Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 29 marca 2026 07:25
Reklama KD Market

Pożegnanie śp. Bogusi Kosiny

W sobotę, 14 lutego, 2026 roku odbędzie się pożegnanie śp. Bogusi Kosiny, polonijnej działaczki żeglarskiej i kulturalnej, wybitnej Krakowianki. Msza św. Requiem zostanie odprawiona w Kościele Trójcy Świętej w Chicago o godz. 10 rano. Zgodnie z wolą Zmarłej Jej prochy spoczną na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Rodzina prosi, aby zamiast kwiatów przekazać donację na Dom Samotnej Matki w Chicago: www.domsamotnejmatki.org. Poniżej wspomnienie o Zmarłej, która odeszła 19 stycznia br.
Pożegnanie śp. Bogusi Kosiny
Na polonijnym jachcie, 1979 r.

Elegia (żeglarska) o Bogusi

„Józef Piłsudski: Polska jest jak obwarzanek. Wszystko, co dobre jest na obrzeżach”. To powiedział 24 lutego 1918 roku.
Pod koniec 1978 roku spotkało się Chicago dwoje ludzi właśnie ze wspomnianych obrzeży: Bogusia Kosina z Krakowa i Andrzej Piotrowski z Koszalina. Bogusia była w Chicago od 1975 roku. Ja urodzony w Koszalinie syn przedwojennych harcerzy z Pomorza (okolice Grudziądza), którzy od 1945 roku mieszkali w Koszalinie. Ojciec zmarł więziony przez UB. Miałem wtedy 6 lat. Wspominam o tym, bo poczucie niezasłużonej krzywdy towarzyszyło mi przez cały okres mieszkania w PRL-u. W kwietniu 1977 roku zostałem wyrzucony z Polski przez SB i mając przyjaciół w chicagowskim Joseph Conrad Yacht Club (JCYC) przyleciałem do Wietrznego Miasta. Tu poznałem Bogusię i wspólna emigrancka dola scementowała nasze losy. Bogusia po paru latach chciała wracać do Krakowa, ale namówiłem ją, by została w USA, zalegalizowała pobyt i sprowadziła swoją córkę. Tak też się stało.

Bogusia już od pierwszych naszych wspólnych lat podzielała moją żeglarską pasję. Pływała ze mną na po jeziorze Michigan, a w 1979 roku wzięła nawet udział w rejsie po wodach Florida Keys. Kiedy usilnie zbierałem pieniądze na kupno własnego jachtu, Bogusia zajmowała się domem. W 1986 roku zwodowałem kupiony jacht w niemieckim porcie Grossenbrode, nadałem mu imię – oboje tak ustaliliśmy – Solidarity. To właśnie Bogusia została matką chrzestną tego legendarnego dziś polonijnego jachtu. Była duszą całego przedsięwzięcia i rejsu s/y Solidarity   z Niemiec przez wody europejskie, Atlantyk, Wielkie Jeziora Amerykańskie do Chicago. Brała udział w przygotowaniach Solidarity w Chicago-Mackinac Race 1988. W lipcu 1991 odbył się I World Polonia Sailing Jamboree w Gdyni. Jacht Solidarity brał udział w tym zlocie, a Bogusia witała mnie na kei w Gdyni. Ona była też tą osobą, która znalazła adres słynnego polskiego żeglarza Władysława Wagnera, wysłała do niego list i wraz ze mną odwiedziła go w 1990 roku. Wielki Żeglarz mieszkał w Winter Park na Florydzie. Chcieliśmy, aby Wagner, który jako pierwszy Polak opłynął świat pod żaglami jachtów w latach 1932-39, wziął udział w zlocie w Gdyni. Niestety z uwagi na stan zdrowia żeglarza nie było to możliwe.

W drodze powrotnej z Polski w 1992 roku Bogusia odwiedziła jacht w porcie w południowej Hiszpanii. Jacht został w porcie, natomiast ja z Bogusią zwiedziliśmy Płd. Hiszpanię i Gibraltar. Praktycznie, zawsze była tam, gdzie była potrzebna. Była obecna przy każdej edycji regat Chicago Mackinac, a było ich kilkanaście, przygotowując żywność na jachtach Solidarity i Gemini. Bardzo ważną rolę odegrała przy organizacji wizyty polskich żaglowców Pogoria i Zawisza Czarny w Chicago w 1994 roku przy Navy Pier. Była w grupie organizującej wizytę. Przez Bogusię poznałem jej zięcia – Kubę Łuczkiewicza. Kuba brał udział przygotowywaniu tej imprezy, z nim między innymi założyłem Karaibską Republikę Żeglarską na Wyspach Bahamskich. Z nim zrealizowałem większość żeglarskich filmów na YouTube.

