To nie żart ani pomyłka. W tropikalnym labiryncie natury ten mały organizm naprawdę zmienia życie swoich ofiar w koszmar. Ophiocordyceps jest wybredny. Atakuje głównie mrówki liściożerne. I robi to z chirurgiczną precyzją. Naukowcy z niedowierzaniem obserwują ten rytuał od dziesiątków lat.
Uścisk śmierci
Wszystko zaczyna się niewinnie. Grzyb wydziela enzymy rozkładające chitynę – polisacharyd, z którego zbudowany jest egzoszkielet mrówki. Najpierw zarodniki grzyba przyczepiają się do ciała ofiary. Powoli, metodycznie, strzępki grzybni przebijają się przez pancerz i przenikają do układu nerwowego.
Potem rozprzestrzeniają się w ciele mrówki. Od tylnej części brzucha do głowy. Tworzą tam rurowe rusztowania wokół mięśni owada. Wkrótce mrówka przestaje zachowywać się jak zwykły owad. Jest opętana.
Ophiocordyceps jest sprytny. W okresie inkubacji zarażone mrówki wyglądają normalnie. Pracują. Jedzą. Nikt nie wie, że są chore. Potem grzyb zaczyna kierować ich mózgiem. Nakazuje opuścić bezpieczną suchą koronę lasu i zejść w dół. Mrówka porusza się w nienaturalny sposób, jakby kierowana niewidzialną ręką. Zaczyna się potykać. Pojawiają się konwulsje, drżenia. Upada. Wstaje. Upada znowu. Wykonuje ruchy pozornie bez celu.
Ale to nie przypadek. To grzyb kieruje każdym jej krokiem. Nakazuje jej wędrować niczym zombie w miejsca idealne nie dla niej, ale dla niego – wilgotne, liściaste zakamarki lasu. Tam, dokładnie 25 centymetrów nad ziemią, mrówka zatrzymuje się przy liściu. Znajduje jego główną żyłkę i z niemal 100-procentową precyzją wbija w nią żuwaczki. Jest to uścisk śmierci. Mięśnie żuwaczek zaczynają obumierać. Atrofia niszczy połączenia we włóknach. Giną mitochondria. Mrówka zawisa do góry nogami, przyklejona do liścia. Umiera. Ale to nie koniec. To dopiero początek.
Moment, w którym mrówka umiera, to preludium do horroru. Grzyb zaczyna ostatnią fazę. Karmi się wnętrznościami ofiary. Rozkłada jej tkanki. Kilka dni później z tyłu głowy owada wyrasta szypułka. Ciemna. Gruba jak włos. Rośnie i w tydzień osiąga długość dwukrotnie większą niż ciało mrówki-gospodarza. Na jej końcu rozwijają się poduszeczki pełne zarodników grzyba. W tym samym czasie pancerz mrówki jest przebudowywany w ochronną osłonę grzybni. Z bocznych poduszeczek wyrzucane są zarodniki. Opadają w dół i tworzą tam „zabójcze pole” – pod ciałem owada. Gotowe zaatakować kolejną mrówkę, zamienić ją w zombie i powtórzyć śmiertelny cykl. To perfekcyjna, brutalna strategia przetrwania Ophiocordycepsa.
W samo południe
Grzyb Ophiocordyceps odkryto w połowie XIX wieku. Ale dopiero w 2011 roku naukowcowi Davidowi Hughesowi i jego zespołowi udało się ustalić, jak starym jest gatunkiem. Badacze znaleźli wtedy z kopalni Messel w Niemczech skamieniały liść. Okazało się, że miał on 48 milionów lat. Na jego głównej żyłce nadal widniały charakterystyczne ślady przypominające hantle. Identyczne z obserwowanym dziś „uściskiem śmierci” mrówki. Oznaczało to, że Ophiocordyceps był niezmiernie stary. Istniał i atakował w czasach, gdy dinozaury były już tylko wspomnieniem, a ssaki dopiero zaczynały swoją drogę do dominacji.
Badania w Tajlandii wykazały coś oszałamiającego. Zarażone mrówki mijają średnio 99 liści, zanim znajdą ten właściwy. To grzyb szuka idealnych warunków: temperatury, wilgotności, wysokości nad ziemią. I gdy je znajdzie – na precyzyjnej i zawsze tej samej wysokości nad podłożem lasu – nakazuje mrówce zatrzymać się i wbić w żyłę liścia. Wszystkie zarażone owady wykonują ostateczny „uścisk śmierci” dokładnie w południe. Jakby Ophiocordyceps miał wewnętrzny zegar słoneczny. I kierował owadem w ten sposób, by przeniósł się w idealne dla niego warunki.
Mrówki zombie nie umierają losowo ani samotnie. Koncentrują się na „cmentarzach”, na obszarach 20-30-metrowych. Zwykle na jednym znajduje się do 25 sztuk. I nie są to przypadkowe miejsca, tylko optymalne dla grzyba. Naukowcy przeprowadzili eksperyment. Niektóre zarażone owady pozostawili w stanie agonii dokładnie tam, gdzie skierował je Ophiocordyceps. Inne przenieśli wyżej, niżej lub dalej. Rezultat? Mrówki pozostawione precyzyjnie 25 centymetrów nad ziemią wykształciły strzępki grzybni. Te przeniesione nie, bo nie znajdowały się w idealnie doprecyzowanych przez grzyba warunkach.
Natura zombie
Czy Ophiocordyceps może zarazić ludzi? Czy jego zdolności paraliżowania i pochłaniania owada mogą być dla nas też niebezpieczne? Nie. Ludzka temperatura ciała jest zbyt wysoka – grzyb nie jest w stanie w niej przeżyć.
David Hughes, profesor entomologii z Penn State, przez lata tropił mrówki zombie, poczynając od Tajlandii, a kończąc na Karolinie Południowej. Przypomina, że Ophiocordyceps nie jest osamotniony w swoich podstępnych akcjach. Natura jest bowiem pełna przykładów stworzeń zachowujących się niczym zombie. Manipulacja behawioralna, geny pasożyta kontrolujące zachowanie gospodarza to niechlubna część naszej natury. Robaki każące świerszczom skakać do wody. Osy paraliżujące karaluchy. Przywry zamieniające mrówki tak, że wyglądają jak jagody. Przykłady można mnożyć bez końca.
Rzadko kto zdaje sobie sprawę, że mrówki stanowią połowę owadów świata. Są wszędzie. W tropikalnych lasach Tajlandii, Brazylii, Australii, Japonii. W Karolinie Południowej, na Florydzie. Wszędzie tam jest też Ophiocordyceps manipulujący zachowaniem innych, by stworzyć platformy startowe dla następnej generacji.
Nie jest on jednak bezkarny. Ma własnego zabójcę, innego grzyba pasożyta. Pokrywa on wyrastającą z głowy zabitej mrówki szypułkę Ophiocordycepsa, zakrywa poduszeczki z zarodnikami zapobiegając ich rozsianiu. I w ten sposób zabija go, zanim ten zamieni kolejną mrówkę w zombie.
Joanna Tomaszewska








