Wyniki dotyczą USA, ale z dużym prawdopodobieństwem można je odnieść do innych krajów, w których często stosuje się sól drogową.
Analiza wykazała przy tym, że dla niektórych organizmów żywych zamieszkujących słodkowodne ekosystemy sól staje się groźniejsza w połączeniu z działaniem innych czynników, takich jak sama obecność drapieżników.
Badacze sprawdzili, jak różne poziomy soli oraz to, czy w pobliżu obecne są drapieżniki, oddziałuje na słodkowodne ślimaki.
- Organizmy słodkowodne od zawsze żyły w wodach, gdzie soli było bardzo mało - mówi Rick Relyea, autor pracy opublikowanej w piśmie „Oikos”.
- Przez sól drogową ich przetrwanie staje się o wiele trudniejsze, szczególnie gdy do tego wszystkiego dochodzi jeszcze strach przed drapieżnikami. Odkryliśmy, że przy najwyższym poziomie zasolenia stres wywołany obecnością wroga drastycznie zwiększył liczbę martwych ślimaków – śmiertelność była o blisko 60 proc. wyższa niż wtedy, gdy działała na nie tylko sól - relacjonuje.
Naukowcy wyjaśniają, że kiedy ślimaki czują w pobliżu obecność drapieżników, jedzą wolniej i mniej się ruszają, żeby uniknąć zauważenia. Jednocześnie coraz bardziej słona woda zmusza je do zużywania większej ilości energii po to, żeby w ogóle przeżyć. Te dwa czynniki działające naraz sprawiają, że ślimaki po prostu opadają z sił.
- Takich efektów nie widać w zwykłych testach w laboratorium - podkreśla Scott Goeppner, jeden z badaczy. - To oznacza, że możemy po prostu nie doceniać tego, jak naprawdę niebezpieczne są powszechne zanieczyszczenia, takie jak sól drogowa.
Naukowcy wskazują, że ślimaki, choć są niewielkie, występują w wodach w ogromnych ilościach i są dla nich szczególnie ważne - pomagają kontrolować wzrost glonów, zajmują się recyklingiem składników odżywczych i są istotnym pokarmem dla ryb oraz ptaków.
Tymczasem istnieją proste sposoby na zmniejszenie szkód – zwracają uwagę eksperci.
- Gminy mogą ograniczyć zużycie soli drogowej nawet o 50 procent, dbając przy tym o to, by drogi wciąż były bezpieczne – mówi dr Goeppner.
- Proste kroki, takie jak wstępne zabezpieczanie nawierzchni przed opadami, kalibracja solarek czy po prostu bardziej przemyślane sypanie soli, mogą ochronić ekosystemy słodkowodne, a przy tym przynieść oszczędności lokalnym władzom i samym podatnikom – tłumaczy.
Może też się okazać konieczna zmiana ustalonych dotąd norm. - Kiedy nie do końca wiemy, jak zanieczyszczenia współgrają z naturalnymi czynnikami stresogennymi, bezpieczniej jest po prostu dmuchać na zimne – zaznacza dr Goeppner.
- Ochrona słodkich wód wymaga przyglądania się wpływowi soli w warunkach zbliżonych do natury, a nie tylko w sterylnym laboratorium - podsumowuje.
Marek Matacz (PAP)