Z powodu swojego zaangażowania w żeglarstwo Bogusia poznała i stała się przyjaciółką wielu ważnych żeglarzy polskich i polonijnych, a byli to: Jerzy Knabe, Henryk Jaskuła, Richard Konkolski, Ludomir Mączka, Staszek Sawko i wielu innych. Bogusię znał prawie cały ówczesny Polski Związek Żeglarski. Jego sekretarz Zbigniew Stosio udekorował Bogusię Odznaką Zasłużonego Działacza PZŻ. Poprzez żeglarstwo poznała i zaprzyjaźniła się Bogusiem Lindą i reżyserem Filipem Bajonem. Kiedy pod koniec 2004 roku rozstaliśmy się z Bogusią, to w ramach podziału została właścicielką jachtu Solidarity, który po sprzedaży pozwolił jej na kontynuowanie kolejnych wyzwań czyli promocji ukochanego Krakowa w ramach Towarzystwa Przyjaciół Krakowa. Tam była jednym z inicjatorów Zaduszek Jazzowych, Balów Krakowa i sławnej Parady Jamników. Założyła własne biuro podróży i współpracowała ze swoją późniejszą najbliższą przyjaciółką Marysią Kutek. Ja w tym czasie żeglowałem jako najemny skipper po Atlantyku, wodach karaibskich i europejskich. Spotykaliśmy się przy różnych okazjach.

W 2009 roku rak zmusił mnie do zejścia z katamarana Atlantic Adventure na Maderze i powrotu do Chicago. I tutaj niezawodną pomoc okazała mi Bogusia. Załatwiła bilet powrotny i zamieszkanie u niej do momentu operacji w Cook County Hospital i później. Cały czas była przy mnie i wspomagała mnie. W 2011 oboje przeprowadziliśmy się do budynku przy 1734 N. Paulina St. w Chicago. Ona zamieszkała na 11 piętrze ja na drugim. To bliskie wspólne sąsiedztwo ponownie scementowało nasz związek. Bogusia była już chora na rzadką chorobę związaną z krążeniem limfatycznym i sercem, która z biegiem czasu utrudniała jej chodzenie, a z upływem kolejnych lat praktycznie ją unieruchomiła. Regularnie wspomagali ją zięć i córka wraz z dwojgiem wnuków. Ale takim najbliższym rodzajem pomocy byłem ja z 2 piętra. Byłem jej potrzebny. Chociaż mieszkałem osobno, to czułem, że mamy w pewnym sensie wspólny dom. Dalej żeglowałem po Atlantyku tym razem jachtem Kpt. Wagner II na trasie Karaiby, USA, Azory. I każdorazowo Bogusia mówiła mi przed rejsem „Pamiętaj, że ja czekam tu na ciebie”.

Zawsze po powrocie byłem u niej, odbierałem klucze od mojego mieszkania, opowiadałem o rejsie. Ona opowiadała mi, co się dzieje w polonijnym Chicago. Tylko wyglądała i czuła się coraz gorzej. W poniedziałek, 19 stycznia 2026 roku było jak zwykle: telefon od Bogusi. „Czy możesz przyjść i pomóc zrobić mi śniadanie”. Byłem. Po południu przyszła pani Ela, która kilka razy w tygodniu pomagała Bogusi. Wyszła wieczorem około 19-20. Około 21 dostałem ponowny telefon od Bogusi: „Andrzej, źle się czuję, przyjdź żeby zmoczyć ręcznik i przyłożyć mi do czoła”. Przyszedłem, znalazłem ręcznik, przyłożyłem do czoła. Bogusia siedziała przy swoim biurku z komputerem, jej głowa powoli opadała na blat biurka. To ostatni obraz, który zapamiętałem, bowiem popędziłem do siebie, aby zadzwonić do Kingi, że jest źle i muszą zdecydować, co dalej.

Wezwali ambulans i ruszyli do nas samochodem. Ja czekałem na dole na karetkę, przyjechała po paru minutach, zawiadomiłem ich, że drzwi są otwarte i czy mnie potrzebują. Nie potrzebowali. Po kilkunastu minutach byli z Bogusią na noszach. Wyglądała na nieprzytomną. Po kilkunastu minutach ambulans ruszył do St. Mary of Nazareth Hospital. Przez telefon podałem adres szpitala Kubie i Kindze. Byłem już spokojniejszy: Bogusia była już w dobrych i najważniejsze, że fachowych rękach. Po 22.00 Kinga telefonuje do mnie „Mama już w pomieszczeniu operacyjnym. Czekamy”. Ja uspokojony. Jest dobrze. 22.51 kolejny SMS od Kuby „Bogusia zmarła”. Mój dotychczasowy świat się skończył.

Teraz, po upływie dni, myślę: Bogusiu, wtedy jak powoli kładłaś głowę na biurko, nie powinienem wychodzić, powinienem wiedzieć, że umierasz, powinienem trzymać Cię za rękę, przytulić, abyś czuła, że w tym momencie jestem przy Tobie. Moja wina. Mam nadzieję, że mi wybaczysz stamtąd (z Hilo). W żeglarskim światku proces umierania żeglarza nazywa się ostatnim rejsem do Hilo. Bogusiu, byłaś też żeglarką i też odpłynęłaś w swój ostatni rejs do HiloZawsze masz swoje miejsce w moim sercu, do końca mojego żeglarskiego żywota. Spoczywaj w spokoju.

Andrzej W. Piotrowski
Żeglarz, skipper jachtu Kpt. Wagner II
Port macierzysty Chicago 

Zdjęcia z archiwum autora


Początki w Chicago, lata 70-te

Początki w Chicago

Na jachcie Fraia, Lake Michigan, 1978 r.

Andrzej i Bogusia, Hiszpania Płd., 1992 r.

Boguś Linda z Bogusią

Z wizytą u Wagnerów, Winter Park, 1990 r.


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama