających się sprawiedliwości w sprawie śmierci Marchewki. Jeden z nich odbył się przed domem ówczesnej burmistrz Chicago Lori Lightfoot.
W związku z pandemią początkowe przesłuchania ws. zabójstwa Polaka odbywały się na platformie Zoom i przez długi czas nie przynosiły postępu w sprawie. Na przestrzeni blisko pięciu lat sprawę prowadziło paru asystentów z ramienia prokuratury, zanim przydzielono ją Rudolfi. Zmienił się także sędzia – pierwotnie sprawa przypisana była sędziemu Thaddeusowi L. Wilsonowi, jednak na wniosek obrońcy zmieniono sędziego, zanim odbyło się jakiekolwiek posiedzenie.
„Dziennik Związkowy” dowiedział się również, że wcześniej prokuratura rozważała złagodzenie zarzutu do morderstwa drugiego stopnia w ramach ugody, lecz sprzeciwiła się temu rodzina zabitego Polaka.
Jakub Marchewka wyemigrował do Stanów Zjednoczonych z rodziną w 2004 r., jako dziecko. Mieszkał na północnym zachodzie Chicago. Interesował się piłką nożną i wędkarstwem. Miał dwie starsze siostry. Ojciec, który był z synem w chwili zdarzenia, na krótko po zabójstwie wrócił do Polski. „To był normalny, wesoły, młody chłopak o wielkim sercu i jeszcze większym poczuciu humoru. Kuba! Nie zasłużyłeś na taką śmierć” – pisała po zabójstwie siostra ofiary.
Zapytaliśmy prokuraturę w e-mailu między innymi o to, czy planowana jest jakakolwiek apelacja oraz jakie jest przesłanie do polskiej społeczności wstrząśniętej werdyktem i faktem, że sprawca zabójstwa wyjdzie na wolność. W odpowiedzi otrzymaliśmy następujące oświadczenie Biura Prokuratora Stanowego Powiatu Cook:
„Sprawa została wniesiona i prowadzona w dobrej wierze, zgodnie z obowiązującym prawem oraz przedstawionymi dowodami. Pozostajemy zaangażowani w dążenie do sprawiedliwości oraz wspierania pracy naszych asystentów prokuratora stanowego, którzy codziennie reprezentują interesy ofiar”.
Zapytaliśmy też, dlaczego mężczyzna nie był oskarżony o nielegalne posiadanie broni. Prokuratura odpisała, że nie ma dodatkowego komentarza.
Joanna Marszałek
[email protected]








